Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekstremalnie ostro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekstremalnie ostro. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 sierpnia 2016

Symfonia bólu. Sos Puckerbutt I Dare You Stupit!


Nie, Ostrożercy jeszcze nie umarli. Żyją, choć ledwo. Zwłaszcza, że żeby się nieco 'ożywić' postanowili strzelić sobie po łyżeczce jednego z najnowszych sklepowych nabytków – Puckerbutt I Dare You Stupit! (od strasznie dawna marzyliśmy o tym sosie!)

Teraz zacznijmy od początku – zanim przejdziemy do konsumpcji (nie pierwszej zresztą!) - warto wspomnieć nieco o historii i Twórcy tego sosu. Tak, wyróżnienie słowa „Twórca” jest tutaj zamierzone. Otóż autorem tego niepozornie wyglądającego sosu (choć Nam etykieta bardzo się podoba, bo jest taka niewinna - choć  przy okazji całkiem estetyczna i dobrze wykonana) jest nikt inny, tylko sam Ed Currie, zwany Smokin' Edem – ojciec najostrzejszej papryki na świecie, czyli Caroliny Reaper.
Tymże właśnie jest I Dare You Stupit! - Caroliną Reaper. Sos powstał jeszcze przed oficjalnym nadaniem tej nazwy, dlatego etykieta głosi, że zawiera „jedną z papryk-eksperymentów Eda, o mocy ponad 1,4mln SHU, przetestowaną na czołowej sławy uniwersytecie”. Na stronie Puckerbutt Pepper Company, oprócz uśmiechniętego nieco maniakalnie Eda grzebiącego gołymi rękami w Karolince znajduje się informacja, że I Dare You Stupit! osiąga 1 200 000 SHU +. Na początku nieco lico nam zbladło, bo to niebagatelna liczba, nawet jak na doświadczonego Ostrożercę. Nie daliśmy się jednak złamać i chwyciliśmy za butelkę (zwyczajnie wygrała ciekawość - jak wiadomo, pierwszy stopień do Piekła).

W RĘCE


Popatrzmy najpierw na skład, bo dobry skład to podstawa. Wygląda on następująco:
Ocet (ryżowy, jak twierdzi opakowanie), papryka, guma ksantanowa (naturalny stabilizator). 
OK. Całkiem... prosto i naturalnie, bez żadnych dodatków i dosmaczaczy. Ale to dobrze, bo to nasze pierwsze poważne spotkanie z czystą Caroliną Reaper, nieudziwnioną żadnymi przyprawami - warto by było dobrze 'przyjrzeć' się jej smakowi. Nie powiemy, narobiło się wokół niej parę legend (przypomnijmy tutaj słynny już filmik Good Mythical Morning - KLIK). Oczywiście, sos to nie jest to samo co świeża papryka – ale respekt odczuwamy.
Konsystencja sosu jest dość rzadka, lekko wodnista – ale widać wyraźnie pływające w niej kawałki papryki. Jeśli odstawi się Puckerbutt I Dare You Stupit! Na jakiś czas – widać jak papryka oddziela się od octowej bazy. Jest jej całkiem sporo, choć składu procentowego nie poznamy. Jedzmy zatem! (wierzący mogą się najpierw przeżegnać)

W GĘBIE


Pachnie..dość ciekawie. Wyczuwamy lekką octowość, ale nienachalną. Poza tym – papryka, ale taka, że nasze ślinianki automatycznie zaczęły pracę. Jest dozownik, choć w tym wypadku to średni pomysł, bo po jakimś czasie drobinki papryki nieco go zapychają, trzeba intensywnie wytrząsać (może to sposób producenta, żeby ludzie nalewali sobie go więcej? Kto wie...).
Generalnie zapach jest lekko metaliczny (typowy dla papryk z wysokim stężeniem kapsaicyny) i bardzo... owocowy. Jest zdecydowanie bardziej owocowy i mniej metaliczny niż sosy z Jolokią, np. Satan's Revenge, który wykręcał zapachem metalu nochale.
Wstrząsamy. Cztery kropelki. Jedzmy.
Pierwsze wrażenie. Owocowo. Bardzo! Czuć słodycz – raczej z octu ryżowego, ale kto wie, możliwe, że jest to też właściwość tej papryki. Tak czy siak, totalnie CZUĆ różnicę w rodzaju zastosowanego octu – na plus, oczywiście. Dobra, wróćmy do sosu. Ostrość? ZDECYDOWANIE obecna. Boli. Pali. Pozwala poczuć gdzie dokładnie znajduje się Wasz przełyk oraz żołądek (pamiętajcie tylko, żeby wytrząsnąć go nieco więcej, gdyż cała moc kryje się w kawałeczkach papryki! To nie jest skoncentrowany, zmielony na puree sos!). Jest uporczywy, ale nie boli w taki sposób, jak sosy z ekstraktem – np. Mad Dog 357 (recenzja wkrótce!). Kiszki jednak głośno protestują i co wrażliwsi mogą doznać skrętu. Ciekawostka: ten ból wydaje się... naturalny, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi. Nie dostajemy kopa w niewymowne od razu, bezpardonowo – ból się rozwija i trwa, jak symfonia (dobra, teraz wychodzimy na masochistów – albo fanów Hellraiser'a). Po paru minutach nadal nasze gęby odczuwają I Dare You Stupit! Dawno żaden sos tak długo nie utrzymywał się nam w paszczy. Brawo.

W GŁOWIE


Puckerbutt I Dare You Stupit! - ten sos zdecydowanie ma moc. Jednocześnie jest tak naturalny i fajnie skonstruowany, że nie mamy go dość po jednej dawce – a nie tak, jak dzieje się to w przypadku sosów z ekstraktem czy oleożywicą. Nie wiemy, czy faktycznie ostrość tego cuda oscyluje na poziomie 1 200 000 SHU, dużo zależy od partii produktu i użytych w niej papryk. Na samym początku testu wydaje się, że nie, ale dajcie mu się rozwinąć.
Tkwi w nim mała zdradliwość – jest dobry, jest ostry, jest z Caroliny Reaper.
Nie łudzimy się, że surowa Karolinka popieściłaby nas zdecydowanie mniej delikatnie, ale konsumpcja jej w takiej formie chyba zdecydowanie bardziej wyjdzie na zdrowie naszemu ciału.
Serio, chce się tego sosu UŻYWAĆ – a nie odstawić gdzieś na półkę, do kolekcji i po to, żeby podpuszczać znajomych. Minusem na pewno jest rozdrobnienie papryki i dozownik, który nieco się zapycha, a drobinki pozwalają nieco nierównomiernie poczuć smak – partia bez nich jest słabsza, potem zbyt harkorowa. Cóż, loteria, jak w życiu. Podsumowując, Ed zrobił naprawdę dobrą robotę (ale w sumie nie spodziewaliśmy się, że będzie inaczej...)
Zdecydowanie polecamy – i nie jest to chwyt marketingowy ;)


Sos Puckerbutt I Dare You Stupit! znajdziecie tutaj: BĘDZIE PIEKŁO
Inne sosy od Puckerbutt Pepper Company - KLIK



Ocena ogólna:

Ostrość: 


Smak:


wtorek, 12 kwietnia 2016

Oto sos z Piekła. Satan's Revenge - Extreme Ghost Pepper Sauce!


Kochamy ostre sosy. Naprawdę. Są jednak takie produkty, przy których zaczynamy się bać i pocą nam się ręce (a zaraz potem mózg). Sos Satan's Revenge do takich właśnie należy. Cóż, mamy za sobą jedzenie surowej Nagiej Jolokii – to bolało. Temu sosu podobnie źle z oczu patrzy - a producent ostrzega. Cóż, Diabeł Nas podkusił, żeby zamówić skrzyneczkę do sklepu BĘDZIE PIEKŁO, to teraz wypadałoby spróbować. Nie ma rady, pocierpimy dla dobra wszystkich Ostrożerców ;)

W RĘCE

Satan's Revenge to sos stworzony przez angielską markę Hot-Headz!, działającą na rynku ostrych sosów od 1994 roku. Etykietka głosi, że jest to „Extremalny sos z papryką Ghost”, czyli Nagą Jolokią. Według producenta nie zawiera sztucznych barwników, dodatków smakowych ani konserwantów – 100% bólu papryki. Jest tutaj też małe ostrzeżenie: „Uwaga! Jeden z najostrzejszych sosów na świecie stworzonych tylko z naturalnej papryki dostępny na rynku. Używać tylko jednej kropelki naraz. Unikać kontaktu z oczami, skórą i wrażliwymi miejscami.”. Wow, czemu tak od razu z grubej rury? W sumie, ciężko się dziwić. 
Rzut oka na skład: Rozdrobnione papryczki Naga Jolokia (75%), woda, sól, kwas octowy, pulpa z czosnku, guma ksantanowa (naturalny stabilizator).
Well, thank you.

Teraz już wiemy, skąd nazwa „Zemsta Szatana”. Z taką zawartością Nagiej Jolki prawdopodobnie pali trzy razy. Według Hot-Headz i innych źródeł ten ostry sos ma 600 000 SHU. To już nie przelewki, ale ciekawe, jak smakowo, prawda? Sama naturalna ostrość, bez żadnych ekstraktów z papryki i innych dodatków. Kusi, choć przecież wiemy, że to dzieło samego Szatana. Dobra, nigdy nie mieliśmy zbyt silnej woli jeśli chodzi o ostre sosy, także będzie, co ma być - jemy.

W GĘBIE

Sos Satan's Revenge
ma piękną, ciemnopomarańczową barwę, gładką, bez kawałków czegokolwiek. Brak dozownika (!!!!!!) - z jednego prostego powodu – sos jest bardzo, bardzo gęsty. Bez obaw więc – nie nalejecie go sobie niechcący zbyt dużo.... Odkręcamy butelkę. Zapach...przyprawia o ciary. Jest bardzo intensywny, paprykowy z lekką nutką octu. Nie kręci w nosie, ale czuć, że jest to coś mocarnego – czuć go z odległości dwóch metrów! Przełykamy ślinę. Ok, KROPELKA na łyżeczkę.... i jedziemy.
Wrażenia smakowe:
…
BOLI.
Ten sos...się...nie...pieści... Satan's Revenge od razu wrzuca nas w wesoły czerwony wagonik na rollercoasterze bólu. Najpierw czujemy metaliczne, ostre i paprykowe uderzenie, jest to ostrość dogłębna, wijąca się w naszych ustach, a potem powoli wdzierająca się w trzewia.... Ten sos jest BRUTALNY i nie bierze zakładników. Wierzymy, że ma 600 000 SHU, zdecydowanie. Dodatkowo, ta cholera trzyma naprawdę, naprawdę długo – do 10 minut. Po jakichś 5 minutach robi się to całkiem znośnie, ale większych ilości prosimy nie przyjmować 'na sucho', bo może porządnie rozboleć Was żołądek (nie życzymy Wam skrętu kiszek i...innych dolegliwości typu wymioty i biegunka, które czasem się zdarzają). Na końcu jest fajnie i przyjemnie, sos ma typowy posmak Nagiej Jolokii – ciężko go opisać tym, którzy jej nie jedli – oznacza to, że musicie spróbować ;) 
Dogłębnych wrażeń smakowych raczej tutaj nie przeżyjecie – to papryka z niewielką ilością octu i sugestią czosnku (aczkolwiek większość czasu zajmuje cierpienie, więc nie ma za bardzo jak się wgłębiać). Plus na pewno za naturalność i prostotę. No i poziom pieczenia, ale to indywidualne preferencje :)

W GŁOWIE

Satan's Revenge to nie jest sos dla początkujących fanów ostrości. Nawet doświadczonym Ostrożercom zalecamy DALEKO IDĄCĄ OSTROŻNOŚĆ.
Absolutnie nie konsumujcie go na pusty żołądek – może to się skończyć wymiotami lub nawet omdleniem – ból jest niewyobrażalny. Polecamy go zdecydowanie jako dodatek do żywności – niewielka ilość wystarczy by nadać pikanterii zupom, sosom i wszelakiemu żarciu, które lubicie na ostro. Powiedzielibyśmy, że to fajny gadżet na imprezę – ale tylko wtedy, kiedy jesteście pewni, kogo nim częstujecie (i że macie w domu duży zapas mleka/lodów).
Sos Satan's Revenge to w sumie dobry sos do podpuszczania znajomych – nic nie zastąpi tej złośliwej radości, kiedy ktoś upiera się, że nie ma dla niego granicy ostrości – dajcie mu „Zemstę Szatana”. Pokaja się :)

GDZIE KUPIĆ? BĘDZIE PIEKŁO


Ocena ogólna:

Ostrość:



Smak:

sobota, 2 kwietnia 2016

Carolina Booze! - czyli historia pewnej wódki z wykopem.... :)


Proszę Państwa, nadeszła w końcu TA chwila. 

My, Ostrożercy, być może spotkaliśmy swoją Nemezis. Dzięki uprzejmości fana – pięknie dziękujemy! - dane Nam było spróbować czegoś niesamowitego. Bez ceregieli – jest to wódka. 
Z Caroliną Reaper. Tak. Dobrze przeczytaliście.
Wóda. Z najostrzejszą papryką na świecie.


Cytując: „Na 0.5l trunku popularnej marki dodałem całą papryczkę Carolina Reaper.
Wyszła naprawdę genialna - ma piękny, lekko pomarańczowy kolor i naprawdę ostry smak. Fani wszystkiego, "co piecze nie dwa, a nawet trzy razy" nie chcieli pić drugiego kieliszka.”
To oficjalne wyzwanie! My, Ostrożercy - my nie damy rady?!
Fakt, trochę się do tego zbieraliśmy – ale w końcu do tego doszło.

Wódka ma złoto-pomarańczowy kolor i pachnie lekko słodkawo.
Konsystencja... cóż, to wódka. Nie ma dozownika. To sugeruje, żeby lać dużo ;)


Tak więc – na zdrowie!
Wrażenia smakowe: Najpierw czujemy wódkę. Potem też czujemy wódkę – choć o lekko owocowo-paprykowym posmaku. Zaraz potem zaczyna się fajne pieczenie w przełyku. Nasze przełyki lekko, pulsująco palą – i trwa to naprawdę długo! W końcu to Carolina Reaper. Nie jest to coś, po czym mielibyśmy ochotę się tarzać po podłodze, aczkolwiek, jak wszyscy (lub nie) wiemy, kapsaicyna rozpuszcza się m.in. w alkoholu. Ostrość tej panienki jest jednak wciąż bardzo wysoka – oceniamy ją na około 300-400 000 SHU. Warto dodać, że jest to wódka, która nie potrzebuje zapijania – kapsaicyna odwraca naszą uwagę od smaku wódki :) Skupiamy się na bólu pochodzącego z innych źródeł...

Podsumowując, to bardzo ciekawy eksperyment. Zachęcamy Was do podobnych. My naszą wykorzystamy do niecnego podpuszczania znajomych :)
 [W stylu „ze mną się nie napijesz?!”]



W gratisie dostaliśmy jeszcze samoróbne czekoladki z pokruszoną...Nagą Jolokią. W naszej ocenie – to wspaniały pomysł dla: 
a) łakomczuszków, którym chcecie dać po łapach w wyrafinowany sposób 
b) waszych wrogów 
c) każdego fana ekstremalnej ostrości i czekolady! 




Coś wspaniałego – choć skubaliśmy je po kawałeczku :) Czekolada + jakakolwiek ostrość daje wspaniały, niezwykle wyrazisty smak. To nic, że prawdopodobnie większość ludzi by się przy niej zadławiła/popłakała. Dla nas była cudowna! Jeszcze raz dziękujemy :)

piątek, 22 stycznia 2016

Najostrzejsze sosy świata. 22 stycznia - Światowy Dzień Ostrych Sosów!


Tak, to dziś – 22 stycznia, święto wszystkich Ostrożerców! Nie wiecie o co chodzi? Powiemy Wam. To właśnie dziś przypada ŚWIATOWY DZIEŃ OSTRYCH SOSÓW. Super sprawa, prawda?

 

Dla Nas to trochę dzień jak co dzień, choć być może dziś na naszym talerzu wyląduje coś super ostrego – na specjalne okazje :)

Ostry sos ostremu sosowi nierówny. Na pewno macie (albo intensywnie szukacie) swoich ulubieńców, ale czy wiecie, że istnieją sosy, o których na samą myśl poci Nam się mózg? 
Zazwyczaj są to edycje mocno limitowane i tzw. 'kolekcjonerskie' – oznacza to, że nie są przeznaczone do SPOŻYCIA (przynajmniej nie dla śmiertelników). Spora część z tych sosów w dużych ilościach mogłaby zwyczajnie Was ZABIĆ (zawał serca na miejscu, mózg ugotowany)
Niektóre z nich ciężko nawet nazwać 'sosami'. Co to za mikstury? 
Zaraz się dowiecie. 
Oto
NAJOSTRZEJSZE SOSY ŚWIATA!

(bardzo chcielibyśmy zrobić ranking, ale jest to niestety niemożliwe. Doszukujemy się skrajnie sprzecznych danych o wartościach SHU poszczególnych sosów – czasem są to wahania rzędu 300 000 – 1 000 0000 SHU...Będzie więc wedle naszego własnego widzi-mi-się. Wybraliśmy najciekawsze - i te najmniej znane!) 


Satan's Blood




MOC: 800 000 SHU

Wypuszczony na rynek w ciemnym i zimnym październiku 2000 roku - i to w piątek trzynastego podczas pełni księżyca.... Trzeba przyznać, ten sos ma pewien uroczy klimat. Zwłaszcza, że producent przekonuje iż „Przerazi Cię na śmierć!”. Idealny dla czarownic i magów, idziemy o zakład że może być przydatnym składnikiem morderczych eliksirów i całkiem niezłym narzędziem przyzywającym demony. Malutka buteleczka sugeruje, że nie trzeba go używać w dużych ilościach. Przy grzaniu na poziomie 800 000 SHU wydaje się nam to całkiem sensowne (przypomnijmy iż klasyczny sos Tabasco ma 2 500 SHU). Ciekawe, jak bardzo boli w drugą stronę....

Frostbite Hot Sauce


MOC: ok. 500 000 – 1 000 000 SHU

Zdradliwy skurczybyk – ten sos jest zupełnie przeźroczysty. W sumie, składa się z octu, cukru, soli i uwodnionej kapsaicyny. Producent zachwala, że z powodzeniem można dodawać go do kawy, czekolady czy alkoholu - „aby dać im lekkiego kopa”. Nie jesteśmy pewni, czy chcielibyśmy AŻ TAK gorący napój, ale brzmi zachęcająco. Nie ma żadnego paprykowego smaku, to po prostu ostrość w płynie. Ot, ciekawostka, choć od razu przychodzi nam na myśl parę osób, którym chętnie wlalibyśmy go do drinka... A potem patrzyli... ;)

Da' Bomb The Final Answer


MOC: 1 500 000 SHU

Prawdziwa bomba atomowa. „Nie jeść prosto ze słoika!” - desperacko krzyczy napis na opakowaniu. Wierzymy na słowo. Ten produkt nadaje się WYŁĄCZNIE do rozcieńczania. Kompozycja smakowa jest dość ciekawa, bo oprócz habanero, ekstraktu z papryki i przypraw – zawiera również nektar morelowy i aromat musztardowy. Dla skręcających się z bólu jelit nie ma to wielkiego znaczenia...


CaJohns Get Bitten Black Mamba 6 Hot Sauce

MOC: ok. 2 000 000 – 4 000 000 SHU (? - niepotwierdzone)

Podejrzewamy, że ugryzienie przez Czarną Mambę boli nieco mniej niż spożycie tego sosu. Skład jest prosty: czekoladowe habanero, ocet.... i 6-cio milionowy ekstrakt kapsaicyny. Zapewne sam zapach sprawia, że ludzie mdleją. Producent pisze: „Rolą tego sosu jest nieść ból i zniszczenie wraz z niekończącą się dawką zatrutego ognia!”. Grunt to poczucie misji u producenta.



Magma Hot Sauce


MOC: ok. 1 000 000 SHU

Pamiętacie lampy z 'magmą'? Ten sos tak właśnie wygląda. Aczkolwiek w tym wypadku 'magma' jest plamą z oleożywicy papryki, praktycznie czystą kapsaicyną, która leniwie pływa sobie w occie – dopóki nią nie potrząśniesz. Wtedy staje się zabójczą bronią o mocy około miliona Scovilli. Producent wypuścił też mocno limitowaną (129 butelek) wersję Magma 4 w której radośnie pływa ekstrakt kapsaicyny o wartości 4 milionów SHU. Pychotka.

Ashley Food Company Inc.,1 Milion Scoville Pepper Extract.


Moc: 1 000 000 SHU (potwierdzona certyfikatem)

A więc, chciałbyś być milionerem? Przemyśl to jeszcze raz...
Na buteleczce widnieje zachęcający napis: „HEAT LEVEL EXTREME - WARNING - DO NOT CONSUME DIRECTLY - FOOD ADDITIVE ONLY”, co w sumie jest całkiem uzasadnione, ponieważ ten sos ma potwierdzoną certyfikatem moc 1 000 000 SHU. Za jedyne $185 dolarów możecie stać się posiadaczami tego cuda, który nie tylko zadba o eksplozję Waszego żołądka i mózgu, ale również skutecznie odstraszy wszystkie zwierzęta, które będą chciały się dobrać do Waszego ogródka (zastosowanie podobno wielokrotnie testowane w amerykańskich programach ogrodniczych).


A teraz coś z kategorii ekstraktów – nie kwalifikują się one jako sosy, ponieważ nie powinno się ich konsumować (a kupujący przed nabyciem musi podpisać specjalne oświadczenie, że jest świadomy ich szkodliwości i bierze na siebie całą odpowiedzialność związaną z nieprawidłowym użyciem produktu. W tym wypadku oznacza to...zjedzenie go!)


Garden Resources Inc., Blair's 16 Milion Reserve

Moc: 16 000 000 SHU


Kiedy wyszedł sos Blair's 6 AM, jego twórcy zarzekali się, że ostrzej się nie da (ten zawodnik osiągał od 10 300 000 - 16 000 0000 SHU). Kłamali. Da się. Na świecie jest tylko 999 sztuk tego ekstraktu z piekła rodem. Każdy z nich jest dokładnie numerowany – edycja kolekcjonerska, obecnie nie do kupienia. Nie jest to produkt przeznaczony do spożycia przez ludzi. Ma stać na półeczce i zachwycać gości. W sumie, nie jesteśmy pewni czy CHCIELIBYŚMY go spróbować. Chyba że miałaby to być forma wyrafinowanego samobójstwa. Jesteście ciekawi składu? Nie jest długi. To dosłownie czysta kapsaicyna zamknięta w bardzo stylowym opakowaniu. To taka Śmierć przewiązana wstążeczką.  

niedziela, 6 września 2015

Pogromcy Duchów polegną. Melinda's Ghost Pepper Sauce



W RĘCE

Taaak, nareszcie zrobiło się chłodniej, możemy więc kontynuować przygodę tropem ekstremalnych smaków. Dziś – kolejna Melinda, tym razem w zjawiskowo pikantnej wersji z Ghostem, czy też inaczej – Bhut Jolokią (znana również jako Naga Jolokia - 1,041,427 SHU, jedna z najostrzejszych papryk wyhodowanych przez człowieka). Może być ciekawie, również dlatego, iż producent szczyci się stosowaniem wyłącznie naturalnych składników bez wzmacniaczy ostrości. Nakierujmy więc strumień świadomości prosto na skład tego Duszka: papryka Naga Jolokia (50%!), marchew, papaja, sok z limonki, ocet, cebula, marakuja, kwas cytrynowy, czosnek i sól. Faktycznie naturalnie (oraz bezglutenowo), a nasza wyobraźnia pracuje w najlepsze. Jolokia! Tyle dobra! Zapowiada się niezła manifestacja mocy.
Ciekawe, jak z owocową nutą, której fanami raczej nie jesteśmy. Sos jest lejący się, ale treściwy, dozownik jednakże zaprojektowano dość szeroki, co może utrudniać odmierzanie bardzo niewielkich ilości. Pływają sobie w nim beztrosko kawałki papryki, owoców i warzyw, normalnie jak na wakacjach. Zapach jest…bardzo paprykowy, kwaskowaty i prawie bolesny. Nie udało nam się co prawda znaleźć informacji, ile SHU zawiera w sobie to cudo, ale przy takim procencie papryki szacujemy, że kopie na poziomie około 400-450 tysięcy jednostek w Skali Scoville’a. Ach, łapki już świerzbią, bierzmy się do degustacji. Ciekawe, czy będziemy tego żałować.

W GĘBIE

Bogowie.
Ten sos jest bezpardonowy niczym Urząd Skarbowy i nie bawi się w żadne grzeczności. Na dzień dobry zdejmuje z ciężkiego buciora nasze podniebienie, siada na nim okrakiem i urządza sobie sesyjkę akupunktury. Duch jest zdecydowanie Poltergeistem, bo mocno broi. Ostrość jest bardzo dobitna, pierwszoplanowa, co wrażliwsi mogą się dodatkowo wzruszyć. Po paru sekundach gdzieś tam w tle rozlewa się lekka kwaskowatość, owocowych nut nie stwierdzono, ale sos nie jest do końca czystą ostrością, więc coś tam działa. Ilość testowa (na wykałaczkę) od razu rozgrzewa, podnosi temperaturę i sprawia, że nasze policzki zaczynają pałać (prawie) dziewiczym rumieńcem. Pieczenie na umiarkowanym poziomie utrzymuje się dość długo. Jest przy tym całkiem miłe, nie wykręca kiszek, co jest dużym plusem, bo to w sumie żadna przyjemność. Mocna rzecz - przy okazji dość smaczna. Ghost smakowo (jak również ostrością!) zdecydowanie bije recenzowanego w ostatnim poście Ass Reapera. PRZYPOMINAMY O UMYCIU RĄK. Ostrożerczyni nie zrobiła tego wystarczająco dokładnie - po czym podrapała się w powiekę...

W GŁOWIE

Melinda Ghost nie zawiodła naszych oczekiwań. W sumie, marka trochę zobowiązuje. Jest to jeden z ostrzejszych sosów w naszym (wciąż poszerzającym się!) repertuarze. Zdecydowanie wart przetestowania i wyrobienia sobie własnej opinii. Ogólnie bardzo podoba nam się trend testowania naturalnych możliwości papryki, czyli w praktyce tego, jak bardzo pikantny może być sos bez dopalaczy. Melinda bez dwóch zdań robi to dobrze, co rozgrzewa nasze ostrożerne serca (i inne części ciała). Wyszło fajnie, naturalnie i z naprawdę niezłym wykopem. Naszym zdaniem Ghost to sos dobry zarówno do czelendżowania znajomych – jak i konsumpcji z kawałem mięcha czy też na pizzy. Nie jesteśmy specjalistami od zjawisk paranormalnych, ale mamy przeczucie, że ten sos będzie regularnie nawiedzał naszą kuchnię.

By Ostrożerczyni.

piątek, 21 sierpnia 2015

Kosiarz Odbytów nie zna litości. Poznajcie się - oto ASS REAPER hot sauce!

Ass Reaper. Legenda wśród naszych znajomych, którzy niezrażeni przestrogami beztrosko pakowali go do ust ( i nie daj boru, oczu!). Pierworodny z naszej kolekcji ostrych sosów, który ostatecznie rozpalił w nas pragnienie zgłębienia i posiadania ostrości. Musimy przyznać, że trochę baliśmy się tej recenzji, ponieważ recenzowanie danego produktu zazwyczaj wymaga jego wielokrotnej degustacji. Ass Reaper zdecydowanie nie należy do spokojnych przyjemniaczków.

W RĘCE

Jeśli chodzi o ten sos, to oprócz składu warto wspomnieć również o opakowaniu. Kapturek z czarnego filcu i maska Kostuchy nadają mu bardzo intrygującego wyrazu. Aż rączki świerzbią, żeby spróbować, czy faktycznie taki zabójczy ten nasz koleżka z Kostaryki. Zerknijmy na skład: papryka habanero, woda, oleożywica afrykańska, papryka Scotch Bonnet, sól, cebula, czosnek, olej, kwasek cytrynowy, guma ksantanowa. Puff, dużo – ale niestety nie wiemy nic o proporcjach. Szkoda. Plus za naturalność, choć zamiast kwasku cytrynowego na pewno lepiej smakowałaby limonka. Obecność oleożywicy w połączeniu ze Scotch Bonnet zapowiada się obiecująco. W konsystencji – dość rzadki, gładki, nic nie pływa. Dzięki bogom za dozownik. Według różnych źródeł nasz Kosiarz Odbytu ma 350 000 SHU. Szczerze mówiąc, obstawialibyśmy więcej, ale może źle pamiętamy jego smak. Zdegustujmy.

W GĘBIE

Początek jest kwaśny – i bardzo krótki. Jest tutaj również delikatna sugestia czosnku – zdecydowanie dla smakoszy, ponieważ po 2 sekundach nasze podniebienie zostaje brutalnie napadnięte i skopane w niewymowne. Intensywne pieczenie utrzymuje się długo - u mniej zaprawionych lecą łzy - ale jeśli chodzi o smak, to jest go niewiele. Po prostu paląca ostrość, mało słona, mało kwaśna – może lekko cebulowo-czosnkowa. Nie jest zły, ale kubków smakowych nam nie urwał – ostrość jest jego najbardziej wyrazistą cechą. Boli, boli, boli, piecze, szczypie, kręci, ale stopniowo odpuszcza. Przy okazji nie polecamy konsumpcji na pusty żołądek, gdyż wywołuje intensywne i mało przyjemne skurcze jelit oraz czkawkę (fascynujący objaw, którego sami nie mamy, ale zaobserwowaliśmy u znajomych). Ponadto, o czym chyba nie musimy zbyt mocno wspominać - przy spożyciu większej ilości pali w obie strony. Nazwa się zgadza. 
Przypominamy o umyciu rąk. To nie żart.

W GŁOWIE

Ass Reaper to doskonały sos do podjudzania znajomych. Serio, nie znamy chyba na ten moment produktu o tak uroczej prezencji na widok którego wszyscy mówią „o, muszę tego spróbować!”. Idealny na małą zemstę na ludziach, których nie lubimy. Wściekły Pies z Kosiarzem Odbytu zamiast klasycznego Tabasco mógłby nabrać zupełnie innego wyrazu J (Hm, kto wie…? Strzeżcie się, wrogowie!)

A tak poza tym, to sos ten świetnie nada się do zaostrzania smaku marynat, dipów i wszelakich sosów. Jest bardzo wydajny, bo już 1-2 krople robią robotę. Przy tej pojemności sos wystarczy nam na parę lat (zwłaszcza, że mamy 172930 innych sosów w domu). Ze względu na dużą i dominującą ostrość nie polecamy polewania nim kanapek, zwłaszcza osobom nie zaprawionym w boju, bo może być ciężko. Jeśli nie mamy litości, to będzie to niezły gadżet imprezowy do sprawdzania, kto jest najostrzejszym zawodnikiem w grupie… J


By: Ostrożerczyni.

poniedziałek, 13 lipca 2015

TOP najbardziej kreatywnych nazw ostrych sosów!

Czy zdarzyło wam się kiedyś kupić sos sugerując się tylko jego nazwą? Nie? My widząc to, jak popisali się producenci ostrości, kupilibyśmy je wszystkie! (co być może niedługo dojdzie do skutku, ale ciii…)
Tak czy siak, podziwiamy głęboko (w większości) amerykańską kreatywność - i oto przed Wami TOP najbardziej kuriozalnych nazw ostrych sosów! (kolejność przypadkowa, nie mogliśmy się zdecydować, która nazwa najlepsza – oceńcie sami…)

Enjoy Cock

Ass Reaper


Smack My Ass and Call Me Sally


Elvis Don't Be Cruel


Rudolph the Red-Assed Reindeer


Slap Your Mama


See Dick Burn


Ass in Space


Fifty Shades of Red


Choke your Chicken


Ass Gas


Big Dicks


Bomb Laden


I am Sofa King


Fiery Fart


Happy Beaver


F* Milk. Got Hot Sauce?


Irish Scream


Bad Day at Baghdad


Rectal Rocket Fuel


ANALize This


Weapons of Ass Destruction


Wet Fart XX


Elvis Burning Love


A Little Nukey


Burn in Hell Osama


Colon Cleaner


Don't Fuck With Me I'm Hot


Kiss Your Ass Goodbye


Larry's Hot Pussy Juice


Neal's Hairy Ass


Ass in the E.R


Queen of Farts


Rectal Revenge


Show Your Tits


Sir Fartalot's Hot Sauce


2nd ASSault


Anal Angst


Angry Cock



Ass in Antarctica



 Którego z nich najchętniej byście spróbowali? :)




niedziela, 21 czerwca 2015

Dlaczego to tak piecze? Rzecz o kapsaicynie.

Często na opakowaniach różnych sosów czy papryk można odnaleźć liczbę SHU, czyli jednostek skali Scoville’a. Czym jest to ustrojstwo i o co w tym wszystkim chodzi?
Skala Ostrości Scoville’a, w skrócie SHU, od Scoville Hotness Unit, to skala określająca ostrość danej potrawy – choć najczęściej ma zastosowanie w mierzeniu pikantności wszelakiego rodzaju papryk. Określa ona ilość kapsaicyny w produkcie. Przepraszam, czego? – zapytają laicy. Okej, zacznijmy więc od początku, czyli od tego, komu zawdzięczamy bardziej lub mniej błogie uczucie pieczenia w gębie. Tym małym sadystą jest związek chemiczny zwany właśnie kapsaicyną. Zajadając ze smakiem ostrą paprykę sprawiamy, że zawarta w niej kapsaicyna daje kopa w niewymowne naszym receptorom bólowym, które informują organizm o tym fakcie za pomocą uczucia pieczenia. Przy okazji, żeby nas za bardzo nie bolało, uwalniane są endorfiny – potocznie zwane hormonami szczęścia – tak więc piecze jak sam Szatan, ale uśmiechamy się troszkę przez łzy.
            Jest to w sumie ciekawy i dość wszechstronnie używany związek chemiczny. Jest między innymi składnikiem gazu pieprzowego, karm dla drobiu i tabletek na odchudzanie. Ponadto, w dużych stężeniach jest śmiertelnie groźną trucizną. Ale spokojnie! Według różnych źródeł, dawka kapsaicyny, która może wysłać nas na tamten świat to 56 do 512 mg/kg masy ciała. Jak to interpretować? Wróćmy do Skali Scoville’a. Kiedyś ostrość produktu w tej skali sprawdzano czysto organoleptycznie: delikwent dostawał wodę z cukrem plus ekstrakt z danego rodzaju papryki. Za każdym razem zwiększano rozcieńczenie roztworu a biedaczek próbował i próbował,  kiedy przestanie go ta cholera piec. Kiedy już przestała, na podstawie stopnia rozcieńczenia ustalano wartość w jednostkach SHU. Metoda ta była żmudna, trudna i czasochłonna, więc w ostatnich latach wykombinowano coś innego: obecnie bierze się taką papryczkę pod lupkę i metodami analizy chemicznej sprawdza się, jaki procent jej masy stanowi kapsaicyna i tak oblicza się jej SHU. Czysta kapsaicyna ma około 15 000 000–16 000 000 SHU, co oznacza że jej ekstrakt musi zostać rozcieńczony w stosunku 1:15 000 000, zanim przestanie być odczuwalna dla testującego. Dla ciekawostki dodam, że najostrzejsza papryka (na ten moment, dane z 2012 roku), Carolina Reaper, ma, bagatelka, od 1 569 300 do 2 200 000 SHU (15% jej masy całkowitej to czysta kapsaicyna – EKHM, TO TYLE SAMO CO W GAZIE PIEPRZOWYM). Zatrucie więc przeciętnemu smakoszowi nie grozi – bo, po pierwsze, mało który chojrak jest w stanie zjeść tak ostrą paprykę w całości i mieć jeszcze ochotę na dokładkę, po drugie – czysta kapsaicyna została zakazana w handlu detalicznym, więc raczej nie wyląduje ‘przypadkiem’ w naszym burrito (z resztą, podobno mało który żyjący człowiek jest w stanie spożyć coś tak ostrego). Co prawda, w 2007 roku firma Blair’s Death Sauces wypuściła kolekcjonersko czystą kapsaicynę w buteleczkach o objętości 1 ml, aczkolwiek nie jest ona przeznaczona do spożycia (a nawet – do otwierania bez ubrania ochronnego).

Carolina Reaper, aktualnie najostrzejsza papryka świata. Już cieknie nam ślinka!

Naturalnie, nie oznacza to, że każdy może sobie ot tak bezkarnie wcinać paprykę i zapijać ją ostrym sosem. Byłby to bardzo wyrafinowany sposób samobójstwa dla osób z chorobą wrzodową oraz – jeśli spożywają bardzo duże ilości na raz – osób z problemami krążeniowymi (przedawkowanie może doprowadzić nawet do zawału), wątobowymi oraz astmą. Słabo zareagują ludzie z wrażliwymi dziąsłami – kapsaicyna zdecydowanie nie poprawi ich kondycji. Na taryfę ulgową nie mogą również liczyć spryszczeni młodzieńcy – osobom mającym problemy z cerą raczej odradzamy pikantne rozkosze w nadmiarze.

No to jeść, czy nie jeść?

Widząc łzy w oczach miłośników ostrości spieszymy z zapewnieniem – ALEŻ OCZYWIŚCIE, ŻE JEŚĆ. Kapsaicyna świetnie wpływa na pobudzenie metabolizmu, stymuluje procesy trawienne i pomaga w regulacji produkcji hormonów odpowiedzialnych za apetyt. To dlatego jest częstym składnikiem wszelakich cudownych tabletek na odchudzanie. My jednak polecamy ją w wersji raw :). Wszelakie rozgrzewające plastry i kremy również mają ją w swoim składzie. Poza tym, kapsaicyna ma właściwości antyseptyczne i bakteriobójcze, więc zajadając wszelakie ostrości chronimy się przed paskudnymi infekcjami (sami jesteśmy tego przykładem!). Ostatnimi czasy w światku medycznym gruchnęła wieść, że związek ten leczy raka. A i owszem, pobudza ona komórki nowotworowe do samozniszczenia (pewnie trochę dla nich za osto), choć rzecz wymaga badań (co oczywiście nie przeszkadza dziesiątkom paramedycznych firm oferować ją w formie cudownych, leczących raka kapsułek). Kapsaicyna, jak zostało wspomniane wcześniej, wpływa na dobry nastrój, poprawia krążenie – i podobno – działa korzystnie na sprawność seksualną. Moglibyśmy jeszcze długo mnożyć jej zalety, ale jedno nie ulega wątpliwości – można ją kochać lub nienawidzić. My zdecydowanie kochamy, choć jest to miłość trudna i wyciskająca łzy. Największą sztuką w tej miłości jest umiar - który i Wam zalecamy. Delektujcie się!