Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cayennne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cayennne. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 kwietnia 2016

Wujka Sama wyprawa w Orient. Frank's Red Hot Slammin' Sriracha


No, kolejny sos od sztandarowej amerykańskiej marki Frank's Red Hot. Tym razem zamierzamy się delektować wersją Slammin' Sriracha, która ewidentnie podbija do jeszcze innej klasyki – sosu Sriracha Huy Fong'a, cuda stworzonego przez chińskiego imigranta, obecnie znanego i kochanego na całym świecie [sos, nie imigrant!]. Czy to w ogóle ma sens? Czy da się tutaj jeszcze coś poprawić? [albo zepsuć?] A może to coś zupełne nowego? Zaraz sprawdzimy.

TUTAJ możecie przeczytać o ponadczasowym klasyku - FRANK'S RED HOT ORIGINAL 

W RĘCE

Według producenta, Frank's Red Hot Slammin' Sriracha jest nieco ostrzejszy niż klasyka – czyli Frank's Red Hot Original [KLIK]. Nie są to sosy z gatunku ostrych, o nie – tego nie możemy powiedzieć. Są pikantne, na poziomie 500-650 SHU, więc jeśli coś mamy tutaj oceniać, to będzie to zdecydowanie smak. Nie nastawiamy się na wypalanie twarzy, ale ślinka cieknie.

Obadajmy skład: ocet destylowany, sezonowane papryczki cayenne (21%), cukier, sól, puree z papryczek jalapeno (czerwone papryczki jalapeno (5%), sól, regulator kwasowości: kwas cytrynowy), woda, błonnik marchwiowy, czosnek w proszku, naturalne aromaty (soja), stabilizator: guma ksantanowa, przyprawy, papryka wędzona.
To podsyca naszą ciekawość. Wychodzi na to, że to sumie kombo dwóch sosów – klasycznego Frank's Red Hot i Sriracha (wow, ależ odkrycie!). Zapowiada się całkiem słodko. Samego jalapeno, na którym bazuje klasyczna Sriracha nie ma tutaj zbyt wiele, może dlatego, żeby nie dominowało smaku – w końcu to Frank's.



W GĘBIE

Sos jest bardzo gęsty – w porównaniu do innych kolegów z tej serii. Nie ma dozownika, co sugeruje nam, że należy go używać hojnie. Rozumiemy aluzję. Pływają drobniuśkie kawałki papryki i przypraw, ale ogólnie jest to sos o konsystencji musu. Pachnie zdecydowanie czosnkowo – i lekko słodko. Octowość niezbyt wyczuwalna – choć niby ocet jest w Frank's Red Hot Slammin' Sriracha na pierwszym miejscu w składzie.
Test organoleptyczny: Słodko i bardzo czosnkowo. Nie ulepkowo, czuć, że jest to papryka, ale podkręcona cukrem – w sumie, tak jak w klasycznym sosie Sriracha. Dopiero po chwili odzywa się ocet, fajnie miksując się ze słodyczą – ciekawy kontrast. Na samiuśkim końcu nadchodzi uczucie ostrości – na poziomie wręcz niewinnym, jeśli weźmiemy pod uwagę przeciętną ostrość spożywanych przez nas rzeczy. W tym sosie czuć naprawdę sporo różnych, kontrastujących ze sobą smaków – aczkolwiek na szczęście umyka nam tutaj lekko chemiczny posmak, jaki zdarzało nam się wyczuwać w innych sosach typu Sriracha (i Srirachopodobnych...). Nie jest też tutaj wyczuwalny klasyczny Frank's z jego dominującą octowością. Ani jedno, ani drugie – coś pośredniego. W sumie, to dobrze, nic się nie powtarza, ale pewnie nie zostanie odkryciem roku.

W GŁOWIE

Mamy wrażenie, że celem producenta było wypuszczenie na rynek sosu z jalapeno w typie Sriracha, który trafi w gust ludzi, dla których klasyczna wersja jest po prostu zbyt ostra (albo jest to wynik tego, że Amerykanie zawsze chcą postawić na swoim, wypuszczając rodzimą wersję znanego produktu ;)) Frank's Red Hot Slammin' Sriracha prezentuje sobą bardzo podobną klasę smaku – przy dużo bardziej zmniejszonym poziomie ostrości. W sumie, bliżej mu do sosów azjatyckich w typie słodko-kwaśnym, niż klasyków Ameryki opartych na occie i sezonowanych paprykach. Jest to całkiem przyzwoity produkt – a na pewno dużo lepszy niż wszechobecne 'azjopodobne' sosy dostępne na naszych sklepowych półkach (od których ulepkowatości robi nam się niedobrze...). Nie jest to dla Ostrożerców absolutny must have, ale to produkt, którego warto spróbować – zwłaszcza, jeśli jesteście fanami sosu Sriracha. Porządna kompozycja, porządny smak. Sprawdzi się elegancko w daniach z wieprzowiną i ryżem – zdecydowanie w orientalnym stylu, albo tam, gdzie chcecie się pobawić w słodko-ostre smaki.


Ocena ogólna:

Ostrość:

Smak:


Gdzie kupić? KLIK


środa, 20 stycznia 2016

Wuj Sam zjadłby z tym sosem własne skarpetki... Sos Frank's Red Hot Cayenne Pepper!


Frank's Red Hot. To zdecydowanie sos z historią. I to całkiem długą, bo mającą swój początek w 1896 roku. Dwóch panów, Jakob Frank i Adam Estilette postanowiło zrobić sos: w tym celu wrzucili do drewnianej beczki papryczki cayenne, zasypali solą i zapomnieli o nich na parę lat (czyżby jakiś zakład?). Potem dodali octu, trochę wody i czosnku – no i voilà! Gotowe. Cóż, wyszło im na tyle dobrze, że ponad 100 lat później Frank's Red Hot wciąż króluje na amerykańskich stołach (idąc łeb w łeb z Tabasco!). Sama firma oficjalnie rozwinęła się w 1920 roku pod szyldem Frank's i naturalnie zaprzedała duszę jakiemuś koncernowi, ale wszyscy zarzekają się, że skład sosu jest taki sam jak kiedyś. Porównania nie mamy, więc musimy wierzyć na słowo.
Ponadto, trzeba nadmienić, że to właśnie sos Frank's Red Hot był sekretnym składnikiem słynnych Buffalo Wings.
Hasłem reklamowym marki jest „I put that on everything!” (w dodatku do zdjęcia szczerzy się nam milutka babuleńka). Do tego z pewnością nie trzeba nas namawiać, nie takie rzeczy dzieją się w naszej kuchni.
Przyjrzyjmy się temu celebrycie nieco bliżej.


W RĘCE

Frank's Red Hot ma bardzo rzadką konsystencję i piękny pomarańczowo-czerwony kolorek. Ciekawe, czy naturalnie. Dozownik obecny, dzięki niebiosom. Na pierwszy rzut oka wydaje się nam, że nic tam nie pływa, ale przy bliższym przyjrzeniu daje się dostrzec malutkie kawałeczki papryki, które nie zdołały się zblendować. Ślinka cieknie. Zerknijmy do tego w pełni - jak się zarzeka producent - naturalnego składu: sezonowane czerwone papryczki Cayenne (35%), ocet, woda, sól, czosnek w proszku. Tyle. Koniec składu. No i faktycznie, klasyczna, naturalna prostota. Nie spodziewamy się, że nas zapiecze (to cudo ma 500 SHU), ale akurat w tym wypadku nie o to chodzi. Chodzi o smak! Przekonajmy się zatem, dlaczego ten sos od tylu lat podbija amerykańskie podniebienia.

W GĘBIE

Zapach jest bardzo wyraziście paprykowy – z leciutką dozą octu. Smakujemy. Bardzo kwaśno, niesamowicie paprykowo, słonawo – na końcu przychodzi pikanteria, lekka, ale utrzymująca się jakiś czas. Co nas bardzo wyraźnie zaskoczyło, to fakt, że papryka tutaj jest inna niż wszystkie – czuć jakby lekką sugestię fermentacji, co zapewne jest zasługą procesu sezonowania. Bardzo przyjemnie, smak jest głęboki, zdecydowany i wielopłaszczyznowy. Testy organoleptyczne powtarzaliśmy przynajmniej pięć razy. To nieco wciągające, zwłaszcza że pieczenie jest niewielkie. Przyznajemy się bez bicia, że moglibyśmy go pić. Lubimy taką prostotę, co poradzić. Zwłaszcza, że wbrew pozorom jest naprawdę ciekawa.

W GŁOWIE

Nie wiemy, jak to się dzieje, ale zawsze dzień po otwarciu butelki jesteśmy zaskoczeni: połowa opakowania znika w dziwnych okolicznościach! Dziw nad dziwy! Być może nieustanne próbowanie, czy aby na pewno dobry, ma w tym jakiś udział... Ciężko bezstronnie pisać o sosie, który się prawie wciąga nosem, ale jedno trzeba mu przyznać: jest mocno wszechstronny. Paprykowość w jego wydaniu pasuje do wszystkich chyba znanych nam dań, a kaliber ostrości nikogo nie zabije, więc śmiało można dodać Frank's Red Hot do rodzinnego obiadu i babcia (raczej) nam nie zejdzie. Jakbyśmy mieli go porównywać do klasycznego Tabasco, z którym poniekąd konkuruje, to chyba wygrałby w dwóch kategoriach: jest bardziej wyrazisty smakowo, ciekawiej zbudowany – i naprawdę, zakochaliśmy się w lekko sfermentowanym posmaku papryki (taki już urok Polaka, że lubi sfermentowane rzeczy...). Druga kategoria to stosunek wielkości butelki do ceny, która ma znaczenie przy zakupie sosów stołowych codziennego użytku, które zwyczajnie idą u nas jak woda (a może nawet bardziej!) Malutkie (57ml) Tabasco plasuje się w okolicach 10-13zł, natomiast prawie 3-razy większy Frank's Red Hot... cóż, zobaczcie sobie sami:


Podsumowując, jest to sos zdecydowanie dla fanów wyrazistej papryki. Tym, którzy oczekują skrętu jelit z powodu ostrości Frank's Red Hot nie da oczekiwanej satysfakcji. Dla smakoszy i początkujących Ostrożerców będzie jak znalazł. Fajnie podkreśla smak....cóż, praktycznie wszystkiego. Reklama trafia w dziesiątkę.


Ocena ogólna:
Smak:

Poziom ostrości: