Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 listopada 2016

Zaraza, Wysłannik Piekieł, Goblin-Żółtodziób...Czyli pierwsze danse macabre z marką Grim Reaper Foods!



Trochę to trwało, zanim zabraliśmy się za kolejny wpis na blogu Ostrożercy. Tak to bywa przy wielkich zmianach życiowych. No i oczywiście – rozwojowi sklepu Będzie Piekło.

Jak wiecie, lub nie, wprowadziliśmy do sklepu nową linię produktów – ostrości od Grim Reaper Foods. Od jakiegoś czasu ostrzyliśmy sobie na nich ząbki z paru powodów: dużo nagród, dobre składy, fajne etykiety produktów... W sumie cała marka została dość ciekawie pomyślana – osadzona w mrocznych i lekko niepokojących klimatach rodem z horrorów. Nam to bardzo pasuje do ostrych sosów, ale nie zamierzamy ich wychwalać i reklamować pod niebiosa, bo każdy ma prawo wyrobić sobie własne zdanie, ale od pierwszego kontaktu zostaliśmy urzeczeni. 
Nie wspominając o tym, że w pierwszej paczce czekała na Nas niespodzianka: Russel z Grim Reaper Foods sprezentował Nam wszystkie swoje sosy oraz komplet czekolad – i to z Nagą Jolką! ;). Właśnie tym chcielibyśmy się 'wirtualnie' podzielić (z chęcią każdego Ostrożercę byśmy uczęstowali, ale obawiamy się, że zapasy kończą się w szalonym tempie... :))


Mamy dla Was Test Sosów Grim Reaper Foods! Jest ich naprawdę dużo, więc stwierdziliśmy, że podzielimy nasze testy na dwie części. Każda będzie miała też słodki bonus! :)
P.S. Nie wszystkie sosy z recenzowanych tutaj zostały wprowadzone do Naszej oferty – niektóre pewnie pojawią się w przyszłości, natomiast inne nie przypadły Nam do gustu aż tak bardzo ;)

Zacznijmy od – naszym zdaniem – najbardziej łagodnej pozycji.

Rookie Goblin – Hot Chilli Sauce

Skład: ocet z cydru, papryka Jalapeno (22%), pomarańcza, limonka, cukier, szczypiorek, imbir, czosnek, kolendra, szpinak, sól morska, olej.
W RĘCE. No dobra. To pierwszy sos z Jalapeno, który nie ma żadnego sztucznego barwnika dodającego mu koloru! Hurra! Plus za ładny, ciekawy, naturalny skład. Kolor jest naprawdę intensywnie zielony. Zapach – nie czujemy octu, jest za to mnóstwo ziół – ze...szczypiorkiem na pierwszym miejscu! ;) Sos jest gęsty i ma konsystencję puree.
W GĘBIE. Bardzo dziwny sos, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Czujemy najpierw... cytrynę, potem słodką pomarańczę, następnie paprykę jalapeno i zioła. Kawałki czosnku chrupią nam w zębach, ten sos wygląda i smakuje jak domowy przecier z papryki z ziołami. Bomba! Jeśli chodzi o poziom ostrości, to jest minimalny – raczej dla początkujących.
W GŁOWIE. Mega ogromny plus za naturalność i bardzo rozbudowany smak. Ten sos jest naprawdę nietuzinkowy. Mógłby jednak być zdecydowanie ostrzejszy – wtedy zużywalibyśmy skrzynkę Rookie Goblin miesięcznie ;)
Poziom ostrości: 

Ocena ogólna:

Alchemy – Sweet Chili Sauce

Skład: cukier, ocet z cydru, papryczka Lemon Drop (14%), koniak (1%)
W RĘCE. To pierwszy w naszej karierze sos z chili Lemon Drop! Alchemy jest gęsty, złocisty, widać pływające w nim ziarenka i spore kawałki papryki. Trochę kojarzy Nam się z konfiturą z pigwy :) Zapach jednak jest bezbłędny: słodki, owocowy, lekko paprykowy. Fajnie, że wszystkie sosy od Grim Reaper mają ocet z cydru – nie dominuje zapachu i pozwala ładnie uwalniać się nutom zapachowym całego dobra zawartego w buteleczce ;)
W GĘBIE. Słodycz. Przez chwilkę powróciły skojarzenia z konfiturą. Ale kiedy rozgryziemy kawałek pływającego w nim chilli, przestaje być tak słodko – jest paprykowo, lekko cytrusowo, aromatycznie, ten koniak nawet gdzieś tam jest wyczuwalny, niekoniecznie alkoholowo. Fajne pieczenie, przyjemne, nikogo nie zabije, ale utrzymuje się długo. Naprawdę ciekawie zrobiony – nie atakuje od razu, daje miejsce żeby się 'poczuć bezpieczenie'.
W GŁOWIE. Ten sos będzie idealny do lodów i słodkich deserów. Rany, polana nim szarlotka z lodami to byłby jakiś kosmos! Jako dodatek do mięsa też się sprawdzi, ale raczej celowalibyśmy w kurczaka i wszelaki drób. Raczej sos do zadań specjalnych niż 'uniwersalny przyprawiacz'.
Poziom ostrości: 


Ocena ogólna: 



Maverick

Skład: papryka Habanero (30%), pomidory śliwkowe, ocet z cydru, szalotka, czosnek, cukier, puree z pomidorów, sól morska, olej.
W RĘCE: Wygląda jak klasyczny sos habanero, choć skład – nie powiemy, ciekawy. Dalej ocet cydrowy, więc w zapachu kręci habanero – baaaardzo wyraźnie. Czuć też czosnek. Ogólnie sos bardzo gęsty, o lekko pomarańczowym kolorze. Ślinianki działają.
W GĘBIE. O rany, bardzo mocno skoczyliśmy z poziomem ostrości. Maverick już zdecydowanie nie pieści się z naszymi gardłami. Mocne, konkretne uderzenie papryki, mało słony, baaardzo paprykowy i naprawdę mocny! To już opcja dla zaawansowanych Ostrożerców. Nie jest przesadnie kwaśny ani za słony, fajnie wykończony pomidorowym smakiem i czosnkiem. Pali długotrwale.
W GŁOWIE. To NAPRAWDĘ dobry sos z habanero. Odpowiednio mocno palący, ale w sumie jesteśmy zaskoczeni, że daje takiego kopa – jak na 30% papryki jest naprawdę OSTRY! Mocna pozycja, z charakterkiem.
Poziom ostrości:  

Ocena ogólna:  


Słodki bonus: 

Pestilence, sweet chili syrup.


Skład: Cukier, ocet destylowany (z jęczmienia), rum kokosowy (10%), ekstrakt z papryki (<1%)
W RĘCE: Pierwszy w naszym życiu syrop z chili. Spory dodatek rumu kokosowego zachęca, nie powiemy... Jest zupełnie przeźroczysty i gęsty, jak to syrop. Obrazek końskiej głowy z dymiącymi nozdrzami jest co najmniej intrygujący – w ogóle, rzeczy od Grim Reaper mają bardzo ciekawe etykiety, dość proste, ale oryginalne i zdecydowanie w klimacie Ponurego Żniwiarza (nie wspominając już nawet o nazwach...).Zapach również jest dość nietypowy, bo pachnie...octem i kokosem. Totalnie dziwnie, ale nie tak odpychająco, jak mogłoby się wydawać na samą myśl o tym połączeniu. Sprawdźmy to!
W GĘBIE: Słodko, kokosowo (puff – octu nie czuć!).... i kurczątko, PALI! Oczywiście nie tak, jakby to robił ostry sos, ale pieczenie jest baaaardzo wyraziste, intensywne i przyjemne, kiedy tylko mija pierwszy szok ;) Nie trwa jednak bardzo długo, nikogo raczej nie zabije (choć podejrzewamy, że może być idealny do głupich dowcipów z kawą w pracy....)
W GŁOWIE: Pestilence przyda się wszystkim fanom słodkich deserów. Lody z kopem ostrości? Czemu nie. Kawa z „prądem”? Byłby idealny. Efekt rozgrzewający nie jest uporczywy, ale w sumie w sam raz na zimę. Ciekawostka na plus.
Poziom ostrości: 
Ocena ogólna: 


Czekolada mleczna Hell Raiser z papryką Ghost, Słodką pomarańczą, cynamonem i olejem goździkowym


Skład: Czekolada mleczna (cukier, masło kakaowe, pełne mleko w proszku, masa kakaowa 33,6%, emulgator – lecytyna sojowa, naturalna wanilia), olejki eteryczne ze słodkiej pomarańczy, cynamon, olejki eteryczne z goździków, papryka Ghost w proszku (0,1%).
W RĘCE: Parę czekolad z chili w swoim życiu skonsumowaliśmy, ale rzadko kiedy były one z papryką Ghost, czyli Nagą Jolokią. 0,1% tejże nikogo nie zabije, ale możemy być pewni, że cośtam poczujemy. Skupmy się na smaku, bo zapowiada się ciekawie i dość zimowo – pomarańcza, cynamon, goździki... (zapachniało grzańcem, prawda?)
W GĘBIE: Czekolada pachnie dość neutralnie – jak czekolada mleczna, choć wyczuwamy lekki aromat goździków. Smak jest bardzo wyrazisty, czekolada jest słodka – ale nie przesłodzona. Goździki i pomarańcza obecne, cynamon też gdzieś tam się pałęta. Na samym końcu czujemy jak Naga Jolka dźga nas w podniebienie, ale jest to wszech miar akceptowalne i przyjemne, lekko rozgrzewające uczucie.
W GŁOWIE: Fajna rzecz. Zwłaszcza dla fanów słodyczy (my akurat nimi nie jesteśmy, ale taką czekoladę moglibyśmy zajadać od czasu do czasu) Duży plus za wielowymiarowość smaku i za ugryzienie ostrości na końcu, nie powalające od razu z nóg. Choć zdecydowanie nie polecamy tej czekolady dzieciom – chyba, że w ramach lekko sadystycznej kary... (a tak serio, to nie dawajcie jej dzieciakom).

To już koniec pierwszej części naszego spotkania z produktami od Grim Reaper Foods. Druga część pisze się intensywnie – i obiecujemy w niej dużo mocnych wrażeń! :)



Niektóre produkty Grim Reaper Foods możecie nabyć tutaj: BĘDZIE PIEKŁO

wtorek, 19 kwietnia 2016

Jak daliśmy się "wydoić". Sos Doyal Green Pepper


Na blogu Ostrożerców recenzujemy zazwyczaj.... cóż, dobre sosy. Większości z nich używamy we własnej kuchni bądź też kupujemy do sklepu BĘDZIE PIEKŁO, by dzielić się radością z przyjemnego pieczenia również z innymi fanami ostrości.

Są jednak sosy, przed którymi należy ostrzegać. 
Nie, nie z powodu ich niebagatelnego wyniku w Skali Scoville'a, lecz z powodu...smaku.
Dziś mamy dla Was przypadek szczególny – sos Doyal Green Pepper Sauce. 

Popatrzył na nas z półki jednego z hipermarketów, a my jesteśmy wobec takich spojrzeń bezbronni jak dzieci – musieliśmy kupić, choć żeńska część załogi (czyli ta, która pisze to wszystko, co czytacie na Ostrożercach) marszczyła nosek widząc samą etykietę i opakowanie. Rzec, że trąciło tandetą, to eufemizm. No cóż, liczy się wnętrze. Przyjrzyjmy się mu bliżej.


W RĘCE

Mała (uff, to dobrze!), niepozorna buteleczka. Etykieta sosu Doyal nie mówi wiele, poza tym że to „Green Pepper Sauce”. Czyli co? Jalapeno? Zielone chili - jakie? Enigmatycznie, może producent boi się przyznawać. Niby teoretycznie jest to produkt indyjski, ale wyprodukowany na zlecenie niemieckiego koncernu Kreyenhop & Kluge GmbH & Co. trzymającego w garści różne marki z produktami tzw. Kuchni Świata. Koncerniaki nigdy nie wróżą nic dobrego, ale nie bądźmy przesądni... Zatrzymajmy się nad składem.
Składniki: zielone chilli 83%, cukier, sól, regulator kwasowości: E260, substancja zagęszczająca: E415
Wow, to nawet nie wygląda tak źle. Spora ilość papryki, bez żadnego nadmiernie dziwnego świństwa... (tajemnicze E260 to po prostu ocet, a E415 to guma ksantanowa). 
Może zatem się myliliśmy i sos Doyal Green Pepper to całkiem normalny produkt? Zaraz zobaczymy.

W GĘBIE

Sos Doyal przypomina konsystencją....wodę. Serio, przelewa się w buteleczce jakby był zabarwionym na zielonkawo octem. Pozostawiony sam sobie rozwarstwia się bardzo brzydko, trzeba mocno wstrząsać. To już nie wróży najlepiej, ale jedźmy dalej. Cośtam w nim pływa, co każe nam utrzymywać nadzieję, że mimo wszystko jest stworzony z PAPRYKI.
Pachnie...jeśli jest na świecie jakaś papryka, która tak pachnie, to my nie chcemy jej jeść. Czy to oby na pewno nie jest zepsute? Data ważności jest okej. Paskudny, chemiczny, zupełnie nie związany z papryką zapach nas nieco odrzuca, ale dla dobra nauki...test organoleptyczny za 3...2...1...(wstrzymujemy oddech).
...
Ten sos jest....paskudny.
Smakuje...smakuje tak, jakbyśmy zlali resztki wszystkich naszych przeterminowanych sosów, wlali wiadro wody, nieco octu i zielonego barwnika, po czym odstawili na miesiąc w ciepłe miejsce. Jest tam ocet, nieco soli – i jakieś popłuczyny po ostrości, bez smaku i żadnego aromatu właściwemu papryce. Cuchnie za to straszliwie chemią. Brr.


W GŁOWIE

Dobrze, że ten sos kosztuje jakieś marne grosze, bo inaczej bylibyśmy bardziej niepocieszeni. Przyda nam się właściwie tylko do udowadniania znajomym, że coś tak paskudnego ktoś wypuścił na rynek – i to się sprzedaje, bo w sumie w paru supermatketach można toto dostać (Leclerc, Auchan). Jak tylko wszystkim udowodnimy, że takie obrzydlistwo egzystuje – sos ląduje w kiblu. Bez chwili refleksji. Serio, mogliśmy bez żalu kupić sobie za te pieniądze dobre piwo. Żal polewać nim jedzenie, bo sos Doyal nie podniesie żadnych jego walorów. Serio, lepiej odłóżcie nieco więcej kasy i kupcie sobie naprawdę dobry sos, który ma jakiś smak i spełnia swoje zadanie - podnoszenie jakości jedzenia...

Ocena ogólna: 

Smak:


Ostrość:


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Tour de chillies, czyli NAJWAŻNIEJSZE OSTRE SOSY ŚWIATA. Część 2 - Ameryka Południowa i Europa

NAJWAŻNIEJSZE OSTRE SOSY ŚWIATA WEDŁUG KONTYNENTÓWCZĘŚĆ 2AMERYKA POŁUDNIOWA I EUROPA

W poprzednim odcinku naszej wyprawy przedzieraliśmy się przez Amerykę Północną i Środkową. Teraz przyszedł czas na kontynuację naszej trasy - zajrzyjmy na obiad do mieszkańców Ameryki Południowej oraz Europy i sprawdźmy, czym wyganiają z domu gości ;)
Dla tych, którzy przegapili: CZĘŚĆ PIERWSZA

Sos typu Lljawa

Kraj pochodzenia: Boliwia
Kluczowe składniki: papryczki Locoto, pomidory, cebula, limonka, kolendra

Trzeba przyznać, że Lljawa stąpa po cienkiej linii oddzielającej ostre sosy od salsy, ale warto o niej wspomnieć, ponieważ jest niesamowicie popularnym dodatkiem do żywności (używana jest do chleba, ziemniaków, zup i właściwie – wszystkiego – jak na dobry ostry sos przystało). Zawiera ona bardzo rzadkie papryczki Locoto – no i oczywiście, Boliwia jest dość niedocenianym krajem, o której kuchni niewiele powszechnie wiadomo. Sos Lljawa tradycyjnie jest wytwarzany za pomocą kamieni zwanych batan, na których rozcierane są wszystkie składniki. Jest umiarkowanie pikantny, za to niezwykle aromatyczny – dzięki dodatkowi soku z limonki i świeżej kolendry.
Możecie go też spróbować zrobić w domu – z papryczek Jalapeno, które są najbliższym smakowo odpowiednikiem Locoto. 
Oto link do przepisu: [KLIK]

Sos typu Aji amarillo

Kraj pochodzenia: Peru

Kluczowe składniki:
papryczki Amarillo

Pasta z papryczek Amarillo jest jednym z kluczowych składników kuchni Peruwiańskiej. Niektórzy znawcy posuwają się tak daleko w uwielbieniu dla tego złotego ostrego sosu, że nazywają go duszą tej kuchni. Jego specyficzny, słodkawy smak i bardzo aromatyczny zapach – oraz piękny, pomarańczowo-żółty kolor sprawiają, że zyskuje coraz większą popularność również poza Peru. Oprócz tego, że sos/pasta z Amarillo jest podstawą wielu dań, jest również używany jako dip z juką lub ziemniakami.

Sos z papryką Amarillo znajdziecie tutaj: [KLIK]


Sos typu Pebre

Kraj pochodzenia: Chile
Kluczowe składniki:
 kolendra, papryczki chili (czerwone, zielone lub aji – papryka jagodowa), pomidory, czosnek, cebula


Bez ryzyka wpadki możemy powiedzieć, że ostry sos typu Pebre możecie spotkać na każdym stole w Peru. Jest dość podobny do meksykańskiej pico de gallo i argentyńskiej chimichurri, ale został włączony na tą listę z powodu tego, że jest zdecydowanie bardziej pikantny niż jego meksykański kuzyn. Oczywiście, jest wykorzystywany praktycznie do wszystkiego: od jajek, przez mięso po zupy i zapiekanki. To esencja jedzenia w Chile, coś jak nieśmiertelna sałatka z kapusty w polskim kebabie :) Oczywiście, istnieje milion wersji, w zależności od regionu, z którego pochodzi wykonujący go. A robi się go dość prosto. 
Możecie spróbować sami: [KLIK]


Sos typu Molho de pimenta

Kraj pochodzenia: Brazylia
Kluczowe składniki:
papryczki Malagueta, ocet

Brazylia ma niesamowitą ilość ostrych sosów obecnych w jej narodowych potrawach (używanych zarówno do doprawiania potraw, jak i gotowania), ale rzeczą, która zdecydowanie łączy je wszystkie, jest fakt, że są one stworzone na bazie octu i papryczek malagueta (które są również bardzo szeroko rozpowszechnione w kuchni portugalskiej, co jakoś nieszczególnie dziwi). Istnieją różne wariacje sosu molho de pimenta (co oznacza po portugalsku po prostu „sos paprykowy”, cóż za oryginalna nazwa!), w zależności od regionu wytwarzania, ale podstawy pozostają takie same, bez względu na to, czy są wzbogacane czosnkiem, cebulą, pomidorami czy liśćmi laurowymi. Sos ten jest bardzo aromatyczny i prosty w wykonaniu, aczkolwiek wymaga dostępu do papryki malagueta, co już nie jest tak oczywiste. Tak czy siak, możecie go wykonać z pomocą przepisu: [KLIK]


EUROPA


Cóż, nasze lokalne podwórko nie ma zbyt wiele do zaoferowania – głównie wskutek odmienności kulturowej (mniej jesteśmy przyzwyczajeni do ostrych rzeczy, choć to powoli się zmienia) i klimatu, w którym dużo trudniej dojrzewa ostra papryka. Tradycyjnie zabierzemy się za Węgry, które mają sporo do zaoferowania i są uznawane za ostoję ostrej, pikantnej kuchni w Europie – zwłaszcza dzięki sławetnej „węgierskiej ostrej papryce”.


Sos z suszoną węgierską papryką

Kraj pochodzenia: Węgry
Kluczowe składniki:
suszona i sproszkowana węgierska papryka, pomidory

Jak wspominaliśmy wcześniej, Europa, jak na kontynent, który doświadczył tak skrajnych wzorców kulturowych i jest bogaty we wszelakie tradycje, kuchnia europejska jest, cóż, zaskakująco łagodna i unika ostrych sosów. Jednakże Węgry obrały sobie ostrą paprykę za narodową przyprawę i można ją spotkać praktycznie we wszystkim, co tam zjecie: od gulaszy, zup, mięs – po placki i dania warzywne. Często można dostać na naszym rynku pastę stworzoną z węgierskiej papryki, choć na samych Węgrzech uprawia się również inne gatunki: Habanero, Nagą jolokię czy Trinidad scorpion. Najsłynniejszy – i jeden z najostrzejszych sosów produkcji europejskiej – można dostać właśnie na Węgrzech. Jest to sos GaBko, który dumnie ma w składzie Carolinę Reaper, Trinidad Scorpiona i Nagą Jolokię. Słodziutko.

Ljutenica/Ajvar/Pindżur


Kraj pochodzenia: Serbia/Bułgaria/Bośnia
Kluczowe składniki:
Czerwona papryka, czosnek, bakłażan (w niektórych)

Nie tak ostre i wyraziste jak pozostałe sosy na tej liście, ljutenica, ajvar (lub ajwar) czy pindżur idealnie zgrywają się z europejskimi standardami ostrości – czyli są maksymalnie łagodne. Nie mają w sobie absolutnie nic ostrego, serio. To bardzo przyjemne i mocno paprykowe sosy, charakterystyczne dla krajów bałkańskich. Wymagają sporo pracy, bo większość z nich opiera się na pieczonej papryce, która jest niezwykle upierdliwa w obieraniu. Pozostaje dodać trochę octu, nieco soli – i proszę bardzo, przyjemny kompan posiłków gotowy! Sami nawet robiliśmy swój własny ajwar.
Trzymajcie przepis: [KLIK]



Sos z piri-piri

Kraj pochodzenia: Portugalia
Kluczowe składniki: papryczki piri-piri (czyli chili ptasie oko), skórka cytrynowa, cebula, pieprz, różne przyprawy i zioła

Sos piri-piri, choć obecnie jest najbardziej rozpowszechnionym sosem w państwach Afryki rdzennie pochodzi z Portugalii. Obecnie paprykę piri-piri uprawia się głównie w Angolii, Ugandzie i Zimbabwe, ale przywlekli ją tam właśnie Portugalczycy. Sosy z piri-piri są umiarkowanie pikantne, mocno cytrusowe i idealnie nadają się do owoców morza i ryb. Receptury zmieniają się w zależności od regionu pochodzenia – w Afryce przyprawia się go w trochę inny sposób. Sosy z papryką piri-piri znajdziecie tutaj → [KLIK]

Biber salçası

Kraj pochodzenia: Turcja
Kluczowe składniki:
 papryka chili, sól, olej roślinny


Hm, część Turcji nie leży już w Europie, ale zdecydowanie warto wspomnieć o tej paście. Większość czerwonych papryczek chili używanych w tradycyjnych wersjach sosu-pasty Biber salçası jest uprzednio suszona na słońcu (od 6-7 dni) i wędzona przed zmieleniem ich na gęstą, kremową pastę z odrobiną soli i oleju (zazwyczaj oliwy). Rezultatem jest niesamowicie aromatyczna, głęboko czerwona pasta której lokalni rozsmarowują na chlebie lub spożywają z innymi przekąskami typu krakersy. Dodaje się jej też sporo do tradycyjnych dań kuchni tureckiej.


To by było na tyle – w następnym „odcinku” naszej serii odwiedzimy Afrykę i Azję. Mamy nadzieję, że nieco Was rozgrzaliśmy. Pakujcie walizy :)




sobota, 2 kwietnia 2016

Carolina Booze! - czyli historia pewnej wódki z wykopem.... :)


Proszę Państwa, nadeszła w końcu TA chwila. 

My, Ostrożercy, być może spotkaliśmy swoją Nemezis. Dzięki uprzejmości fana – pięknie dziękujemy! - dane Nam było spróbować czegoś niesamowitego. Bez ceregieli – jest to wódka. 
Z Caroliną Reaper. Tak. Dobrze przeczytaliście.
Wóda. Z najostrzejszą papryką na świecie.


Cytując: „Na 0.5l trunku popularnej marki dodałem całą papryczkę Carolina Reaper.
Wyszła naprawdę genialna - ma piękny, lekko pomarańczowy kolor i naprawdę ostry smak. Fani wszystkiego, "co piecze nie dwa, a nawet trzy razy" nie chcieli pić drugiego kieliszka.”
To oficjalne wyzwanie! My, Ostrożercy - my nie damy rady?!
Fakt, trochę się do tego zbieraliśmy – ale w końcu do tego doszło.

Wódka ma złoto-pomarańczowy kolor i pachnie lekko słodkawo.
Konsystencja... cóż, to wódka. Nie ma dozownika. To sugeruje, żeby lać dużo ;)


Tak więc – na zdrowie!
Wrażenia smakowe: Najpierw czujemy wódkę. Potem też czujemy wódkę – choć o lekko owocowo-paprykowym posmaku. Zaraz potem zaczyna się fajne pieczenie w przełyku. Nasze przełyki lekko, pulsująco palą – i trwa to naprawdę długo! W końcu to Carolina Reaper. Nie jest to coś, po czym mielibyśmy ochotę się tarzać po podłodze, aczkolwiek, jak wszyscy (lub nie) wiemy, kapsaicyna rozpuszcza się m.in. w alkoholu. Ostrość tej panienki jest jednak wciąż bardzo wysoka – oceniamy ją na około 300-400 000 SHU. Warto dodać, że jest to wódka, która nie potrzebuje zapijania – kapsaicyna odwraca naszą uwagę od smaku wódki :) Skupiamy się na bólu pochodzącego z innych źródeł...

Podsumowując, to bardzo ciekawy eksperyment. Zachęcamy Was do podobnych. My naszą wykorzystamy do niecnego podpuszczania znajomych :)
 [W stylu „ze mną się nie napijesz?!”]



W gratisie dostaliśmy jeszcze samoróbne czekoladki z pokruszoną...Nagą Jolokią. W naszej ocenie – to wspaniały pomysł dla: 
a) łakomczuszków, którym chcecie dać po łapach w wyrafinowany sposób 
b) waszych wrogów 
c) każdego fana ekstremalnej ostrości i czekolady! 




Coś wspaniałego – choć skubaliśmy je po kawałeczku :) Czekolada + jakakolwiek ostrość daje wspaniały, niezwykle wyrazisty smak. To nic, że prawdopodobnie większość ludzi by się przy niej zadławiła/popłakała. Dla nas była cudowna! Jeszcze raz dziękujemy :)

piątek, 4 marca 2016

Tour de chillies, czyli NAJWAŻNIEJSZE OSTRE SOSY ŚWIATA. Część 1 - Północna i Środkowa Ameryka


NAJWAŻNIEJSZE OSTRE SOSY ŚWIATA WEDŁUG KONTYNENTÓW
CZĘŚĆ 1
PÓŁNOCNA I ŚRODKOWA AMERYKA



W tej serii postów będziemy po kolei brać na warsztat różne rodzaje sosów z całego świata. Większość z Was, Ostrożerców, zapewne nie zdaje sobie sprawy z różnorodności stylów i gatunków, które macie na swoich kuchennych półkach. Nic dziwnego - jest ich od groma. Sami nie wiemy, czy wszystko ogarniamy, ale postaramy się pokrótce je przybliżyć.
 Zaczniemy od największego gracza w temacie ostrych sosów
- Ameryki Północnej i Środkowej. Endżoj!



Sosy Louisiana-style

Kraj pochodzenia: USA
Kluczowe składniki: ocet, pieprz, papryczki chili

Tradycyjnie południowe potrawy jak Gumbo (typowe dla południowej Luizjany danie z bulionu, mięsa, skorupiaków i warzyw z przyprawami) lub wszelakie smażone jedzenie z natury wręcz WYMAGA pewnej ilości ostrego sosu – takiego jak Tabasco lub Texas Pete. Istnieje jednak pewna szkoła w amerykańskiej gastronomi, która twierdzi, że absolutnie wszystko – od jajek przez pizzę – smakuje lepiej z kleksem ostrego sosu. Nie sposób się nie zgodzić. Sosy w stylu luizjańskim to sosy mocno octowe, lekko pikantne – z dość intensywną nutą papryki, zazwyczaj uprzednio sezonowanej.

Ostrość z gatunku "nie za ostre - i nie za łagodne".
Przedstawiciele: Tabasco, Texas Pete, sos Louisiana, Cristal Hot

Różne wariacje sosu Tabasco znajdziecie TUTAJ

Sos Buffalo

Kraj pochodzenia: USA
Kluczowe składniki: papryczki cayenne, ocet, czosnek, masło

Nie możesz tak po prostu zjeść skrzydełek Buffalo (tradycyjnego amerykańskiego przysmaku!) bez sosu Buffalo, a mieszkając w Ameryce w ogóle nie możesz oglądać footballu bez porcji tak przyrządzonego kurczaka. Reasumując, Amerykańska Liga Narodowa ma całkiem spory dług wdzięczności wobec sosu Frank's Buffalo, który jest czołowym przedstawicielem tego stylu. Cechą charakterystyczną sosu Buffalo jest dodatek masła lub innego tłuszczu, który fantastycznie komponuje się z ostrymi papryczkami cayenne. Kurczak w amerykańskim stylu wręcz nie może się bez niego obyć. Aż zrobiliśmy się głodni.

Ostrość: bardziej powala smakiem, niż jednostkami Skali Scoville'a.
Przedstawiciele: Frank's Red Hot Buffalo Wings, Cristal Wing Sauce, Texas Pete Buffalo

Sos Frank's Red Hot Buffalo Wings możecie kupić TUTAJ


Sos Sriracha

Kraj pochodzenia: USA, zwłaszcza Kalifornia – przybyła tam jednak z Wietnamu i Tajlandii
Kluczowe składniki: czerwone papryczki jalapeno, czosnek, cukier i...spryt pewnego emigranta


Fenomen sosu Sriracha zadziwia wszystkich od wielu lat – został swego czasu wybrany najlepszym sosem świata. Stworzony przez chińskiego emigranta, Davida Trana, pierwotnie był przechowywany w...słoiczkach po jedzeniu dla dzieci. Teraz ten 'sos dla biedoty' wyszedł na salony – można go spotkać dosłownie wszędzie. Sekretem jest połączenie smaku jalapeno z cukrem – daje to niezwykle charakterystyczny, słodko-ostry smak, od którego można się wprost uzależnić.

Ostrość: dość pikantny, ale bardziej słodki niż ostry.
Przedstawiciele: Oryginalnie - Sriracha marki Huy Fong, Frank's Red Hot Sriracha [KLIK], Tương Ớt Sriracha, Pain is Good Sriracha.


Sos z papryczek Scotch Bonnet


Kraj pochodzenia: Jamajka
Kluczowe składniki: papryczki Scotch Bonnet

Papryczka Scotch Bonnet to właściwie papryka-maskotka Karaibów – i jeden z najważniejszych składników dań typu jerk. Patrząc jednak na samą produkcję, jest ona najczęściej spotykana w sosach Jamajskiej marki Pickapeppa. Podobna w smaku do habanero, jest jednak nieco bardziej owocowa. No i daje niezłego kopa.


Poziom ostrości: dają w palnik, choć mają fajny i ciekawy owocowy posmak
Przedstawiciele: Pickapeppa, Eaton's, Reggae Reggae (choć produkowany jest w UK -> KLIK)

Sosy z papryką Scotch Bonnet znajdziecie TUTAJ

Sos z habanero w belizyjskim stylu

Kraj pochodzenia: Belize
Kluczowe składniki: papryka habanero, marchewki

Królową sosów w Belize (cholera, zajęło Nam chwilkę wygooglanie gdzież to jest...) jest urocza producentka zwana Marie Sharp, której sosy, będące połączeniem słodkiej marchewki i ognistego habanero są wizytówką tego kraju i niezbędnikiem na każdym stole w Belize. Są to sosy ciekawie wyważone smakowo – piekielna ostrość z lekkim, warzywnym posmakiem.


Poziom ostrości:  już nieco boli, ale wciąż ze smakiem

Sos Marie Sharp's możecie kupić TUTAJ

Łagodne Meksykańskie sosy

Kraj pochodzenia: Meksyk
Kluczowe składniki: papryczki chili, ocet

Począwszy od owoców aż do dania Chicharrón, Meksykanie uwielbiają dodawać ostry sos do przekąsek w sposób, który nie jest do końca rozpowszechniony w Północnej Ameryce. Niekoniecznie lądują one na pizzy i jajkach, ale sosy takie jak Valentina (niedługo szykuje się recenzja!) i Cholula są najmocniejszymi graczami w tym kraju. Cenione za swój dość pikantny, charakterystyczny dla Meksyku wyrazisty smak papryki chili (najczęściej w odmianie arbor lub piquin)

Ostrość: pikantne.
Przedstawiciele: Cholula, Valentina, El Yucateco



Meksykański sos Cholula możecie kupić TUTAJ, a El Yucateco - TUTAJ

Sosy typu Ti-Malice

Kraj pochodzenia: Haiti
Kluczowe składniki: cebula, czosnek, szalotka, zielone i czerwone papryczki chili, ocet, pomidory


Posiadając gęstszą konsystencję niż większości sosów z tej listy, Ti-Malice został specjalnie wymyślony po to, by nieco 'podkręcać' jedzenie. Istnieje opowieść w lokalnym folklorze, iż oszust o tej samym imieniu chciał użyć tego ostrego sosu żeby zniechęcić swojego wspólnika od ciągłego wpadania na lunch każdego dnia i wyjadaniu mu całego mięsa. Według opowieści, pomysł spalił na panewce i niedługo potem całe miasto stało się uzależnione od tego pysznego sosu, co sprawiło że na lunche u Ti-Malice'a stawiało się całkiem sporo niezapowiedzianych gości.

Chcecie odkryć ten sekret?
Oto przepis na sos TI-MALICE

Sosy typu Stunt

Kraj pochodzenia: USA
Kluczowe składniki: ocet plus Carolina Reaper, Ghost chili lub inne papryczki z przerażającą nazwą...

Scena ostrych sosów aktualnie doświadcza bezprecedensowego najazdu Wyścigu Skali Scoville'a, z setkami małych producentów próbujących podkręcić ostrość swoich sosów do niemożliwych do wytrzymania poziomów. Te sosy są dosłownie niebezpieczne i strach podawać je ludziom w ilości większej niż ziarnko grochu. Stanowią głównie pole do popisu dla wszelakich YouTuberów próbujących udowodnić swoją męskość/zrobić komuś naprawdę durny kawał.




Poziom ostrości: nie do ogarnięcia.
Przedstawiciele: Blair's, CaJohn's, PuckerButt Pepper, Mad Dog, Iguana.... długo by wymieniać.

Zachęceni? NAPRAWDĘ ostre sosy możecie kupić TUTAJ
W następnym odcinku serii zajmiemy się - jak się pewnie domyślacie - Ameryką Południową i Afryką. Tam to dopiero jest wesoło - połowy nazw ostrych sosów nie jesteśmy w stanie wymówić ;)

sobota, 6 lutego 2016

Totalnie popieprzony. Sos Gringo Bandito Original Red.


Dziś przed Ostrożercami kolejna, druga już odsłona sosu Gringo Bandito – osobistej marki wokalisty zespołu The Offspring, Dextera Hollanda. Tym razem w łapkach mamy wariant „Original Red”. Tutaj możecie przeczytać o naszym pierwszym spotkaniu – z Gringo Bandito Green. Tym razem już nieco bardziej wiemy czego się spodziewać – zdecydowanie nie będzie to kolejny wabik na kasę dla fanów dokonań muzycznych pana Hollanda. Czy jednak i tym razem kompozycja jest tak dopracowana i ciekawa jak wersja zielona? 
Niczego nie puszczamy na wiarę. Sprawdziliśmy na sobie - jak zwykle.

W RĘCE

Sos jest mocno płynny, dozownik obecny (przy takiej konsystencji to standard – i konieczność!)
Skład wygląda prosto i przyjemnie:


Czerwona japońska papryka chili? No, no, a to ciekawostka. Orientalnie. Ciekawe, jak to wpłynie na smak. Konsystencja dość gładka, widoczne drobinki przypraw. Zapach delikatnie octowy, czuć w nim coś łagodnego, być może to papryka – w każdym razie nie daje Nam po nosie, można się wwąchać bez obawy o zawroty głowy. Podejrzewamy, że podobnie jak poprzednik – Gringo Bandito Green – ten ostry sos ma w sobie niewiele octowości. Dobrze, to miła odmiana od większości sosów dostępnych na rynku – nie lubimy nudy. Degustujmy.




W GĘBIE

Małe ukłucie octu, które zaraz znika – pojawia się ostra, paląca paprykowość – ale na przyjemnym, mocno wysmakowanym poziomie. Czujemy nutę pieprzu. Pali dość długo, ale niezbyt mocno - mniej jednak niż wersja zielona - i bez opóźnionego zapłonu. Przy większej ilości naraz zdarza się zakasłać albo uronić łezkę wzruszenia. Na końcu zostaje fajny, słodkawy posmak papryki i pewna pieprzność (czyżby japońskie chili?) Znów niewielki poziom octowości, to chyba właściwość sosów spod znaku Gringo Bandito. Dzięki zawartości papryki jalapeno jest bardziej kwaskowaty i ciekawszy w smaku, niż gdyby potraktowano nas tylko habanero ( no ileż można?).

W GŁOWIE


Hm, według Ostrożerców jest to mocno uniwersalny sos z całkiem fajnym posmakiem i ciekawym składem. Gdybyśmy mieli użyć jednego słowa do posumowania Gringo Bandito Original Red: jest pieprzny. To jego najbardziej wyrazista cecha. Nie zdominuje smaku żadnej potrawy, ale jest nieco mniej pikantny niż wersja zielona. Fajnie wkomponuje się we wszystko co mięsne, my zdecydowanie widzimy go w marynacie np. dla żeberek czy karkówki. 
Tak naprawdę przyda się wszędzie, gdzie tylko zamarzy Wam się nieco... popieprzyć.


Ocena ogólna:

Ostrość:

Smak:


Więcej o sosach Gringo Bandito dowiecie się tutaj -> KLIK

wtorek, 26 stycznia 2016

Zielonooki Bandyta. Sos Gringo Bandito Green by Dexter Holland.

Proszę, proszę. Kojarzycie Dextera Hollanda, wokalistę The Offspring? Tak? A wiedzieliście, że produkuje swój własny ostry sos? Damy głowę, że nie. My w sumie też nie byliśmy tego świadomi, dopóki nie dostaliśmy go we własne ręce – a właściwie trzy jego wersje: Green, Original Red i Super Hot (dzięki uprzejmości Gringo Bandito Polska, z którymi mamy nadzieję nawiązać współpracę, ale o tym w innym wpisie). 
Oto co mówi o swoim sosidle sam pomysłodawca, Dexter Holland:
„Mam nadzieję, że docenisz śmiały, a jednocześnie przyjemnie kuszący smak mojego nie-tak-sławnego zielonego sosu paprykowego. Przez ponad pięć lat poszukiwałem wzdłuż i wszerz perfekcyjnej kombinacji papryki i przypraw, żeby  uczynić twoje kolejne doświadczenie smakowe całkowitym zaskoczeniem. Postarałem się także, żeby sos nie sprawiał niespodzianek tam, gdzie król chodzi piechotą. Spróbuj go na tacos, burrito, jajkach, pizzy – to jak impreza w twoich ustach. Gwarantuję to osobiście.”

 No dobra, Dexter, zachęciłeś nas. Na pierwszy ogień wybieramy wersję Green. Zobaczmy, co to za Bandyta.


W RĘCE

Sos ma pięknie zielony kolor i gładką konsystencję bez żadnych drobinek. Dość gęsty. Dozownik obecny. Całkiem niezła etykieta, tak swoją drogą, choć rzadko to mówimy o sosie – może dlatego, że większość jest zupełnie przeciętna. Ta jakoś nas zauroczyła. Od razu wiadomo, o co chodzi. Nie oceniajmy jednak sosu po butelce: zobaczmy, co kryje we wnętrzu tego Jankesa.
Skład: woda, papryka Habanero, papryka Serrano, Jeszcze Więcej Papryki, Ocet, Sól, Mojo, Przyprawy i guma ksantanowa. A to ciekawe. Pierwszy raz widzimy paprykę Serrano w ostrym sosie. Już wiadomo, skąd kolorek, choć automatycznie wszystko, co zielone budzi u nas skojarzenia z Jalapeno. Ale dobrze, że coś jeszcze potrafi Nas zaskoczyć. Kolejną ciekawą rzeczą jest tutaj 'Mojo'. Przez chwilę moglibyśmy pomyśleć, że ktoś Nas tutaj czaruje, bo „mojo” jest rodzajem amuletu, czaru lub uroku w wierzeniach Hoodoo, ale spokojnie. Mojo to również rodzaj specjalnego sosu przyrządzanego na bazie oliwy, soli, wody, przypraw i mieszanki lokalnych papryk, specjalność kuchni hiszpańskiej i portugalskiej. Jesteśmy autentycznie zaciekawieni, co też ten Dexter Holland nam tutaj wyczarował.

W GĘBIE


Pierwsze, co Nas uderza, to zapach: jest mocno ziołowy – autentycznie czujemy kolendrę! Zaraz potem pojawia się sugestia paprykowości, ale niekoniecznie takiej z Piekła rodem. Zdegustujmy.
Ziołowo. Bardzo, bardzo ziołowo. Zaraz potem czujemy wyrazistą, lekko kwaśną paprykę – to zdecydowanie nie jest Habanero, więc ani chybi Serrano. Habanero również obecne – nasze receptory bólowe zdecydowanie Nam przytakują. Aczkolwiek, musimy przyznać, ten sos ma zdecydowanie tzw. opóźniony zapłon. Jesz go, wydaje Ci się, że jest zupełnie łagodny, a potem - ups, to jednak nie dressing do sałatek... Takie rzeczy są najbardziej zdradliwe. A teraz ciekawostka – w tym sosie praktycznie nie czuć octu! Cała kompozycja smakowa opiera się na ziołach i papryce. Pali umiarkowanie, przyjemnie, ale dość wytrwale. Nie spocimy się przy tym sosie, ale też nie takie jest jego przeznaczenie. Ma smakować.

W GŁOWIE

Szczerze mówić, nie spodziewaliśmy się, że sos sygnowany znanym nazwiskiem będzie  czymś więcej, niż próbą wyciągania kasy od fanów marki "The Offspring". Myliliśmy się. Pan Dexter Holland odrobił pracę domową i przez 5 lat poszukiwań raczej nie próżnował. Ten ostry sos jest...inny. Pewien schemat 'zielonego sosu' został tutaj złamany – na pierwszy rzut oka dalibyśmy się pokroić, że stoi przed nami typowe Jalapeno z dodatkami. Ciekawy eksperyment, to połączenie ziołowości i ostrości. Nie ma dominującego, octowo-paprykowego smaku, więc będzie świetny do dań, które już same w sobie są wyraziste – a on po prostu wzniesie ich smak na wyższy poziom. Ostrość nas zadowala, jeśli chodzi o codzienny użytek – widzimy go w domowym pesto, na kanapkach, do białej ryby i w jajecznicy.


Ocena ogólna:

Smak:

Poziom ostrości: