poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Tour de chillies, czyli NAJWAŻNIEJSZE OSTRE SOSY ŚWIATA. Część 2 - Ameryka Południowa i Europa

NAJWAŻNIEJSZE OSTRE SOSY ŚWIATA WEDŁUG KONTYNENTÓWCZĘŚĆ 2AMERYKA POŁUDNIOWA I EUROPA

W poprzednim odcinku naszej wyprawy przedzieraliśmy się przez Amerykę Północną i Środkową. Teraz przyszedł czas na kontynuację naszej trasy - zajrzyjmy na obiad do mieszkańców Ameryki Południowej oraz Europy i sprawdźmy, czym wyganiają z domu gości ;)
Dla tych, którzy przegapili: CZĘŚĆ PIERWSZA

Sos typu Lljawa

Kraj pochodzenia: Boliwia
Kluczowe składniki: papryczki Locoto, pomidory, cebula, limonka, kolendra

Trzeba przyznać, że Lljawa stąpa po cienkiej linii oddzielającej ostre sosy od salsy, ale warto o niej wspomnieć, ponieważ jest niesamowicie popularnym dodatkiem do żywności (używana jest do chleba, ziemniaków, zup i właściwie – wszystkiego – jak na dobry ostry sos przystało). Zawiera ona bardzo rzadkie papryczki Locoto – no i oczywiście, Boliwia jest dość niedocenianym krajem, o której kuchni niewiele powszechnie wiadomo. Sos Lljawa tradycyjnie jest wytwarzany za pomocą kamieni zwanych batan, na których rozcierane są wszystkie składniki. Jest umiarkowanie pikantny, za to niezwykle aromatyczny – dzięki dodatkowi soku z limonki i świeżej kolendry.
Możecie go też spróbować zrobić w domu – z papryczek Jalapeno, które są najbliższym smakowo odpowiednikiem Locoto. 
Oto link do przepisu: [KLIK]

Sos typu Aji amarillo

Kraj pochodzenia: Peru

Kluczowe składniki:
papryczki Amarillo

Pasta z papryczek Amarillo jest jednym z kluczowych składników kuchni Peruwiańskiej. Niektórzy znawcy posuwają się tak daleko w uwielbieniu dla tego złotego ostrego sosu, że nazywają go duszą tej kuchni. Jego specyficzny, słodkawy smak i bardzo aromatyczny zapach – oraz piękny, pomarańczowo-żółty kolor sprawiają, że zyskuje coraz większą popularność również poza Peru. Oprócz tego, że sos/pasta z Amarillo jest podstawą wielu dań, jest również używany jako dip z juką lub ziemniakami.

Sos z papryką Amarillo znajdziecie tutaj: [KLIK]


Sos typu Pebre

Kraj pochodzenia: Chile
Kluczowe składniki:
 kolendra, papryczki chili (czerwone, zielone lub aji – papryka jagodowa), pomidory, czosnek, cebula


Bez ryzyka wpadki możemy powiedzieć, że ostry sos typu Pebre możecie spotkać na każdym stole w Peru. Jest dość podobny do meksykańskiej pico de gallo i argentyńskiej chimichurri, ale został włączony na tą listę z powodu tego, że jest zdecydowanie bardziej pikantny niż jego meksykański kuzyn. Oczywiście, jest wykorzystywany praktycznie do wszystkiego: od jajek, przez mięso po zupy i zapiekanki. To esencja jedzenia w Chile, coś jak nieśmiertelna sałatka z kapusty w polskim kebabie :) Oczywiście, istnieje milion wersji, w zależności od regionu, z którego pochodzi wykonujący go. A robi się go dość prosto. 
Możecie spróbować sami: [KLIK]


Sos typu Molho de pimenta

Kraj pochodzenia: Brazylia
Kluczowe składniki:
papryczki Malagueta, ocet

Brazylia ma niesamowitą ilość ostrych sosów obecnych w jej narodowych potrawach (używanych zarówno do doprawiania potraw, jak i gotowania), ale rzeczą, która zdecydowanie łączy je wszystkie, jest fakt, że są one stworzone na bazie octu i papryczek malagueta (które są również bardzo szeroko rozpowszechnione w kuchni portugalskiej, co jakoś nieszczególnie dziwi). Istnieją różne wariacje sosu molho de pimenta (co oznacza po portugalsku po prostu „sos paprykowy”, cóż za oryginalna nazwa!), w zależności od regionu wytwarzania, ale podstawy pozostają takie same, bez względu na to, czy są wzbogacane czosnkiem, cebulą, pomidorami czy liśćmi laurowymi. Sos ten jest bardzo aromatyczny i prosty w wykonaniu, aczkolwiek wymaga dostępu do papryki malagueta, co już nie jest tak oczywiste. Tak czy siak, możecie go wykonać z pomocą przepisu: [KLIK]


EUROPA


Cóż, nasze lokalne podwórko nie ma zbyt wiele do zaoferowania – głównie wskutek odmienności kulturowej (mniej jesteśmy przyzwyczajeni do ostrych rzeczy, choć to powoli się zmienia) i klimatu, w którym dużo trudniej dojrzewa ostra papryka. Tradycyjnie zabierzemy się za Węgry, które mają sporo do zaoferowania i są uznawane za ostoję ostrej, pikantnej kuchni w Europie – zwłaszcza dzięki sławetnej „węgierskiej ostrej papryce”.


Sos z suszoną węgierską papryką

Kraj pochodzenia: Węgry
Kluczowe składniki:
suszona i sproszkowana węgierska papryka, pomidory

Jak wspominaliśmy wcześniej, Europa, jak na kontynent, który doświadczył tak skrajnych wzorców kulturowych i jest bogaty we wszelakie tradycje, kuchnia europejska jest, cóż, zaskakująco łagodna i unika ostrych sosów. Jednakże Węgry obrały sobie ostrą paprykę za narodową przyprawę i można ją spotkać praktycznie we wszystkim, co tam zjecie: od gulaszy, zup, mięs – po placki i dania warzywne. Często można dostać na naszym rynku pastę stworzoną z węgierskiej papryki, choć na samych Węgrzech uprawia się również inne gatunki: Habanero, Nagą jolokię czy Trinidad scorpion. Najsłynniejszy – i jeden z najostrzejszych sosów produkcji europejskiej – można dostać właśnie na Węgrzech. Jest to sos GaBko, który dumnie ma w składzie Carolinę Reaper, Trinidad Scorpiona i Nagą Jolokię. Słodziutko.

Ljutenica/Ajvar/Pindżur


Kraj pochodzenia: Serbia/Bułgaria/Bośnia
Kluczowe składniki:
Czerwona papryka, czosnek, bakłażan (w niektórych)

Nie tak ostre i wyraziste jak pozostałe sosy na tej liście, ljutenica, ajvar (lub ajwar) czy pindżur idealnie zgrywają się z europejskimi standardami ostrości – czyli są maksymalnie łagodne. Nie mają w sobie absolutnie nic ostrego, serio. To bardzo przyjemne i mocno paprykowe sosy, charakterystyczne dla krajów bałkańskich. Wymagają sporo pracy, bo większość z nich opiera się na pieczonej papryce, która jest niezwykle upierdliwa w obieraniu. Pozostaje dodać trochę octu, nieco soli – i proszę bardzo, przyjemny kompan posiłków gotowy! Sami nawet robiliśmy swój własny ajwar.
Trzymajcie przepis: [KLIK]



Sos z piri-piri

Kraj pochodzenia: Portugalia
Kluczowe składniki: papryczki piri-piri (czyli chili ptasie oko), skórka cytrynowa, cebula, pieprz, różne przyprawy i zioła

Sos piri-piri, choć obecnie jest najbardziej rozpowszechnionym sosem w państwach Afryki rdzennie pochodzi z Portugalii. Obecnie paprykę piri-piri uprawia się głównie w Angolii, Ugandzie i Zimbabwe, ale przywlekli ją tam właśnie Portugalczycy. Sosy z piri-piri są umiarkowanie pikantne, mocno cytrusowe i idealnie nadają się do owoców morza i ryb. Receptury zmieniają się w zależności od regionu pochodzenia – w Afryce przyprawia się go w trochę inny sposób. Sosy z papryką piri-piri znajdziecie tutaj → [KLIK]

Biber salçası

Kraj pochodzenia: Turcja
Kluczowe składniki:
 papryka chili, sól, olej roślinny


Hm, część Turcji nie leży już w Europie, ale zdecydowanie warto wspomnieć o tej paście. Większość czerwonych papryczek chili używanych w tradycyjnych wersjach sosu-pasty Biber salçası jest uprzednio suszona na słońcu (od 6-7 dni) i wędzona przed zmieleniem ich na gęstą, kremową pastę z odrobiną soli i oleju (zazwyczaj oliwy). Rezultatem jest niesamowicie aromatyczna, głęboko czerwona pasta której lokalni rozsmarowują na chlebie lub spożywają z innymi przekąskami typu krakersy. Dodaje się jej też sporo do tradycyjnych dań kuchni tureckiej.


To by było na tyle – w następnym „odcinku” naszej serii odwiedzimy Afrykę i Azję. Mamy nadzieję, że nieco Was rozgrzaliśmy. Pakujcie walizy :)




wtorek, 12 kwietnia 2016

Oto sos z Piekła. Satan's Revenge - Extreme Ghost Pepper Sauce!


Kochamy ostre sosy. Naprawdę. Są jednak takie produkty, przy których zaczynamy się bać i pocą nam się ręce (a zaraz potem mózg). Sos Satan's Revenge do takich właśnie należy. Cóż, mamy za sobą jedzenie surowej Nagiej Jolokii – to bolało. Temu sosu podobnie źle z oczu patrzy - a producent ostrzega. Cóż, Diabeł Nas podkusił, żeby zamówić skrzyneczkę do sklepu BĘDZIE PIEKŁO, to teraz wypadałoby spróbować. Nie ma rady, pocierpimy dla dobra wszystkich Ostrożerców ;)

W RĘCE

Satan's Revenge to sos stworzony przez angielską markę Hot-Headz!, działającą na rynku ostrych sosów od 1994 roku. Etykietka głosi, że jest to „Extremalny sos z papryką Ghost”, czyli Nagą Jolokią. Według producenta nie zawiera sztucznych barwników, dodatków smakowych ani konserwantów – 100% bólu papryki. Jest tutaj też małe ostrzeżenie: „Uwaga! Jeden z najostrzejszych sosów na świecie stworzonych tylko z naturalnej papryki dostępny na rynku. Używać tylko jednej kropelki naraz. Unikać kontaktu z oczami, skórą i wrażliwymi miejscami.”. Wow, czemu tak od razu z grubej rury? W sumie, ciężko się dziwić. 
Rzut oka na skład: Rozdrobnione papryczki Naga Jolokia (75%), woda, sól, kwas octowy, pulpa z czosnku, guma ksantanowa (naturalny stabilizator).
Well, thank you.

Teraz już wiemy, skąd nazwa „Zemsta Szatana”. Z taką zawartością Nagiej Jolki prawdopodobnie pali trzy razy. Według Hot-Headz i innych źródeł ten ostry sos ma 600 000 SHU. To już nie przelewki, ale ciekawe, jak smakowo, prawda? Sama naturalna ostrość, bez żadnych ekstraktów z papryki i innych dodatków. Kusi, choć przecież wiemy, że to dzieło samego Szatana. Dobra, nigdy nie mieliśmy zbyt silnej woli jeśli chodzi o ostre sosy, także będzie, co ma być - jemy.

W GĘBIE

Sos Satan's Revenge
ma piękną, ciemnopomarańczową barwę, gładką, bez kawałków czegokolwiek. Brak dozownika (!!!!!!) - z jednego prostego powodu – sos jest bardzo, bardzo gęsty. Bez obaw więc – nie nalejecie go sobie niechcący zbyt dużo.... Odkręcamy butelkę. Zapach...przyprawia o ciary. Jest bardzo intensywny, paprykowy z lekką nutką octu. Nie kręci w nosie, ale czuć, że jest to coś mocarnego – czuć go z odległości dwóch metrów! Przełykamy ślinę. Ok, KROPELKA na łyżeczkę.... i jedziemy.
Wrażenia smakowe:
BOLI.
Ten sos...się...nie...pieści... Satan's Revenge od razu wrzuca nas w wesoły czerwony wagonik na rollercoasterze bólu. Najpierw czujemy metaliczne, ostre i paprykowe uderzenie, jest to ostrość dogłębna, wijąca się w naszych ustach, a potem powoli wdzierająca się w trzewia.... Ten sos jest BRUTALNY i nie bierze zakładników. Wierzymy, że ma 600 000 SHU, zdecydowanie. Dodatkowo, ta cholera trzyma naprawdę, naprawdę długo – do 10 minut. Po jakichś 5 minutach robi się to całkiem znośnie, ale większych ilości prosimy nie przyjmować 'na sucho', bo może porządnie rozboleć Was żołądek (nie życzymy Wam skrętu kiszek i...innych dolegliwości typu wymioty i biegunka, które czasem się zdarzają). Na końcu jest fajnie i przyjemnie, sos ma typowy posmak Nagiej Jolokii – ciężko go opisać tym, którzy jej nie jedli – oznacza to, że musicie spróbować ;) 
Dogłębnych wrażeń smakowych raczej tutaj nie przeżyjecie – to papryka z niewielką ilością octu i sugestią czosnku (aczkolwiek większość czasu zajmuje cierpienie, więc nie ma za bardzo jak się wgłębiać). Plus na pewno za naturalność i prostotę. No i poziom pieczenia, ale to indywidualne preferencje :)

W GŁOWIE

Satan's Revenge to nie jest sos dla początkujących fanów ostrości. Nawet doświadczonym Ostrożercom zalecamy DALEKO IDĄCĄ OSTROŻNOŚĆ.
Absolutnie nie konsumujcie go na pusty żołądek – może to się skończyć wymiotami lub nawet omdleniem – ból jest niewyobrażalny. Polecamy go zdecydowanie jako dodatek do żywności – niewielka ilość wystarczy by nadać pikanterii zupom, sosom i wszelakiemu żarciu, które lubicie na ostro. Powiedzielibyśmy, że to fajny gadżet na imprezę – ale tylko wtedy, kiedy jesteście pewni, kogo nim częstujecie (i że macie w domu duży zapas mleka/lodów).
Sos Satan's Revenge to w sumie dobry sos do podpuszczania znajomych – nic nie zastąpi tej złośliwej radości, kiedy ktoś upiera się, że nie ma dla niego granicy ostrości – dajcie mu „Zemstę Szatana”. Pokaja się :)

GDZIE KUPIĆ? BĘDZIE PIEKŁO


Ocena ogólna:

Ostrość:



Smak:

środa, 6 kwietnia 2016

Wujka Sama wyprawa w Orient. Frank's Red Hot Slammin' Sriracha


No, kolejny sos od sztandarowej amerykańskiej marki Frank's Red Hot. Tym razem zamierzamy się delektować wersją Slammin' Sriracha, która ewidentnie podbija do jeszcze innej klasyki – sosu Sriracha Huy Fong'a, cuda stworzonego przez chińskiego imigranta, obecnie znanego i kochanego na całym świecie [sos, nie imigrant!]. Czy to w ogóle ma sens? Czy da się tutaj jeszcze coś poprawić? [albo zepsuć?] A może to coś zupełne nowego? Zaraz sprawdzimy.

TUTAJ możecie przeczytać o ponadczasowym klasyku - FRANK'S RED HOT ORIGINAL 

W RĘCE

Według producenta, Frank's Red Hot Slammin' Sriracha jest nieco ostrzejszy niż klasyka – czyli Frank's Red Hot Original [KLIK]. Nie są to sosy z gatunku ostrych, o nie – tego nie możemy powiedzieć. Są pikantne, na poziomie 500-650 SHU, więc jeśli coś mamy tutaj oceniać, to będzie to zdecydowanie smak. Nie nastawiamy się na wypalanie twarzy, ale ślinka cieknie.

Obadajmy skład: ocet destylowany, sezonowane papryczki cayenne (21%), cukier, sól, puree z papryczek jalapeno (czerwone papryczki jalapeno (5%), sól, regulator kwasowości: kwas cytrynowy), woda, błonnik marchwiowy, czosnek w proszku, naturalne aromaty (soja), stabilizator: guma ksantanowa, przyprawy, papryka wędzona.
To podsyca naszą ciekawość. Wychodzi na to, że to sumie kombo dwóch sosów – klasycznego Frank's Red Hot i Sriracha (wow, ależ odkrycie!). Zapowiada się całkiem słodko. Samego jalapeno, na którym bazuje klasyczna Sriracha nie ma tutaj zbyt wiele, może dlatego, żeby nie dominowało smaku – w końcu to Frank's.



W GĘBIE

Sos jest bardzo gęsty – w porównaniu do innych kolegów z tej serii. Nie ma dozownika, co sugeruje nam, że należy go używać hojnie. Rozumiemy aluzję. Pływają drobniuśkie kawałki papryki i przypraw, ale ogólnie jest to sos o konsystencji musu. Pachnie zdecydowanie czosnkowo – i lekko słodko. Octowość niezbyt wyczuwalna – choć niby ocet jest w Frank's Red Hot Slammin' Sriracha na pierwszym miejscu w składzie.
Test organoleptyczny: Słodko i bardzo czosnkowo. Nie ulepkowo, czuć, że jest to papryka, ale podkręcona cukrem – w sumie, tak jak w klasycznym sosie Sriracha. Dopiero po chwili odzywa się ocet, fajnie miksując się ze słodyczą – ciekawy kontrast. Na samiuśkim końcu nadchodzi uczucie ostrości – na poziomie wręcz niewinnym, jeśli weźmiemy pod uwagę przeciętną ostrość spożywanych przez nas rzeczy. W tym sosie czuć naprawdę sporo różnych, kontrastujących ze sobą smaków – aczkolwiek na szczęście umyka nam tutaj lekko chemiczny posmak, jaki zdarzało nam się wyczuwać w innych sosach typu Sriracha (i Srirachopodobnych...). Nie jest też tutaj wyczuwalny klasyczny Frank's z jego dominującą octowością. Ani jedno, ani drugie – coś pośredniego. W sumie, to dobrze, nic się nie powtarza, ale pewnie nie zostanie odkryciem roku.

W GŁOWIE

Mamy wrażenie, że celem producenta było wypuszczenie na rynek sosu z jalapeno w typie Sriracha, który trafi w gust ludzi, dla których klasyczna wersja jest po prostu zbyt ostra (albo jest to wynik tego, że Amerykanie zawsze chcą postawić na swoim, wypuszczając rodzimą wersję znanego produktu ;)) Frank's Red Hot Slammin' Sriracha prezentuje sobą bardzo podobną klasę smaku – przy dużo bardziej zmniejszonym poziomie ostrości. W sumie, bliżej mu do sosów azjatyckich w typie słodko-kwaśnym, niż klasyków Ameryki opartych na occie i sezonowanych paprykach. Jest to całkiem przyzwoity produkt – a na pewno dużo lepszy niż wszechobecne 'azjopodobne' sosy dostępne na naszych sklepowych półkach (od których ulepkowatości robi nam się niedobrze...). Nie jest to dla Ostrożerców absolutny must have, ale to produkt, którego warto spróbować – zwłaszcza, jeśli jesteście fanami sosu Sriracha. Porządna kompozycja, porządny smak. Sprawdzi się elegancko w daniach z wieprzowiną i ryżem – zdecydowanie w orientalnym stylu, albo tam, gdzie chcecie się pobawić w słodko-ostre smaki.


Ocena ogólna:

Ostrość:

Smak:


Gdzie kupić? KLIK


sobota, 2 kwietnia 2016

Carolina Booze! - czyli historia pewnej wódki z wykopem.... :)


Proszę Państwa, nadeszła w końcu TA chwila. 

My, Ostrożercy, być może spotkaliśmy swoją Nemezis. Dzięki uprzejmości fana – pięknie dziękujemy! - dane Nam było spróbować czegoś niesamowitego. Bez ceregieli – jest to wódka. 
Z Caroliną Reaper. Tak. Dobrze przeczytaliście.
Wóda. Z najostrzejszą papryką na świecie.


Cytując: „Na 0.5l trunku popularnej marki dodałem całą papryczkę Carolina Reaper.
Wyszła naprawdę genialna - ma piękny, lekko pomarańczowy kolor i naprawdę ostry smak. Fani wszystkiego, "co piecze nie dwa, a nawet trzy razy" nie chcieli pić drugiego kieliszka.”
To oficjalne wyzwanie! My, Ostrożercy - my nie damy rady?!
Fakt, trochę się do tego zbieraliśmy – ale w końcu do tego doszło.

Wódka ma złoto-pomarańczowy kolor i pachnie lekko słodkawo.
Konsystencja... cóż, to wódka. Nie ma dozownika. To sugeruje, żeby lać dużo ;)


Tak więc – na zdrowie!
Wrażenia smakowe: Najpierw czujemy wódkę. Potem też czujemy wódkę – choć o lekko owocowo-paprykowym posmaku. Zaraz potem zaczyna się fajne pieczenie w przełyku. Nasze przełyki lekko, pulsująco palą – i trwa to naprawdę długo! W końcu to Carolina Reaper. Nie jest to coś, po czym mielibyśmy ochotę się tarzać po podłodze, aczkolwiek, jak wszyscy (lub nie) wiemy, kapsaicyna rozpuszcza się m.in. w alkoholu. Ostrość tej panienki jest jednak wciąż bardzo wysoka – oceniamy ją na około 300-400 000 SHU. Warto dodać, że jest to wódka, która nie potrzebuje zapijania – kapsaicyna odwraca naszą uwagę od smaku wódki :) Skupiamy się na bólu pochodzącego z innych źródeł...

Podsumowując, to bardzo ciekawy eksperyment. Zachęcamy Was do podobnych. My naszą wykorzystamy do niecnego podpuszczania znajomych :)
 [W stylu „ze mną się nie napijesz?!”]



W gratisie dostaliśmy jeszcze samoróbne czekoladki z pokruszoną...Nagą Jolokią. W naszej ocenie – to wspaniały pomysł dla: 
a) łakomczuszków, którym chcecie dać po łapach w wyrafinowany sposób 
b) waszych wrogów 
c) każdego fana ekstremalnej ostrości i czekolady! 




Coś wspaniałego – choć skubaliśmy je po kawałeczku :) Czekolada + jakakolwiek ostrość daje wspaniały, niezwykle wyrazisty smak. To nic, że prawdopodobnie większość ludzi by się przy niej zadławiła/popłakała. Dla nas była cudowna! Jeszcze raz dziękujemy :)

czwartek, 17 marca 2016

Zielono mi! Ostra potrawka na Guinnessie z harissą.

Jako, iż dziś Dzień Świętego Patryka, mamy dla was niesamowity, przetestowany wielokrotnie (na nas, oczywiście) przepis na tradycyjną irlandzką potrawę wzmocnioną odpowiednio i dopasowaną do gustu Ostrożerców . Potrawka na Guinnesie zgodnie z przepisem wymaga mięsa wołowego, które jest przepyszne, ale niestety coraz bardziej bywa dość ekskluzywne. Jeśli więc nie możecie sobie pozwolić na kawałek krówki, z powodzeniem można ją zastąpić wieprzowiną (choć zmienia to nieco smak i złożoność potrawy – ale za to – krócej się gotuje!). Guinness, lub inne ciemne piwo jest tutaj nieodzownym składnikiem – nawet jeśli nie przepadacie za jego smakiem, nie martwcie się – w ostatecznym ‘produkcie’ nie jest wyczuwalne, a nadaje niesamowitej głębi, aksamitności i gęstości daniu. No i harissa oraz tradycyjna angielska musztarda! Mniam

Ostra potrawka na Guinnessie z harissą


Porcja dla 3 osób
Składniki:

750 g mięsa wołowego na gulasz/ew. szynki lub łopatki
2 średnie cebule
2 marchewki
2 pietruszki
2 średnie ziemniaki
1 butelka piwa Guinness lub innego ciemnego; polecamy portery. Zdecydowanie NIE polecamy jasnego piwa.
1 butelka ulubionego piwa (do picia podczas czekania na gulasz)
1 łyżka harissy (lub 2-3 świeże ostre papryczki chilli)
1 łyżeczka angielskiej musztardy Colman's [KLIK]
1 łyżka oleju
Sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie, słodka i ostra papryka (najlepiej wędzona - [KLIK]), majeranek, oregano

Sposób przygotowania:


Cebule ciachamy w kostkę, mięso również. Kawałki wołowiny (szynka też się nada!) wrzucamy do miski, dodajemy sól (1 łyżeczka), pieprz , słodką i ostrą paprykę oraz łyżeczkę harissy (lub więcej, jeśli się nie boicie). Mieszamy zapamiętale, żeby mięsiwo dokładnie w tej mieszance wytaplać. 

Zdjęcie poglądowe ze strony BBC Food,
stamtąd też pochodzi klasyczny przepis,
który nieco 'podkręciliśmy' :)
Na patelni rozgrzewamy łyżkę oleju i wrzucamy na nią mięso oraz cebulę. Podsmażamy aż zmięknie. Następnie przekładamy wszystko do garnka (około 3-4 litrowy powinien być okej), zalewamy piwem (można łyczka podpić!), dolewamy litr wody, dorzucamy łyżeczkę soli, liść laurowy i ziele angielskie - gotujemy radośnie przez około 30 minut na średniej wielkości gazie (szynce wystarczy i 20, ale im dłużej, tym smak pełniejszy!). 

Kiedy z kotła zacznie się już wydobywać nieziemski zapach a nasze trzewia zaczną się skręcać z głodu, czas na dorzucenie warzyw – kroimy marchewkę, pietruszkę i ziemniaki w kostkę i pakujemy do gara. Dolewamy pół litra wody. Żeby im nie było tam nudno, dorzucamy łyżkę papryki słodkiej, łyżeczkę ostrej, łyżeczkę pieprzu, tyleż samo majeranku oraz oregano. No i oczywiście – angielską musztardę. 

Wesołe towarzystwo zostawiamy na 20 minut, na małym gazie – aby warzywa zmiękły. W tym czasie z pełną satysfakcją możemy zająć się piciem drugiej butelki piwa. 

Gotowe! Danie powinno mieć dość gęstą konsystencję (jeśli nie ma, można zaprawić mąką). Tradycyjnie ta potrawka powinna odstać swoje – najlepsza jest następnego dnia, ale trudno tyle wytrzymać. Polecana jest z puree ziemniaczanym (można wtedy z zrezygnować z dodawania ziemniaków w trakcie gotowania), ale zwykły chleb też jej nie ukrzywdzi

Smacznego!

sobota, 12 marca 2016

Sos, od którego rośnie wąs...Valentina Muy Picante (Super Hot)



Sos Valentina to trzeci, zaraz obok sosu Cholula i Tapatio najbardziej znany meksykański (lub stworzony 'w meksykańskim stylu') sos na świecie. Skonstruowany na podobnej zasadzie jak wspomniana Cholula – z lokalnej odmiany papryczek chili (arbol), jest ulubieńcem wąsatych panów w sombrero od 1954 roku. Sos Valentina występuje w odmianie hot i super hot. Ta nasza – z czarną etykietką – to super hot. Nie pocimy się z strachu, bo rozstrzał 'ognistości' między nimi jest tak naprawdę znikomy. 
To nie jest naprawdę ostry sos. To coś, co ma smakować. 
Czy spełnia swoje obietnice? Zaraz do tego dojdziemy.

W RĘCE

Sos Valentina Super Hot. Zdjęcie z Internetów,
gdyż naszemu.... nie zdążyliśmy zrobić fotki.
Za szybko go pochłonęliśmy!

Sos Valentina
z pewnością....odstrasza wyglądem. Wielka (370ml), prosta butla (jest dozownik!) z dość toporną i skrajnie nieciekawą etykietą na pierwszy rzut oka plasowałaby go wśród mało zachęcających dodatków keczupopodobnych. Wierzymy jednak, że w ostrym sosie najważniejsze jest wnętrze (choć nie powiemy, wygląd też potrafi zachęcić – tak jak np. w przypadku sławetnego sosu Ass Reaper). Gdyby jednak nie wcześniejsza degustacja tego sosu w knajpie meksykańskiej - przyznajemy – długo byśmy go nie kupili. Przejdźmy zatem do składu, który sos Valentina ma prosty i jasny: woda, suszone chili arbol, kwas octowy, sól jodowana, przyprawy, substancja konserwująca E211 (pod tą magiczną liczbą kryje się benzoesan sodu). Szkoda, że nie wiadomo jak procentowo stoimy z papryką, ale drugie miejsce w kolejności każe sądzić, że jest jej całkiem sporo.
Receptura podobno niezmienna od tegoż właśnie 1954, kiedy to Valentina pierwszy raz szeroko wypłynęła na wody rynku ostrych sosów. Zostaliśmy zachęceni, zwłaszcza że meksykańska kuchnia jest bliska naszym sercom (i żołądkom!). Do roboty!

W GĘBIE


Najpierw zapach. Niby na początku troszkę octowo i kwaśno, ale za chwilkę jednak najbardziej paprykowo-przyprawowo. Tak czy siak - niezwykle aromatycznie! Już czujemy, jak od samego zapachu rosną nam czarne, meksykańskie wąsy. Jest dozownik, w sumie słusznie – sos jest dość rzadki, jednolity (jedyne co w nim pływa, to przyprawy) i ma bardzo ładną, ciemnopomarańczową barwę (Matka Natura's finest! :)). Bierzmy się za jedzenie. Kwaśno, kwaśno, słono i mocno przyprawowo. Wyraziście czujemy paprykę, ale podkręconą...czymś. Jakąś przyprawą. Bardzo charakterystyczny smak, od razu kojarzy nam się z kuchnią meksykańską, być może to skojarzenia po Choluli (która jest jednak mniej słona, ale też ma w sobie 'to coś'). Dopiero po tej całej feerii doznań smakowych czujemy, że to jednak nie jest keczup. To sos z gatunku stołowych, więc pieczenie jest, jak dla nas – bardzo niewielkie. Coś około 500-1000 SHU, ale na bank nie dobija do poziomu Tabasco (aczkolwiek kubki smakowe Ostrożerców są nieco....ekhm, wypalone). Można śmiało lać Valentinę na jedzenie w ilościach może nie keczupowych, ale hojnie. Już teraz rozumiemy dlaczego ta butla jest taka wielka. Kwestia ekonomii.

W GŁOWIE



Sos Valentina to bardzo ciekawy sos dla fanów Meksyku i okolic. Ma bardzo charakterystyczny, przyjemny smak i sensowną pojemność. Nikogo nie wykręci, ani nie zabije – można go śmiało postawić na stole podczas rodzinnego obiadu. Dobry dla początkujących Ostrożerców, ale koneserzy też docenią jego walory – ma dużo więcej smaku niż ostrości i można nie ograniczać jego ilości na kanapkach, w salsach czy burrito - bez szkody dla żołądka i nieszczęsnych jelit. Szczerze mówiąc, to Valentina nie tylko nada się do potraw kuchni Tex-mex (aczkolwiek ten sos jest do tego świetny!). U Nas cała butla jakoś się rozeszła... (za szybko!)... na w większości zupełnie niezwiązane z Meksykiem tematy. Jedno z Nas nałogowo polewa tymże sosem parówki i kategorycznie odmawia ograniczania się w tej materii ;) A na zdrowie!

Ocena ogólna:


Smak:

Ostrość:



piątek, 4 marca 2016

Tour de chillies, czyli NAJWAŻNIEJSZE OSTRE SOSY ŚWIATA. Część 1 - Północna i Środkowa Ameryka


NAJWAŻNIEJSZE OSTRE SOSY ŚWIATA WEDŁUG KONTYNENTÓW
CZĘŚĆ 1
PÓŁNOCNA I ŚRODKOWA AMERYKA



W tej serii postów będziemy po kolei brać na warsztat różne rodzaje sosów z całego świata. Większość z Was, Ostrożerców, zapewne nie zdaje sobie sprawy z różnorodności stylów i gatunków, które macie na swoich kuchennych półkach. Nic dziwnego - jest ich od groma. Sami nie wiemy, czy wszystko ogarniamy, ale postaramy się pokrótce je przybliżyć.
 Zaczniemy od największego gracza w temacie ostrych sosów
- Ameryki Północnej i Środkowej. Endżoj!



Sosy Louisiana-style

Kraj pochodzenia: USA
Kluczowe składniki: ocet, pieprz, papryczki chili

Tradycyjnie południowe potrawy jak Gumbo (typowe dla południowej Luizjany danie z bulionu, mięsa, skorupiaków i warzyw z przyprawami) lub wszelakie smażone jedzenie z natury wręcz WYMAGA pewnej ilości ostrego sosu – takiego jak Tabasco lub Texas Pete. Istnieje jednak pewna szkoła w amerykańskiej gastronomi, która twierdzi, że absolutnie wszystko – od jajek przez pizzę – smakuje lepiej z kleksem ostrego sosu. Nie sposób się nie zgodzić. Sosy w stylu luizjańskim to sosy mocno octowe, lekko pikantne – z dość intensywną nutą papryki, zazwyczaj uprzednio sezonowanej.

Ostrość z gatunku "nie za ostre - i nie za łagodne".
Przedstawiciele: Tabasco, Texas Pete, sos Louisiana, Cristal Hot

Różne wariacje sosu Tabasco znajdziecie TUTAJ

Sos Buffalo

Kraj pochodzenia: USA
Kluczowe składniki: papryczki cayenne, ocet, czosnek, masło

Nie możesz tak po prostu zjeść skrzydełek Buffalo (tradycyjnego amerykańskiego przysmaku!) bez sosu Buffalo, a mieszkając w Ameryce w ogóle nie możesz oglądać footballu bez porcji tak przyrządzonego kurczaka. Reasumując, Amerykańska Liga Narodowa ma całkiem spory dług wdzięczności wobec sosu Frank's Buffalo, który jest czołowym przedstawicielem tego stylu. Cechą charakterystyczną sosu Buffalo jest dodatek masła lub innego tłuszczu, który fantastycznie komponuje się z ostrymi papryczkami cayenne. Kurczak w amerykańskim stylu wręcz nie może się bez niego obyć. Aż zrobiliśmy się głodni.

Ostrość: bardziej powala smakiem, niż jednostkami Skali Scoville'a.
Przedstawiciele: Frank's Red Hot Buffalo Wings, Cristal Wing Sauce, Texas Pete Buffalo

Sos Frank's Red Hot Buffalo Wings możecie kupić TUTAJ


Sos Sriracha

Kraj pochodzenia: USA, zwłaszcza Kalifornia – przybyła tam jednak z Wietnamu i Tajlandii
Kluczowe składniki: czerwone papryczki jalapeno, czosnek, cukier i...spryt pewnego emigranta


Fenomen sosu Sriracha zadziwia wszystkich od wielu lat – został swego czasu wybrany najlepszym sosem świata. Stworzony przez chińskiego emigranta, Davida Trana, pierwotnie był przechowywany w...słoiczkach po jedzeniu dla dzieci. Teraz ten 'sos dla biedoty' wyszedł na salony – można go spotkać dosłownie wszędzie. Sekretem jest połączenie smaku jalapeno z cukrem – daje to niezwykle charakterystyczny, słodko-ostry smak, od którego można się wprost uzależnić.

Ostrość: dość pikantny, ale bardziej słodki niż ostry.
Przedstawiciele: Oryginalnie - Sriracha marki Huy Fong, Frank's Red Hot Sriracha [KLIK], Tương Ớt Sriracha, Pain is Good Sriracha.


Sos z papryczek Scotch Bonnet


Kraj pochodzenia: Jamajka
Kluczowe składniki: papryczki Scotch Bonnet

Papryczka Scotch Bonnet to właściwie papryka-maskotka Karaibów – i jeden z najważniejszych składników dań typu jerk. Patrząc jednak na samą produkcję, jest ona najczęściej spotykana w sosach Jamajskiej marki Pickapeppa. Podobna w smaku do habanero, jest jednak nieco bardziej owocowa. No i daje niezłego kopa.


Poziom ostrości: dają w palnik, choć mają fajny i ciekawy owocowy posmak
Przedstawiciele: Pickapeppa, Eaton's, Reggae Reggae (choć produkowany jest w UK -> KLIK)

Sosy z papryką Scotch Bonnet znajdziecie TUTAJ

Sos z habanero w belizyjskim stylu

Kraj pochodzenia: Belize
Kluczowe składniki: papryka habanero, marchewki

Królową sosów w Belize (cholera, zajęło Nam chwilkę wygooglanie gdzież to jest...) jest urocza producentka zwana Marie Sharp, której sosy, będące połączeniem słodkiej marchewki i ognistego habanero są wizytówką tego kraju i niezbędnikiem na każdym stole w Belize. Są to sosy ciekawie wyważone smakowo – piekielna ostrość z lekkim, warzywnym posmakiem.


Poziom ostrości:  już nieco boli, ale wciąż ze smakiem

Sos Marie Sharp's możecie kupić TUTAJ

Łagodne Meksykańskie sosy

Kraj pochodzenia: Meksyk
Kluczowe składniki: papryczki chili, ocet

Począwszy od owoców aż do dania Chicharrón, Meksykanie uwielbiają dodawać ostry sos do przekąsek w sposób, który nie jest do końca rozpowszechniony w Północnej Ameryce. Niekoniecznie lądują one na pizzy i jajkach, ale sosy takie jak Valentina (niedługo szykuje się recenzja!) i Cholula są najmocniejszymi graczami w tym kraju. Cenione za swój dość pikantny, charakterystyczny dla Meksyku wyrazisty smak papryki chili (najczęściej w odmianie arbor lub piquin)

Ostrość: pikantne.
Przedstawiciele: Cholula, Valentina, El Yucateco



Meksykański sos Cholula możecie kupić TUTAJ, a El Yucateco - TUTAJ

Sosy typu Ti-Malice

Kraj pochodzenia: Haiti
Kluczowe składniki: cebula, czosnek, szalotka, zielone i czerwone papryczki chili, ocet, pomidory


Posiadając gęstszą konsystencję niż większości sosów z tej listy, Ti-Malice został specjalnie wymyślony po to, by nieco 'podkręcać' jedzenie. Istnieje opowieść w lokalnym folklorze, iż oszust o tej samym imieniu chciał użyć tego ostrego sosu żeby zniechęcić swojego wspólnika od ciągłego wpadania na lunch każdego dnia i wyjadaniu mu całego mięsa. Według opowieści, pomysł spalił na panewce i niedługo potem całe miasto stało się uzależnione od tego pysznego sosu, co sprawiło że na lunche u Ti-Malice'a stawiało się całkiem sporo niezapowiedzianych gości.

Chcecie odkryć ten sekret?
Oto przepis na sos TI-MALICE

Sosy typu Stunt

Kraj pochodzenia: USA
Kluczowe składniki: ocet plus Carolina Reaper, Ghost chili lub inne papryczki z przerażającą nazwą...

Scena ostrych sosów aktualnie doświadcza bezprecedensowego najazdu Wyścigu Skali Scoville'a, z setkami małych producentów próbujących podkręcić ostrość swoich sosów do niemożliwych do wytrzymania poziomów. Te sosy są dosłownie niebezpieczne i strach podawać je ludziom w ilości większej niż ziarnko grochu. Stanowią głównie pole do popisu dla wszelakich YouTuberów próbujących udowodnić swoją męskość/zrobić komuś naprawdę durny kawał.




Poziom ostrości: nie do ogarnięcia.
Przedstawiciele: Blair's, CaJohn's, PuckerButt Pepper, Mad Dog, Iguana.... długo by wymieniać.

Zachęceni? NAPRAWDĘ ostre sosy możecie kupić TUTAJ
W następnym odcinku serii zajmiemy się - jak się pewnie domyślacie - Ameryką Południową i Afryką. Tam to dopiero jest wesoło - połowy nazw ostrych sosów nie jesteśmy w stanie wymówić ;)