Pokazywanie postów oznaczonych etykietą harissa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą harissa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 listopada 2015

W poszukiwaniu słońca: kurczak z pieczonymi warzywami w gruzińskim stylu

Dziś rano przywitał mnie na trawie spodziewany, aczkolwiek niechętnie witany gość: śnieg. Z zimnem nie lubimy się za bardzo, postanowiłam więc, że koniecznie trzeba się nieco rozgrzać... 

Tak powstał inspirowany gruzińskimi aromatami kurczak z pieczonymi warzywami. Samo mięso jest intensywnie pikantne i ma wspaniały, dymny aromat, dzięki dodatkowi adżiki i wędzonej papryki, którą szczerze uwielbiam. Zupełnie nie ma jej co porównywać do standardowej czerwonej papryki dostępnej w supermarketach... 
Papryka wędzona, jak sama nazwa wskazuje, przed samym suszeniem przechodzi przez proces wędzenia, który niesamowicie ją aromatyzuje. Mogłabym ją z czystym sumieniem sypać do wszystkiego, ale nie chcę, żeby mi się za szybko znudziła ;) 
Adżika jest natomiast bardzo ciekawą przyprawą pochodzącą z terenu Kaukazu, której silny aromat od razu kojarzy mi się pieczonym kurczakiem albo ziemniakami. Mocno intensyfikuje smakowo mięso. Większość jej składu stanowią dość pikantne rzeczy (duuużo chili we wszelakich postaciach!), więc idealnie tutaj pasuje. Warzywa natomiast zostały dość hojnie potraktowane klasyczną Chmeli Suneli, gruzińską przyprawą ziołową, która fantastycznie wydobywa ich aromat. Jeszcze tylko garść orzechów i 'jesteśmy w domu', choć szczerze mówiąc, wolałabym być teraz gdzieś na Bałkanach :)
Oczywiście do podania „troszeczkę” ( cudzysłów jest zamierzony, ponieważ to się nigdy nie kończy na „troszeczkę”!) harissy, jeśli jeszcze komuś za mało ostrego. Alternatywnie polecam ajwar, czyli bałkańską pastę z papryki i bakłażana - dużo bardziej łagodny, ale sprawdzi się idealnie w tych klimatach.

Gruzińskie wino obowiązkowe!
Jakoś od razu cieplej się zrobiło... :)

Kurczak z pieczonymi warzywami w gruzińskim stylu

Poziom trudności: banalne!
Poziom ostrości: ***/****

Składniki:
(dla dwóch osób)
  • pół średniej wielkości bakłażana
  • 1 czerwona papryka
  • 1 duża cebula
  • 7-8 średniej wielkości pieczarek
  • duży ząbek czosnku
  • 2 łyżki dobrej oliwy
  • 500 g piersi z kurczaka pokrojonej w kostkę
  • garść drobno posiekanych orzechów włoskich
  • 1 duża łyżka przyprawy Adżika
  • 1 łyżeczka wędzonej słodkiej papryki (lub ostrej, w zależności od poziomu ostrości, jaki chcemy uzyskać)
  • 1 duża łyżka przyprawy Chmeli Suneli
  • sól, pieprz

Do podania:
Te wyjątkowe przyprawy i sosy możecie teraz kupić w naszym świeżutkim i ostrym sklepie internetowym BĘDZIE PIEKŁO! Serdecznie zapraszamy, dla nowych klientów rabat 10% na wszystko! :)


Sposób przygotowania:


Warzywa myjemy, z papryki wycinamy gniazdo nasienne, wszystko kroimy w grubą kostkę (3-4cm), pieczarki kroimy na ćwiartki, wrzucamy do dużej miski. Obieramy czosnek i siekamy go drobno, dodajemy do warzyw. Przyprawiamy pieprzem, solą i Chmeli Suneli. Polewamy oliwą, mieszamy, żeby wszystko było równomiernie pokryte przyprawami.

Kurczaka pokrojonego w kostkę wkładamy do miseczki, przyprawiamy solą, pieprzem, papryką i Adżiką. Mieszamy, następnie dodajemy go do miski z warzywami, mieszamy. Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni, warzywa z kurczakiem przekładamy do natłuszczonego (np. oliwą) naczynia żaroodpornego, posypujemy posiekanymi orzechami i pieczemy pod przykryciem 30 minut. Po tym czasie ściągamy przykrycie i dopiekamy jeszcze 15 minut (termoobieg).
Podajemy z harissą lub ajwarem :)




Smacznego!

niedziela, 9 sierpnia 2015

Diabeł tkwi w ziarenkach. Piekielna Harissa z Habanero!



Ostatnio pogoda sprawia, że w naszej kuchni ostrość gości w dawce nieco mniejszej, niż zazwyczaj, ale warto być czujnym i trzymać rękę na pulsie – sezon na ostrą paprykę powoli się zaczyna! Warto zrobić zapasy na zimę, zwłaszcza iż ceny są dość niewygórowane (choć trochę śmieszy nas fakt, iż niektóre sklepy nie bardzo wiedzą, co sprzedają - nie raz trafiliśmy na habanero podpisane jako chili lub jalapeno...). Z tej okazji mamy dla Was przepis na niesamowitą i legendarną pastę z papryki – harissę. Normalni ludzie (czyli zdecydowanie nie my) robią harissę z papryczek chili, oliwy i czosnku – z dodatkiem przypraw takich jak kolendra lub kminek. Tradycyjnie pochodzi ona z Tunezji, ale można ją również zaleźć w innych krajach arabskich. Najczęściej sprzedawana jest w tubkach lub małych puszeczkach. Jest świetnym dodatkiem do mięs i potraw kuchni orientalnych, takich jak na przykład curry [przepis na aromatyczne curry z harissą]



Nasz przepis nie zawiera zbyt wielu dodatków – ten wariant to czysta, piekielna ostrość. Wszystko dzięki świeżo ususzonym papryczkom habanero! Tak przygotowany specyfik nadaje się do długotrwałego przechowywania w lodówce (2-3 miesiące – w szczelnie zakręconym słoiku). Możecie też przygotować pastę ze świeżych papryczek, ale wtedy jej termin spożycia będzie znacznie krótszy. Prosimy Was bardzo, pamiętajcie o tym, by za każdym razem kiedy dotykacie tej pasty – bardzo dokładnie umyć ręce
To nie żart, wasze oczy i inne błony śluzowe wam za to podziękują ;)


Harissa z Habanero


 
Składniki:
200 gram świeżych papryczek habanero
Szczypta soli
5-6 łyżeczek dobrej gatunkowo oliwy z oliwek (w ostateczności olej rzepakowy też się nada)





Sposób przygotowania:

Papryczki myjemy dokładnie, osuszamy papierowym ręcznikiem i układamy na suszarce do żywności (ewentualnie w piekarniku na wyłożonej papierem blasze). Nie polecamy przekrawania ich na połówki, bo choć dzięki temu papryczki wyschną szybciej, to możemy przez to stracić sporo cennych dla naszej pasty nasion. Możemy jednak lekko je naciąć, wtedy szybciej uwolnią wodę. Suszymy około 10-12 godzin, aż pozostanie w nich niewiele wilgoci. W przypadku piekarnika należy papryczki suszyć w temperaturze około 100 stopni i przy lekko uchylonych drzwiczkach. 
Tak przygotowane habanero wrzucamy do blendera i rozdrabniamy. Można również zmiażdżyć je w moździerzu lub posiekać ręcznie. Wsypujemy je do słoiczka, dodajemy szczyptę soli i oliwę. Mieszamy dokładnie. Harissa jest od razu gotowa do spożycia. Przechowujcie ją w lodówce i w taką pogodę – dozujcie z umiarem! J

piątek, 24 lipca 2015

Zielono mi! Aromatyczne tajskie curry z trawą cytrynową, harissą i mleczkiem kokosowym

Dziś mamy dla was danie zainspirowane wizytą w jednej ze stołecznych restauracji -  Naam Thai, którą swoją drogą serdecznie polecamy, bo gotują tam zacnie - i przy całej naszej wiedzy i umiejętnościach daleko nam do nich. (No i harissę robią pierwsza klasa. Dzięki znajomościom tamże w naszej lodówce dumnie stoi słoiczek tego ostrego przysmaku. Ech, to jest życie. Kiedyś zrobimy swoją.)
Cóż. Bierzmy się za gotowanie. Na tapetę wzięliśmy zielone curry. Ha! Istny temat-rzeka. Samo curry to nazwa nie samej potrawy, a sposobu jej przygotowywania – to zwyczajnie topienie mięsa, warzyw lub owoców morza w gęstym sosie z przyprawami. Powędrowało w daleki świat z Indii, a w naszym kręgu kulturowym nazwą ‘curry’ obdarza się mieszankę przypraw w formie proszku lub pasty. Przyprawa taka najczęściej zawiera w sobie kurkumę, imbir, pieprz, kmin rzymski i chili – ale warianów i wszelakich mieszanek curry (zwanych tradycyjnie masalami) nie sposób zliczyć. W Azji curry to przede wszystkim danie bardzo lokalne – w zależności od regionu sposób jego przygotowania jest zgoła odmienny, wyróżniający je spośród współbraci. Curry z mleczkiem kokosowym i dużą ilością trawy cytrynowej jest daniem inspirowanym kuchnią tajską. Potrawa ta zdecydowanie kojarzy nam się z pobytem na jakiejś egzotycznej wyspie...:)
Fantastycznie przeplatają się tutaj aromaty trawy cytrynowej, słodycz mleczka kokosowego i ostrość harissy. Pycha!

Dla 2-3 osób

Składniki:
400 gramów szynki wieprzowej lub wołowiny (u nas szynka)
1 średniej wielkości papryka
2 średnie cebule
200 gramów zielonej fasoli szparagowej
2-3 świeże papryczki chili
Łyżka harissy (można zastąpić bardzo ostrą papryką w proszku lub posiekać 3-4 suszone papryczki chili)
Łyżka trawy cytrynowej
Pół słoiczka zielonej pasty curry (około 3 łyżeczek - u nas Tao Tao)
3 ząbki czosnku
Pół średniej cukinii
100 gramów pędów bambusa
Pół puszki mleka kokosowego
1 łyżeczka cukru trzcinowego
Sól, pieprz, otarta skórka z limonki, sok z limonki, słodka papryka, sos sojowy, olej




Sposób przygotowania:


Mięso kroimy w 3-4 centymetrową kostkę, solimy i rozbijamy tłuczkiem na w miarę płaskie kawałki. Wrzucamy do miski, dodajemy łyżeczkę zielonej pasty curry, harissę, łyżeczkę papryki i pół łyżeczki pieprzu. Polewamy 1-2 łyżkami sosu sojowego. Mieszamy i odstawiamy na chwilkę, żeby składniki się przegryzły. W tym czasie siekamy drobno papryczki chili oraz czosnek. W woku rozgrzewamy łyżkę oleju, wrzucamy pokrojone warzywa razem z łyżką trawy cytrynowej. Smażymy chwilkę - aż aromaty się uwolnią. 


Dodajemy mięso i pokrojoną w grubą kostkę cebulę – wraz z łyżką zielonej pasty curry. Nie żałujcie jej, niech dobrze wytaplają się w niej wszystkie składniki J Kiedy cebula nieco zmięknie, a mięso trochę się podsmaży, wrzucamy pokrojoną na mniej-więcej 4-ro centymetrowe kawałki fasolkę, pokrojoną w paski paprykę, bambusa i cukinię (pokrojoną w paski lub plastry). Mieszamy, dodajemy do tego dwie łyżki sosu sojowego, cukier trzcinowy oraz otartą skórkę z limonki. Dusimy chwilkę aż warzywa zmiękną lekko (najbardziej chodzi tutaj o fasolkę!). Jeśli wątroba pozwala, możemy dorzucić jeszcze z pół łyżeczki harissy, na zdrowie!



Kiedy warzywa są już miękkie (ale wciąż sprężyste i jędrne, więc nie przesadzajmy z duszeniem!), wlewamy do naszego curry pół puszki mleka kokosowego i sok wyciśnięty z jednej limonki. Dodajemy pozostałą część pasty curry i trzymamy na małym ogniu około 5 minut często mieszając. Po tym czasie zielone curry jest gotowe do konsumpcji – dla głodomorów polecamy pałaszować je z ryżem w podanym osobnej miseczce. 


Smacznego!
( po tajsku - อร่อย!)