Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jalapeno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jalapeno. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 listopada 2016

Zaraza, Wysłannik Piekieł, Goblin-Żółtodziób...Czyli pierwsze danse macabre z marką Grim Reaper Foods!



Trochę to trwało, zanim zabraliśmy się za kolejny wpis na blogu Ostrożercy. Tak to bywa przy wielkich zmianach życiowych. No i oczywiście – rozwojowi sklepu Będzie Piekło.

Jak wiecie, lub nie, wprowadziliśmy do sklepu nową linię produktów – ostrości od Grim Reaper Foods. Od jakiegoś czasu ostrzyliśmy sobie na nich ząbki z paru powodów: dużo nagród, dobre składy, fajne etykiety produktów... W sumie cała marka została dość ciekawie pomyślana – osadzona w mrocznych i lekko niepokojących klimatach rodem z horrorów. Nam to bardzo pasuje do ostrych sosów, ale nie zamierzamy ich wychwalać i reklamować pod niebiosa, bo każdy ma prawo wyrobić sobie własne zdanie, ale od pierwszego kontaktu zostaliśmy urzeczeni. 
Nie wspominając o tym, że w pierwszej paczce czekała na Nas niespodzianka: Russel z Grim Reaper Foods sprezentował Nam wszystkie swoje sosy oraz komplet czekolad – i to z Nagą Jolką! ;). Właśnie tym chcielibyśmy się 'wirtualnie' podzielić (z chęcią każdego Ostrożercę byśmy uczęstowali, ale obawiamy się, że zapasy kończą się w szalonym tempie... :))


Mamy dla Was Test Sosów Grim Reaper Foods! Jest ich naprawdę dużo, więc stwierdziliśmy, że podzielimy nasze testy na dwie części. Każda będzie miała też słodki bonus! :)
P.S. Nie wszystkie sosy z recenzowanych tutaj zostały wprowadzone do Naszej oferty – niektóre pewnie pojawią się w przyszłości, natomiast inne nie przypadły Nam do gustu aż tak bardzo ;)

Zacznijmy od – naszym zdaniem – najbardziej łagodnej pozycji.

Rookie Goblin – Hot Chilli Sauce

Skład: ocet z cydru, papryka Jalapeno (22%), pomarańcza, limonka, cukier, szczypiorek, imbir, czosnek, kolendra, szpinak, sól morska, olej.
W RĘCE. No dobra. To pierwszy sos z Jalapeno, który nie ma żadnego sztucznego barwnika dodającego mu koloru! Hurra! Plus za ładny, ciekawy, naturalny skład. Kolor jest naprawdę intensywnie zielony. Zapach – nie czujemy octu, jest za to mnóstwo ziół – ze...szczypiorkiem na pierwszym miejscu! ;) Sos jest gęsty i ma konsystencję puree.
W GĘBIE. Bardzo dziwny sos, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Czujemy najpierw... cytrynę, potem słodką pomarańczę, następnie paprykę jalapeno i zioła. Kawałki czosnku chrupią nam w zębach, ten sos wygląda i smakuje jak domowy przecier z papryki z ziołami. Bomba! Jeśli chodzi o poziom ostrości, to jest minimalny – raczej dla początkujących.
W GŁOWIE. Mega ogromny plus za naturalność i bardzo rozbudowany smak. Ten sos jest naprawdę nietuzinkowy. Mógłby jednak być zdecydowanie ostrzejszy – wtedy zużywalibyśmy skrzynkę Rookie Goblin miesięcznie ;)
Poziom ostrości: 

Ocena ogólna:

Alchemy – Sweet Chili Sauce

Skład: cukier, ocet z cydru, papryczka Lemon Drop (14%), koniak (1%)
W RĘCE. To pierwszy w naszej karierze sos z chili Lemon Drop! Alchemy jest gęsty, złocisty, widać pływające w nim ziarenka i spore kawałki papryki. Trochę kojarzy Nam się z konfiturą z pigwy :) Zapach jednak jest bezbłędny: słodki, owocowy, lekko paprykowy. Fajnie, że wszystkie sosy od Grim Reaper mają ocet z cydru – nie dominuje zapachu i pozwala ładnie uwalniać się nutom zapachowym całego dobra zawartego w buteleczce ;)
W GĘBIE. Słodycz. Przez chwilkę powróciły skojarzenia z konfiturą. Ale kiedy rozgryziemy kawałek pływającego w nim chilli, przestaje być tak słodko – jest paprykowo, lekko cytrusowo, aromatycznie, ten koniak nawet gdzieś tam jest wyczuwalny, niekoniecznie alkoholowo. Fajne pieczenie, przyjemne, nikogo nie zabije, ale utrzymuje się długo. Naprawdę ciekawie zrobiony – nie atakuje od razu, daje miejsce żeby się 'poczuć bezpieczenie'.
W GŁOWIE. Ten sos będzie idealny do lodów i słodkich deserów. Rany, polana nim szarlotka z lodami to byłby jakiś kosmos! Jako dodatek do mięsa też się sprawdzi, ale raczej celowalibyśmy w kurczaka i wszelaki drób. Raczej sos do zadań specjalnych niż 'uniwersalny przyprawiacz'.
Poziom ostrości: 


Ocena ogólna: 



Maverick

Skład: papryka Habanero (30%), pomidory śliwkowe, ocet z cydru, szalotka, czosnek, cukier, puree z pomidorów, sól morska, olej.
W RĘCE: Wygląda jak klasyczny sos habanero, choć skład – nie powiemy, ciekawy. Dalej ocet cydrowy, więc w zapachu kręci habanero – baaaardzo wyraźnie. Czuć też czosnek. Ogólnie sos bardzo gęsty, o lekko pomarańczowym kolorze. Ślinianki działają.
W GĘBIE. O rany, bardzo mocno skoczyliśmy z poziomem ostrości. Maverick już zdecydowanie nie pieści się z naszymi gardłami. Mocne, konkretne uderzenie papryki, mało słony, baaardzo paprykowy i naprawdę mocny! To już opcja dla zaawansowanych Ostrożerców. Nie jest przesadnie kwaśny ani za słony, fajnie wykończony pomidorowym smakiem i czosnkiem. Pali długotrwale.
W GŁOWIE. To NAPRAWDĘ dobry sos z habanero. Odpowiednio mocno palący, ale w sumie jesteśmy zaskoczeni, że daje takiego kopa – jak na 30% papryki jest naprawdę OSTRY! Mocna pozycja, z charakterkiem.
Poziom ostrości:  

Ocena ogólna:  


Słodki bonus: 

Pestilence, sweet chili syrup.


Skład: Cukier, ocet destylowany (z jęczmienia), rum kokosowy (10%), ekstrakt z papryki (<1%)
W RĘCE: Pierwszy w naszym życiu syrop z chili. Spory dodatek rumu kokosowego zachęca, nie powiemy... Jest zupełnie przeźroczysty i gęsty, jak to syrop. Obrazek końskiej głowy z dymiącymi nozdrzami jest co najmniej intrygujący – w ogóle, rzeczy od Grim Reaper mają bardzo ciekawe etykiety, dość proste, ale oryginalne i zdecydowanie w klimacie Ponurego Żniwiarza (nie wspominając już nawet o nazwach...).Zapach również jest dość nietypowy, bo pachnie...octem i kokosem. Totalnie dziwnie, ale nie tak odpychająco, jak mogłoby się wydawać na samą myśl o tym połączeniu. Sprawdźmy to!
W GĘBIE: Słodko, kokosowo (puff – octu nie czuć!).... i kurczątko, PALI! Oczywiście nie tak, jakby to robił ostry sos, ale pieczenie jest baaaardzo wyraziste, intensywne i przyjemne, kiedy tylko mija pierwszy szok ;) Nie trwa jednak bardzo długo, nikogo raczej nie zabije (choć podejrzewamy, że może być idealny do głupich dowcipów z kawą w pracy....)
W GŁOWIE: Pestilence przyda się wszystkim fanom słodkich deserów. Lody z kopem ostrości? Czemu nie. Kawa z „prądem”? Byłby idealny. Efekt rozgrzewający nie jest uporczywy, ale w sumie w sam raz na zimę. Ciekawostka na plus.
Poziom ostrości: 
Ocena ogólna: 


Czekolada mleczna Hell Raiser z papryką Ghost, Słodką pomarańczą, cynamonem i olejem goździkowym


Skład: Czekolada mleczna (cukier, masło kakaowe, pełne mleko w proszku, masa kakaowa 33,6%, emulgator – lecytyna sojowa, naturalna wanilia), olejki eteryczne ze słodkiej pomarańczy, cynamon, olejki eteryczne z goździków, papryka Ghost w proszku (0,1%).
W RĘCE: Parę czekolad z chili w swoim życiu skonsumowaliśmy, ale rzadko kiedy były one z papryką Ghost, czyli Nagą Jolokią. 0,1% tejże nikogo nie zabije, ale możemy być pewni, że cośtam poczujemy. Skupmy się na smaku, bo zapowiada się ciekawie i dość zimowo – pomarańcza, cynamon, goździki... (zapachniało grzańcem, prawda?)
W GĘBIE: Czekolada pachnie dość neutralnie – jak czekolada mleczna, choć wyczuwamy lekki aromat goździków. Smak jest bardzo wyrazisty, czekolada jest słodka – ale nie przesłodzona. Goździki i pomarańcza obecne, cynamon też gdzieś tam się pałęta. Na samym końcu czujemy jak Naga Jolka dźga nas w podniebienie, ale jest to wszech miar akceptowalne i przyjemne, lekko rozgrzewające uczucie.
W GŁOWIE: Fajna rzecz. Zwłaszcza dla fanów słodyczy (my akurat nimi nie jesteśmy, ale taką czekoladę moglibyśmy zajadać od czasu do czasu) Duży plus za wielowymiarowość smaku i za ugryzienie ostrości na końcu, nie powalające od razu z nóg. Choć zdecydowanie nie polecamy tej czekolady dzieciom – chyba, że w ramach lekko sadystycznej kary... (a tak serio, to nie dawajcie jej dzieciakom).

To już koniec pierwszej części naszego spotkania z produktami od Grim Reaper Foods. Druga część pisze się intensywnie – i obiecujemy w niej dużo mocnych wrażeń! :)



Niektóre produkty Grim Reaper Foods możecie nabyć tutaj: BĘDZIE PIEKŁO

piątek, 22 kwietnia 2016

"Ooh, baby, I'm gonna thrill you tonight..." Sos Cheap Thrill Jalapeno


Seria sosów Cheap Thrill to produkt marki Hot Shots – Amerykańskiej firmy zajmującej się przede wszystkim dystrybucją wszelakich ostrych sosów.
Postanowili oni jednak zrobić coś własnego – i tak powstała cała seria sosów Cheap Thrill (gdzie oprócz Jalapeno znajdziecie sosy z Chipotle i Garlic Habanero). Skusiliśmy się na nie, bo mają proste, całkiem zgrabne składy i etykiety, które kojarzą nam się nieco z horrorami z lat 80-tych i teledyskiem „Thriller” Michaela Jacksona (nie to, żeby było w nich coś przerażającego, po prostu takie lekko oldskullowe, abstrakcyjne skojarzenie).

W RĘCE

Jak już wspominaliśmy, sosy Cheap Thrill są proste, jeśli chodzi o skład. Ten tutaj, zieloniutki, opiera się na papryczkach Jalapeno. Jak zapewnia producent, świeżutkie i pierwszej jakości. Cóż, osądzimy to sami. Całość składu prezentuje się tak: papryczki Jalapeno, ocet, sól, przyprawy, guma ksantanowa, kwas askorbinowy (witamina C), barwnik (błękit brylantowy). Niby wszystko cacy, tylko ten barwnik nieco irytuje. My wiemy, że ciężko o ładny kolor produktu, ale papryka Jalapeno broni się sama. W sumie, przyglądając się pod światło sosu Cheap Thrill Jalapeno, jakoś nie widzimy, żeby był dzięki temu ładniejszy (tak jak np. miało to miejsce w sosie BLOW TORCH, który jedno z nas skrajnie uwielbia i wzdycha do niego po nocach, bo nie możemy już go dostać). Wygląda naturalnie, właściwie dla zmielonego jalapeno – czyli żółtozielono. Po co ta cała maskarada? Zapytajcie Amerykanów. Tak czy siak, zabierzmy się do roboty. Do jedzenia, znaczy się.

W GĘBIE


Sos Cheap Thrill Jalapeno jest dość rzadki, jeśli chodzi o konsystencję. Tak czy siak, na początku trzeba mocno wstrząsać, bo producent nalał go prawie po korek (to miłe, ale warto, żeby wszystko się dobrze wymieszało!) Ma typową dla tej papryki, zielonkawą barwę. Dozownik obecny, dobrze. Pachnie bardzo paprykowo i octowo, trochę też jak świeżo przekrojone nasiona jalapeno. Bardzo przyjemnie. Smakujemy. Najpierw czujemy – cóż, po prostu paprykę Jalapeno. Świeżą, z lekko cytrusowo-kwaskowatą nutą, którą wzmacnia wyłaniający się na drugim planie ocet. Kwaśno, paprykowo – potem czujemy pieczenie – wyraziste, ale niezwykle przyjemne i na poziomie, który nikogo nie zabije – co najwyżej przyjemnie rozgrzeje. W końcu ta papryka ma za zadanie przede wszystkim smakować, a nie sprawiać, że głowa wybucha (takimi atrakcjami zajmuje się np. sos SATAN'S REVENGE). Prosto, sensownie, nieprzytłaczająco. 
Ot, niezłe codzienne sosidło.

W GŁOWIE

Sos Cheap Thrill Jalapeno to całkiem porządnie skonstruowany sos z jalapeno. Mocno kwaskowaty i lekko cytrusowy posmak nada się idealnie jako wisienka na torcie potraw, które tego typu smaku potrzebują. Będzie super do ryb i owoców morza, mega w sałatkach i wszelakich zapiekankach z dużą ilością zieleniny. W sumie, co my będziemy Wam prawić – da się z nim jeść wszystko, co tylko chcecie. Smakuje dobrze, prosto i naturalnie. 
Jalapeno tutaj jest świeże, nie "przyduszone" nadmiarem przypraw i innych składników. To dość uniwersalny produkt, zdecydowanie codziennego użytku. Poziom ostrości pozwoli przeżyć początkującym fanom ostrych sosów a przyjemnie i lekko połaskocze doświadczonych Ostrożerców.
Chcecie spróbować? Sos Cheap Thrill Jalapeno znajdziecie na BĘDZIE PIEKŁO!
[KLIK]


Ocena ogólna:


Smak:

Ostrość:

środa, 6 kwietnia 2016

Wujka Sama wyprawa w Orient. Frank's Red Hot Slammin' Sriracha


No, kolejny sos od sztandarowej amerykańskiej marki Frank's Red Hot. Tym razem zamierzamy się delektować wersją Slammin' Sriracha, która ewidentnie podbija do jeszcze innej klasyki – sosu Sriracha Huy Fong'a, cuda stworzonego przez chińskiego imigranta, obecnie znanego i kochanego na całym świecie [sos, nie imigrant!]. Czy to w ogóle ma sens? Czy da się tutaj jeszcze coś poprawić? [albo zepsuć?] A może to coś zupełne nowego? Zaraz sprawdzimy.

TUTAJ możecie przeczytać o ponadczasowym klasyku - FRANK'S RED HOT ORIGINAL 

W RĘCE

Według producenta, Frank's Red Hot Slammin' Sriracha jest nieco ostrzejszy niż klasyka – czyli Frank's Red Hot Original [KLIK]. Nie są to sosy z gatunku ostrych, o nie – tego nie możemy powiedzieć. Są pikantne, na poziomie 500-650 SHU, więc jeśli coś mamy tutaj oceniać, to będzie to zdecydowanie smak. Nie nastawiamy się na wypalanie twarzy, ale ślinka cieknie.

Obadajmy skład: ocet destylowany, sezonowane papryczki cayenne (21%), cukier, sól, puree z papryczek jalapeno (czerwone papryczki jalapeno (5%), sól, regulator kwasowości: kwas cytrynowy), woda, błonnik marchwiowy, czosnek w proszku, naturalne aromaty (soja), stabilizator: guma ksantanowa, przyprawy, papryka wędzona.
To podsyca naszą ciekawość. Wychodzi na to, że to sumie kombo dwóch sosów – klasycznego Frank's Red Hot i Sriracha (wow, ależ odkrycie!). Zapowiada się całkiem słodko. Samego jalapeno, na którym bazuje klasyczna Sriracha nie ma tutaj zbyt wiele, może dlatego, żeby nie dominowało smaku – w końcu to Frank's.



W GĘBIE

Sos jest bardzo gęsty – w porównaniu do innych kolegów z tej serii. Nie ma dozownika, co sugeruje nam, że należy go używać hojnie. Rozumiemy aluzję. Pływają drobniuśkie kawałki papryki i przypraw, ale ogólnie jest to sos o konsystencji musu. Pachnie zdecydowanie czosnkowo – i lekko słodko. Octowość niezbyt wyczuwalna – choć niby ocet jest w Frank's Red Hot Slammin' Sriracha na pierwszym miejscu w składzie.
Test organoleptyczny: Słodko i bardzo czosnkowo. Nie ulepkowo, czuć, że jest to papryka, ale podkręcona cukrem – w sumie, tak jak w klasycznym sosie Sriracha. Dopiero po chwili odzywa się ocet, fajnie miksując się ze słodyczą – ciekawy kontrast. Na samiuśkim końcu nadchodzi uczucie ostrości – na poziomie wręcz niewinnym, jeśli weźmiemy pod uwagę przeciętną ostrość spożywanych przez nas rzeczy. W tym sosie czuć naprawdę sporo różnych, kontrastujących ze sobą smaków – aczkolwiek na szczęście umyka nam tutaj lekko chemiczny posmak, jaki zdarzało nam się wyczuwać w innych sosach typu Sriracha (i Srirachopodobnych...). Nie jest też tutaj wyczuwalny klasyczny Frank's z jego dominującą octowością. Ani jedno, ani drugie – coś pośredniego. W sumie, to dobrze, nic się nie powtarza, ale pewnie nie zostanie odkryciem roku.

W GŁOWIE

Mamy wrażenie, że celem producenta było wypuszczenie na rynek sosu z jalapeno w typie Sriracha, który trafi w gust ludzi, dla których klasyczna wersja jest po prostu zbyt ostra (albo jest to wynik tego, że Amerykanie zawsze chcą postawić na swoim, wypuszczając rodzimą wersję znanego produktu ;)) Frank's Red Hot Slammin' Sriracha prezentuje sobą bardzo podobną klasę smaku – przy dużo bardziej zmniejszonym poziomie ostrości. W sumie, bliżej mu do sosów azjatyckich w typie słodko-kwaśnym, niż klasyków Ameryki opartych na occie i sezonowanych paprykach. Jest to całkiem przyzwoity produkt – a na pewno dużo lepszy niż wszechobecne 'azjopodobne' sosy dostępne na naszych sklepowych półkach (od których ulepkowatości robi nam się niedobrze...). Nie jest to dla Ostrożerców absolutny must have, ale to produkt, którego warto spróbować – zwłaszcza, jeśli jesteście fanami sosu Sriracha. Porządna kompozycja, porządny smak. Sprawdzi się elegancko w daniach z wieprzowiną i ryżem – zdecydowanie w orientalnym stylu, albo tam, gdzie chcecie się pobawić w słodko-ostre smaki.


Ocena ogólna:

Ostrość:

Smak:


Gdzie kupić? KLIK


sobota, 6 lutego 2016

Totalnie popieprzony. Sos Gringo Bandito Original Red.


Dziś przed Ostrożercami kolejna, druga już odsłona sosu Gringo Bandito – osobistej marki wokalisty zespołu The Offspring, Dextera Hollanda. Tym razem w łapkach mamy wariant „Original Red”. Tutaj możecie przeczytać o naszym pierwszym spotkaniu – z Gringo Bandito Green. Tym razem już nieco bardziej wiemy czego się spodziewać – zdecydowanie nie będzie to kolejny wabik na kasę dla fanów dokonań muzycznych pana Hollanda. Czy jednak i tym razem kompozycja jest tak dopracowana i ciekawa jak wersja zielona? 
Niczego nie puszczamy na wiarę. Sprawdziliśmy na sobie - jak zwykle.

W RĘCE

Sos jest mocno płynny, dozownik obecny (przy takiej konsystencji to standard – i konieczność!)
Skład wygląda prosto i przyjemnie:


Czerwona japońska papryka chili? No, no, a to ciekawostka. Orientalnie. Ciekawe, jak to wpłynie na smak. Konsystencja dość gładka, widoczne drobinki przypraw. Zapach delikatnie octowy, czuć w nim coś łagodnego, być może to papryka – w każdym razie nie daje Nam po nosie, można się wwąchać bez obawy o zawroty głowy. Podejrzewamy, że podobnie jak poprzednik – Gringo Bandito Green – ten ostry sos ma w sobie niewiele octowości. Dobrze, to miła odmiana od większości sosów dostępnych na rynku – nie lubimy nudy. Degustujmy.




W GĘBIE

Małe ukłucie octu, które zaraz znika – pojawia się ostra, paląca paprykowość – ale na przyjemnym, mocno wysmakowanym poziomie. Czujemy nutę pieprzu. Pali dość długo, ale niezbyt mocno - mniej jednak niż wersja zielona - i bez opóźnionego zapłonu. Przy większej ilości naraz zdarza się zakasłać albo uronić łezkę wzruszenia. Na końcu zostaje fajny, słodkawy posmak papryki i pewna pieprzność (czyżby japońskie chili?) Znów niewielki poziom octowości, to chyba właściwość sosów spod znaku Gringo Bandito. Dzięki zawartości papryki jalapeno jest bardziej kwaskowaty i ciekawszy w smaku, niż gdyby potraktowano nas tylko habanero ( no ileż można?).

W GŁOWIE


Hm, według Ostrożerców jest to mocno uniwersalny sos z całkiem fajnym posmakiem i ciekawym składem. Gdybyśmy mieli użyć jednego słowa do posumowania Gringo Bandito Original Red: jest pieprzny. To jego najbardziej wyrazista cecha. Nie zdominuje smaku żadnej potrawy, ale jest nieco mniej pikantny niż wersja zielona. Fajnie wkomponuje się we wszystko co mięsne, my zdecydowanie widzimy go w marynacie np. dla żeberek czy karkówki. 
Tak naprawdę przyda się wszędzie, gdzie tylko zamarzy Wam się nieco... popieprzyć.


Ocena ogólna:

Ostrość:

Smak:


Więcej o sosach Gringo Bandito dowiecie się tutaj -> KLIK

niedziela, 20 grudnia 2015

Śledź w sombrero! Pikantna meksykańska sałatka śledziowa z jalapeno.

Dzisiaj mamy dla Was coś w świątecznym klimacie – a mianowicie - ŚLEDZIE. No cóż, jaki jest śledź, każdy widzi. Nam nieco zbrzydły te wszystkie rolmopsy, sosy śmietanowe i tak dalej - wszystko wtórne, jak śledź z olejem. Tradycja tradycją, ale nuda w kuchni nigdy nie była naszą mocną stroną Mocy... :) Jeśli Wy też macie ochotę na odczarowanie tej ryby, zapraszamy do spróbowania ciekawej wariacji - śledź a'la Meksyk!


Meksykańska sałatka śledziowa z jalapeno i pepperoni

Składniki:
4 duże filety śledziowe (najlepiej z zalewy octowej)
1 średnia cebula
puszka kukurydzy
puszka fasoli czerwonej
mały słoiczek marchewki z groszkiem (konserwowych, około 150-200g)
dwa duże ząbki czosnku
3 papryczki pepperoni
3 papryczki jalapeno
2 łyżki oliwy z oliwek
łyżka suszonego oregano
łyżka suszonej bazylii
łyżeczka papryki słodkiej, pół łyżeczki czarnego pieprzu
sól do smaku
sos Encona Hot Pepper Sauce do smaku [KLIK]

Sposób przygotowania:

Filety kroimy na drobne kawałki, przekładamy do miski, dodajemy posiekaną drobno i sparzoną wrzątkiem cebulę i czosnek oraz drobno pokrojone papryczki pepperoni i jalapeno; dodajemy łyżkę oliwy, mieszamy i odstawiamy na pół godziny w chłodne miejsce.
Do osobnej miski wrzucamy fasolę, marchewkę i groszek, dodajemy przemacerowane śledzie z papryką, pozostałą oliwę, zioła i wszystkie przyprawy. Mieszamy dokładnie i doprawiamy solą wedle uznania. Bardzo polecamy dorzucenie łyżeczki Encony Hot Pepper. Tak "do smaku", fajnie pracuje ze śledziem :)
Wstawiamy do lodówki na 3-4 godziny, żeby składniki dobrze się przegryzły.
Potem już tylko zajadamy :)


Smacznego!


czwartek, 13 sierpnia 2015

Dajemy w Palnik. Zieloniutki Blow Torch Jalapeno Pepper Sauce


W RĘCE

Pierwsze, co intryguje w tym sosie – to jego kolor. Wściekle, intensywnie zielony. Czyżby była to zasługa wspaniałych, naturalnie zielonych papryczek pochodzących z… no właśnie. Na etykiecie trudno znaleźć jakąkolwiek informację, ale po długotrwałym ( i wyczerpującym dla kobiecej części Ostrożerców) zdrapywaniu etykietki, okazało się iż producentem tego specyfiku jest Brazos Legends z Teksasu, koledzy odpowiedzialni również za Bull Snorta, o którym w niedługiej przyszłości napiszemy. W sumie Blow Torch nie został wybrany przypadkowo – jest to sos idealny na upały, kiedy nasze kubki smakowe pragną naprawdę wszystkiego, tylko nie ogromnej dawki ostrości i gorąca.
Jak ze składem? Prosto. 33% to zielone papryczki jalapeno, dalej mamy ocet, sól, gumę ksantanową i…certyfikowany barwnik spożywczy (E102/E133). Tutaj zostaliśmy troszkę zasmuceni, ponieważ okazuje się, że ten wspaniały kolor to mieszanina tartrazyny (cytrynowożółty barwnik) i błękitu brylantowego. No cóż, zupełnie naturalny to ten kolorek nie jest (niestety, to typowe dla sosów z jalapeno - nie spotkaliśmy jeszcze żadnego, który nie byłby podkoloryzowany, więc nieszczególnie Nas to martwi). Dajmy mu szansę.

W GĘBIE

Odkręcamy zakrętkę (jest dozownik!), i proszę bardzo, oto uderza w nas kwaśność, zapewne dzięki zawartości octu (ale taka też jest nieco ta papryka!). Nie jest to zapach wszechogarniający, do nosa dostaje się również obiecujący aromat jalapeno. Konsystencja jest dość rzadka, gładka, nic nie pływa, nic się nie pałęta. W końcu skład prosty jak budowa cepa. W smaku zdecydowanie dominuje przyjemna, orzeźwiająca wręcz kwaskowatość z leciutką sugestią pikantności – choć jak na jalapeno, dość wyrazistą. Jest mało słony, przyjemnie paprykowy. Nas za mocno nie rozgrzał, ale to akurat w tej temperaturze policzymy mu na plus.

W GŁOWIE

Ten zielony „Palnik” to naprawdę miły i bezpretensjonalny sos. Zdecydowanie nadaje się dla osób, które chciałyby spróbować czegoś nowego, ciekawego i delikatnie pikantnego – ale boją się, że przesadzą z ostrością. Super rzecz dla „świeżynek”, przy tym smaczna i dość wszechstronna. Będzie super pasował do ryb, owoców morza i jako przyprawa do dań kuchni meksykańskiej oraz wszędzie tam, gdzie przyda się lekkie zakwaszenie. Nie dominuje potrawy, nadaje jej fajnej, przyjemnej kwaskowatości i wzbogaca smak. Jedynie, czego można się trochę czepiać, to podkolorowania przez producenta - naturalny kolor jalapeno w zupełności by nam wystarczył, choćby miał być o wiele mniej zieloniutki. Co poradzić, w dzisiejszych czasach wszystko musi być piękne i kolorowe.. Podsumowując, polecamy ten sos miłośnikom jalapeno i początkującym Ostrożercom. Dajcie w palni(cze)k! :)


Ocena ogólna:
Ostrość:
Smak: