Pokazywanie postów oznaczonych etykietą habanero. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą habanero. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 stycznia 2017

Sos Poego, Zły-brat bliźniak i Czarna Wdowa. Druga odsłona mrocznej strony sosów od Grim Reaper Foods!

Oto kolejna odsłona Testu Marki Grim Reaper Foods (UK). W poprzednim poście, który możecie przeczytać TUTAJ zajęliśmy się nieco łagodniejszymi sosami. Teraz czas na coś bardziej hardkorowego.

The Raven

Skład: Ocet z cydru, czerwone papryczki, woda, papryka Skorpion (10%), papryka Chipotle, cebula, ziarna gorczycy, czosnek, limonka, sól, kwas cytrynowy.
W RĘCE: Automatyczne skojarzenie z „Krukiem” Edgara Alana Poego jest tutaj jak najbardziej trafne i zamierzone. Na buteleczce (swoją drogą, wszystkie butelki sosów Grim Reaper Foods są dość błyszczące i całkiem nieźle się prezentują. Jeszcze z takim etykietowaniem się nie spotkaliśmy – choć i tak naszym faworytem w kategorii Etykieta jest sos Jak Jekel Jak Frost Winter Cinnamon, jego etykieta jest po prostu piękna!) widnieje dumnie kruk, a pod nim napis „Nevermore”, czyli ewidentnie producent puszcza oczko do miłośników starych horrorów ;) (a może również sugestia, że jedno spróbowanie tego sosu wystarczy nam dokumentnie?) Wróćmy jednak do samego sosu. Połączenie Skorpiona z Chipotle i ziarnami gorczycy ma, według producenta, być wprost stworzone na grilla i do burgerów, steków oraz wszelakiego mięsiwa. Nie jest to klasyczny sos BBQ, raczej ciekawa wariacja. Sprawdźmy.

W GĘBIE: Ten sos pachnie wędzonym mięsem. Coś pomiędzy wędzonym kawałkiem szynki a bekonem (to za sprawą chipotle). Zaraz potem czuć jakąś słodycz, ciężko stwierdzić jakiego pochodzenia, ale bardzo przyjemną. Jest bardzo gęsty i widać w nim ziarna musztardy oraz pływające przyprawy. Smak: na początku jest dość kwaśno, limonkowo, ale sekundę później robi się słodko-dymnie i przyjemnie. To jednak nie koniec – na samym końcu czai się kop ostrości, z bardzo fajnym, chipotlowym wykończeniem. Ostrość jest na poziomie dość intensywnym, nie morderczym, ale przyjemnie palącym. Niekoniecznie dla początkujących, bo ma dość uporczywą moc, to taki sos z opóźnionym zapłonem. Plus za ziarenka musztardy, lubimy jak coś nam chrupie, nadają też fajnego posmaku.
W GŁOWIE: The Raven to całkiem niezła kompozycja. Wyobrażaliśmy sobie sam sos nieco inaczej, w sumie zlikwidowalibyśmy początkową kwasowość, ale nie jest to jakieś rażące. Fajnie, że to sos wielopoziomowy smakowo. Plus za piękny zapach i dymny smak na wykończeniu. Naprawdę nada uroku mięsu i wymyślnym burgerom, choć my lejemy go na nawet najbardziej ordynarne kanapki z szynką. To chyba jeden z naszych ulubionych.

Poziom ostrości:

Ocena ogólna: 

Jekyll or Hyde...You Decide

Skład (sos): Czerwone papryczki, ocet z białego wina, woda, papryka chipotle 5%, golden syrup, czerwona cebula, czosnek, sól, olej, kwas cytrynowy
Skład (Elixer 13): oleożywica z papryki o mocy 500 000 SHU

W RĘCE: Jekyll or Hyde to bardzo dziwny sos. Bo jest to sos, którego ostrość samodzielnie ustalasz. Malutka buteleczka z oleożywicą, która jest dołączona do większego sosu pozwala Ci dodać większego kopa, jeśli masz na to ochotę. Po prostu dozujesz i mieszasz. Elixer 13 można też używać samodzielnie, ale tylko w rozcieńczeniu – żartownisiom kiełkują już w głowie dziwne pomysły z drinkami i herbatką z prądem....(tylko ostrożnie!) Smaku oleożywicy nie będziemy oceniać, weźmy się za sam sos-bazę. Skład ma potencjalnie mało zabójczy, za to ciekawi dodatek golden syrupu – czyli bardzo słodkiego syropu cukrowego o złocistej barwie i karmelowym smaku. Może być to niezła baza do marynaty. Testujmy.
W GĘBIE. Sos – jak wszystkie sosy tej marki – jest bardzo gęsty. Widać pływające w nim kawałeczki papryki. Zapach jest bardzo przyjemnie wędzony, głęboki. W smaku jest niezwykle wędzony, słodkawy z lekko kwaskowatym wykończeniem, po rozgryzieniu ziarenka robi się też dużo bardziej pikantny. Autentycznie czuć w nim wędzoną paprykę. Sam sos też można określić tym słowem: pikantny. Rozgrzewa, ale krzywdy nikomu nie zrobi.... Zrobiliśmy jednak eksperyment i dodaliśmy 3 krople oleożywicy do łyżeczki sosu Jekyll or Hyde. Pachnie zdecydowanie bardziej słodko, tak samo smakuje – pojawiła się w nim pewna słodycz, ale być może nawet nie zdążycie jej poczuć bo ten sos zaczyna BEZLITOŚNIE PALIĆ. Uwaga na kiszki, żołądki i błony śluzowe. Ból jest długi, intensywny i bezlitosny, w końcu to oleożywica.
W GŁOWIE: Puff. Ten sos jest naprawdę potencjalnie niebezpiecznie ostry. Wszystko zależy jak zwykle od dawki, ale polecamy dawkować z umiarem. Fakt, że to może być dobry pomysł przy wzroście tolerancji na ostrość – kiedy czujesz, że przestaje Cię palić, po prostu dozujesz więcej oleożywicy. Proste i genialne. Sam sos jest całkiem niezły smakowo i zagra z każdym czerwonym mięsem oraz jajkami czy pizzą.

Poziom ostrości:  do

Ocena ogólna: 

Sos Evil One

Skład: czerwona papryka, ocet z cydru, papryka Scotch Bonnet (15,5%), cebula, pomarańcza, cytryna, papryka Naga Jolokia (3%), marchewka, cukier, czosnek, oleożywica z papryki, sól morska
W RĘCE: Evil One to najbardziej nagradzany sos od Grim Reaper i chyba w sumie ich flagowy produkt. Dodajmy, że praktycznie najostrzejszy (nie licząc ekstraktów, których zdecydowanie nie będziemy tutaj testować, gdyż mogłoby się to źle skończyć). Evil One to sos oparty na papryce Scotch Bonnet – z niewielką nutką Jolokii. Nie brzmi tak ostro, prawda? I pewnie taki piekielny by nie był, gdyby nie dodatek oleożywicy z papryki. Zapewnia ona niezapomniane wrażenia smakowe, Ciekawi dodatek pomarańczy i baza z czerwonej papryki. Może być intensywnie.
W GĘBIE: Sos pachnie bardzo paprykowo, z lekką nutką octu z cydru i jakiejś nieodgadnionej słodkości, lekko cytrusowej (pomarańcza?). Jest gęsty, intensywnie czerwony i jak wszystkie sosy od Grim Reaper Foods – nie posiada dozownika (głównie przez drobinki papryki). Jemy. Na początku uderza delikatna słodycz, nie cukrowa, ale właśnie paprykowo-owocowa, przyjemna. Trwa ona jednak tylko sekundę lub dwie, gdyż zaraz dopada nas MOC. I właśnie MOC w tym sosie jest zdecydowanie silna – pierwsze uderzenie jest piorunujące i wszechogarniające, ale później ustępuje długotrwałemu i przyjemnemu paleniu. Jak dla Nas w sosie tym zadziwiająco wyraźnie czuć Nagą Jolokię – i jej specyficzny, metaliczny posmak. Plus za obecność drobinek papryki, choć lepiej uważajcie przy rozgryzaniu tychże ;)
W GŁOWIE: Evil One to nie tylko nazwa – to idealny opis tego sosu. Niby przyjemnie kusi składem, ale jest bezlitosny, jeśli chodzi o palenie – istny sos Samo Zło ;) Nie polecamy początkującym, ale zaawansowani zjadacze ostrości na pewno go polubią i docenią. Sama kompozycja jest naprawdę przyjemna, ale sos jest z gatunku „po kropelce”. Producent nie określa poziomu SHU dla swoich sosów, ale tego przyjemniaczka trzeba ustawić na wysokiej półce..

Poziom ostrości: 

Ocena ogólna: 


Sos Evil Twin


Skład: zielona papryka, ocet z cydru, papryka Scotch Bonnet (15,5%), cebula, jabłko, limonka, papryka Naga Jolokia (3%), marchewka, czosnek, oleożywica z papryki, sól morska
W RĘCE: Evil Twin to zły brat bliźniak sosu Evil One. Oparty na zielonej papryce i takich samych składnikach, jeśli chodzi o paprykę – Scotch Bonnet + Jolokia + oleożywica z papryki. Nowością tutaj jest jabłko i limonka. Moc powinna być podobna, więc czy jest sens tworzyć coś takiego? Zaraz spróbujemy.
W GĘBIE: Evil Twin ma zdecydowanie jaśniejszy kolor od Evil One. To pewnie dlatego, że jego bazą jest delikatniejsza zielona papryka – i fakt, kolorystyka również to sugeruje. Pachnie przyjemnie, soczyście paprykowo ze słodką, jabłkową nutą. Jest zdecydowanie mniej cytrusowy, bardziej owocowo-jabłkowy. Przez ten fakt pieczenie nabiera trochę innego charakteru i bardziej słodkawego posmaku. Niektórzy twierdzą, że sos ten jest również pozbawiony pewnej goryczki (prawdopodobnie pochodzącej z cytryny i pomarańczy). Moc w tym bracie bliźniaku jest równie silna, co w Evil One. Uporczywa, głęboka i długotrwała. Bardzo przyjemny sos, nie różni się drastycznie od Evil One, ale jest jego ciekawą wariacją. W końcu, to edycja limitowana.


Poziom ostrości:

Ocena ogólna: 

Słodki bonus numer dwa:

Czekolada gorzka Grim Reaper Black Widow z olejem cytrynowym i geranium


Skład: gorzka czekolada (masa kakaowa 70%, cukier, masło kakaowe, emulgator – lecytyna sojowa, naturalna wanilia), olejek eteryczny z geranium, olejek eteryczny z cytryny, papryka Naga Jolokia w proszku (0,1%).
W RĘCE: Gorzka czekolada zawsze wywołuje w nas jakieś eleganckie skojarzenia. Tak też jest i tym razem – Czarna Wdowa sprawia wrażenie słodyczy dla koneserów. Bardzo wysoka zawartość masy kakaowej (70%) stawia ją raczej w kategorii słodyczy dla ludzi, którzy uwielbiają smak gorzkiego kakao. Akurat do takich należymy, więc degustacja powinna być przyjemnością. Swoją drogą, dalej prostota składu zachwyca.
W GĘBIE: Czarna Wdowa faktycznie jest praktycznie czarna. Ma bardzo intensywny aromat cytrynowy – z ciekawą nutą, to pewnie geranium. Swoją drogą, zastanawialiśmy się, co to takiego, to geranium. Okazuje się, że jest to... roślina z tej samej rodziny, co pelargonia. Niezrażeni tym faktem, konsumujemy – czekolada ma bardzo intensywny, cytrusowo-kwiatowy smak. Nie jest ultra gorzka, niczego nie wykręca, ale zdecydowanie jest to rzecz dla fanów kakao. Naga Jolokia jak zwykle pracuje na samym finiszu, pozostawiając miłe, rozkoszne ciepło na języku. To nie jest słodycz, która zabija lub jest zdominowana przez ostrość, ale posiada naprawdę fajny posmak.

W GŁOWIE: Bardzo dobry produkt, w sumie jak wszystkie słodycze od Grim Reaper. Bardzo dobra jakościowo, porządnie skonstruowana. Black Widow jest idealna dla osób, które lubią cytrusowe klimaty, bo ten aromat jest bardzo wyraźny. Ostrzegamy, tabliczka znika w zastraszającym tempie (dobrze, że nie mamy żadnych postanowień noworocznych!)
Ocena ogólna: 

Czekolada biała Grim Reaper Purgatory z ziarnami kakao, olejem z bergamotki i korzennymi przyprawami


Skład: biała czekolada: cukier, masło kakaowe, pełne mleko w proszku, masa kakaowa (28%), emulgator – lecytyna sojowa, naturalna wanilia, kawałki kakao, olej z bergamotki, przyprawy korzenne, papryka Naga Jolokia (0,3%).
W RĘCE: Czekolada ma barwę kości słoniowej, widać gołym okiem drobinki kakao. Po zetknięciu się z mleczną czekoladą tej marki jesteśmy przygotowani na coś naprawdę fantastycznego. Duży plus za bardzo ładny skład, bez zbędnych pozycji – zapowiada się niezła jakość, choć biała to nie jest nasz konik.
W GĘBIE: Wow. Ta czekolada jest naprawdę intensywna. Ziarna kakao nie są szalenie wyczuwalne w konsystencji, ale olej z bergamotki i korzenne przyprawy... mistrzostwo świata. Bardzo wyrazista, bardzo aromatyczna. Fajne w czekoladach Grim Reaper jest to, że są wyważone. Słodycz jest na odpowiednim poziomie, aromat jest bardzo wyraźny – a pieczenie przyjemne i naprawdę dobrze komponujące się z całością. Jolokia naprawdę podkreśla smak pozostałych składników.

W GŁOWIE: Będąc zupełnie szczerymi, nie jesteśmy wielkimi fanami białej czekolady, bo to przecież w sumie nie czekolada ;) Ale! Grim Reaper Purgatory jest naszą ulubienicą z całej trójki czekolad od tej marki. Intensywna, perfekcyjnie przyprawiona i naprawdę uzależniająca.
Ocena ogólna: 



Podsumowując naszą przygodę z produktami brytyjskiej marki Grim Reaper Foods – musimy rzec, że jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni. Prowadzenie sklepu swoją drogą, ale naprawdę kochamy dobrze zrobione sosy. To dzięki nim jedzenie zyskuje zupełnie inny wymiar. Produktom Russela Williamsa nie możemy zarzucić nic, oprócz tego, że mają dziwną właściwość zbyt szybkiego kończenia się :) Może być w tym jednak nieco naszej winy... A tak zupełnie serio: polecamy. Dobre, proste, naturalne składy, ciekawe kompozycje i mroczny design – to coś, co Ostrożercy lubią najbardziej!

Jeśli nabraliście ochoty na wypróbowanie produktów Grim Reaper Foods - zapraszamy tutaj:


poniedziałek, 21 listopada 2016

Zaraza, Wysłannik Piekieł, Goblin-Żółtodziób...Czyli pierwsze danse macabre z marką Grim Reaper Foods!



Trochę to trwało, zanim zabraliśmy się za kolejny wpis na blogu Ostrożercy. Tak to bywa przy wielkich zmianach życiowych. No i oczywiście – rozwojowi sklepu Będzie Piekło.

Jak wiecie, lub nie, wprowadziliśmy do sklepu nową linię produktów – ostrości od Grim Reaper Foods. Od jakiegoś czasu ostrzyliśmy sobie na nich ząbki z paru powodów: dużo nagród, dobre składy, fajne etykiety produktów... W sumie cała marka została dość ciekawie pomyślana – osadzona w mrocznych i lekko niepokojących klimatach rodem z horrorów. Nam to bardzo pasuje do ostrych sosów, ale nie zamierzamy ich wychwalać i reklamować pod niebiosa, bo każdy ma prawo wyrobić sobie własne zdanie, ale od pierwszego kontaktu zostaliśmy urzeczeni. 
Nie wspominając o tym, że w pierwszej paczce czekała na Nas niespodzianka: Russel z Grim Reaper Foods sprezentował Nam wszystkie swoje sosy oraz komplet czekolad – i to z Nagą Jolką! ;). Właśnie tym chcielibyśmy się 'wirtualnie' podzielić (z chęcią każdego Ostrożercę byśmy uczęstowali, ale obawiamy się, że zapasy kończą się w szalonym tempie... :))


Mamy dla Was Test Sosów Grim Reaper Foods! Jest ich naprawdę dużo, więc stwierdziliśmy, że podzielimy nasze testy na dwie części. Każda będzie miała też słodki bonus! :)
P.S. Nie wszystkie sosy z recenzowanych tutaj zostały wprowadzone do Naszej oferty – niektóre pewnie pojawią się w przyszłości, natomiast inne nie przypadły Nam do gustu aż tak bardzo ;)

Zacznijmy od – naszym zdaniem – najbardziej łagodnej pozycji.

Rookie Goblin – Hot Chilli Sauce

Skład: ocet z cydru, papryka Jalapeno (22%), pomarańcza, limonka, cukier, szczypiorek, imbir, czosnek, kolendra, szpinak, sól morska, olej.
W RĘCE. No dobra. To pierwszy sos z Jalapeno, który nie ma żadnego sztucznego barwnika dodającego mu koloru! Hurra! Plus za ładny, ciekawy, naturalny skład. Kolor jest naprawdę intensywnie zielony. Zapach – nie czujemy octu, jest za to mnóstwo ziół – ze...szczypiorkiem na pierwszym miejscu! ;) Sos jest gęsty i ma konsystencję puree.
W GĘBIE. Bardzo dziwny sos, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Czujemy najpierw... cytrynę, potem słodką pomarańczę, następnie paprykę jalapeno i zioła. Kawałki czosnku chrupią nam w zębach, ten sos wygląda i smakuje jak domowy przecier z papryki z ziołami. Bomba! Jeśli chodzi o poziom ostrości, to jest minimalny – raczej dla początkujących.
W GŁOWIE. Mega ogromny plus za naturalność i bardzo rozbudowany smak. Ten sos jest naprawdę nietuzinkowy. Mógłby jednak być zdecydowanie ostrzejszy – wtedy zużywalibyśmy skrzynkę Rookie Goblin miesięcznie ;)
Poziom ostrości: 

Ocena ogólna:

Alchemy – Sweet Chili Sauce

Skład: cukier, ocet z cydru, papryczka Lemon Drop (14%), koniak (1%)
W RĘCE. To pierwszy w naszej karierze sos z chili Lemon Drop! Alchemy jest gęsty, złocisty, widać pływające w nim ziarenka i spore kawałki papryki. Trochę kojarzy Nam się z konfiturą z pigwy :) Zapach jednak jest bezbłędny: słodki, owocowy, lekko paprykowy. Fajnie, że wszystkie sosy od Grim Reaper mają ocet z cydru – nie dominuje zapachu i pozwala ładnie uwalniać się nutom zapachowym całego dobra zawartego w buteleczce ;)
W GĘBIE. Słodycz. Przez chwilkę powróciły skojarzenia z konfiturą. Ale kiedy rozgryziemy kawałek pływającego w nim chilli, przestaje być tak słodko – jest paprykowo, lekko cytrusowo, aromatycznie, ten koniak nawet gdzieś tam jest wyczuwalny, niekoniecznie alkoholowo. Fajne pieczenie, przyjemne, nikogo nie zabije, ale utrzymuje się długo. Naprawdę ciekawie zrobiony – nie atakuje od razu, daje miejsce żeby się 'poczuć bezpieczenie'.
W GŁOWIE. Ten sos będzie idealny do lodów i słodkich deserów. Rany, polana nim szarlotka z lodami to byłby jakiś kosmos! Jako dodatek do mięsa też się sprawdzi, ale raczej celowalibyśmy w kurczaka i wszelaki drób. Raczej sos do zadań specjalnych niż 'uniwersalny przyprawiacz'.
Poziom ostrości: 


Ocena ogólna: 



Maverick

Skład: papryka Habanero (30%), pomidory śliwkowe, ocet z cydru, szalotka, czosnek, cukier, puree z pomidorów, sól morska, olej.
W RĘCE: Wygląda jak klasyczny sos habanero, choć skład – nie powiemy, ciekawy. Dalej ocet cydrowy, więc w zapachu kręci habanero – baaaardzo wyraźnie. Czuć też czosnek. Ogólnie sos bardzo gęsty, o lekko pomarańczowym kolorze. Ślinianki działają.
W GĘBIE. O rany, bardzo mocno skoczyliśmy z poziomem ostrości. Maverick już zdecydowanie nie pieści się z naszymi gardłami. Mocne, konkretne uderzenie papryki, mało słony, baaardzo paprykowy i naprawdę mocny! To już opcja dla zaawansowanych Ostrożerców. Nie jest przesadnie kwaśny ani za słony, fajnie wykończony pomidorowym smakiem i czosnkiem. Pali długotrwale.
W GŁOWIE. To NAPRAWDĘ dobry sos z habanero. Odpowiednio mocno palący, ale w sumie jesteśmy zaskoczeni, że daje takiego kopa – jak na 30% papryki jest naprawdę OSTRY! Mocna pozycja, z charakterkiem.
Poziom ostrości:  

Ocena ogólna:  


Słodki bonus: 

Pestilence, sweet chili syrup.


Skład: Cukier, ocet destylowany (z jęczmienia), rum kokosowy (10%), ekstrakt z papryki (<1%)
W RĘCE: Pierwszy w naszym życiu syrop z chili. Spory dodatek rumu kokosowego zachęca, nie powiemy... Jest zupełnie przeźroczysty i gęsty, jak to syrop. Obrazek końskiej głowy z dymiącymi nozdrzami jest co najmniej intrygujący – w ogóle, rzeczy od Grim Reaper mają bardzo ciekawe etykiety, dość proste, ale oryginalne i zdecydowanie w klimacie Ponurego Żniwiarza (nie wspominając już nawet o nazwach...).Zapach również jest dość nietypowy, bo pachnie...octem i kokosem. Totalnie dziwnie, ale nie tak odpychająco, jak mogłoby się wydawać na samą myśl o tym połączeniu. Sprawdźmy to!
W GĘBIE: Słodko, kokosowo (puff – octu nie czuć!).... i kurczątko, PALI! Oczywiście nie tak, jakby to robił ostry sos, ale pieczenie jest baaaardzo wyraziste, intensywne i przyjemne, kiedy tylko mija pierwszy szok ;) Nie trwa jednak bardzo długo, nikogo raczej nie zabije (choć podejrzewamy, że może być idealny do głupich dowcipów z kawą w pracy....)
W GŁOWIE: Pestilence przyda się wszystkim fanom słodkich deserów. Lody z kopem ostrości? Czemu nie. Kawa z „prądem”? Byłby idealny. Efekt rozgrzewający nie jest uporczywy, ale w sumie w sam raz na zimę. Ciekawostka na plus.
Poziom ostrości: 
Ocena ogólna: 


Czekolada mleczna Hell Raiser z papryką Ghost, Słodką pomarańczą, cynamonem i olejem goździkowym


Skład: Czekolada mleczna (cukier, masło kakaowe, pełne mleko w proszku, masa kakaowa 33,6%, emulgator – lecytyna sojowa, naturalna wanilia), olejki eteryczne ze słodkiej pomarańczy, cynamon, olejki eteryczne z goździków, papryka Ghost w proszku (0,1%).
W RĘCE: Parę czekolad z chili w swoim życiu skonsumowaliśmy, ale rzadko kiedy były one z papryką Ghost, czyli Nagą Jolokią. 0,1% tejże nikogo nie zabije, ale możemy być pewni, że cośtam poczujemy. Skupmy się na smaku, bo zapowiada się ciekawie i dość zimowo – pomarańcza, cynamon, goździki... (zapachniało grzańcem, prawda?)
W GĘBIE: Czekolada pachnie dość neutralnie – jak czekolada mleczna, choć wyczuwamy lekki aromat goździków. Smak jest bardzo wyrazisty, czekolada jest słodka – ale nie przesłodzona. Goździki i pomarańcza obecne, cynamon też gdzieś tam się pałęta. Na samym końcu czujemy jak Naga Jolka dźga nas w podniebienie, ale jest to wszech miar akceptowalne i przyjemne, lekko rozgrzewające uczucie.
W GŁOWIE: Fajna rzecz. Zwłaszcza dla fanów słodyczy (my akurat nimi nie jesteśmy, ale taką czekoladę moglibyśmy zajadać od czasu do czasu) Duży plus za wielowymiarowość smaku i za ugryzienie ostrości na końcu, nie powalające od razu z nóg. Choć zdecydowanie nie polecamy tej czekolady dzieciom – chyba, że w ramach lekko sadystycznej kary... (a tak serio, to nie dawajcie jej dzieciakom).

To już koniec pierwszej części naszego spotkania z produktami od Grim Reaper Foods. Druga część pisze się intensywnie – i obiecujemy w niej dużo mocnych wrażeń! :)



Niektóre produkty Grim Reaper Foods możecie nabyć tutaj: BĘDZIE PIEKŁO

sobota, 11 czerwca 2016

Sos z żądłem. Bee Sting Honey n' Habanero

Dziś, moi drodzy, Wam posłodzimy. Nie, nie będziemy Was raczyć słodkimi słówkami, tylko pewnym ostrym sosem z pszczołą. Bee Sting Honey n' Habanero jest sosem wyprodukowanym przez Half Moon Bay Trading, a więc panów od Melindy i Iguany. Ich sosy to samo dobro, jeśli chodzi o jakość, więc i w tym przypadku spodziewamy się miłych wrażeń (z żądłem, oczywiście).

W RĘCE

Sosy Bee Sting (a jest ich w sumie cztery) wyróżniają się tym, że sporą część ich składów zajmuje... miód. Miód, ewentualnie jakieś owoce i papryka. To wbrew pozorom naprawdę niesamowite połączenie, które wzajemnie fantastycznie się podkręca. Ale skończmy te peony na cześć i zajmijmy się tym, co ważne. Czyli składem. Opiewa on następująco: syrop kukurydziany (słodko! I na 'hamerykańską' modę!), woda, miód (21%), marchewka, ocet, cukier trzcinowy, modyfikowana skrobia kukurydziana, papryka habanero (2,7%), cebula, sok cytrynowy, pieprz cayenne, sól, czosnek, czarny pieprz, kwas askorbinowy i benzoesan sodu. Wygląda to naprawdę słodziutko i niezbyt ostro, ale widzimy tutaj potencjalnie fajne połączenie: miód + habanero + czosnek. Sprawdźmy zatem nasze domysły organoleptycznie!

W GĘBIE

Ten sos jest nieprzyzwoicie wręcz gęsty. Nie potrzebuje dozownika – i dobrze, że go nie ma, bo chyba pół dnia wytrząsalibyśmy cokolwiek z butelki. Ciężko się go wylewa, ma konsystencję miodu właśnie, jest lekko przeźroczysty, ale pływają w nim drobinki papryki i przypraw. Pachnie dziwnie: połączenie octu, miodu i papryki, ale to dość przyjemny i nienachalny zapach. Może być miodnie! Cośtam udało Nam się wytrząsnąć na łyżeczkę – jedzmy zatem!
Na początku sekunda słodyczy z lekkim, czosnkowym posmakiem – a potem miłe, wyraziste ukłucie habanero i pieprzu cayenne. Bardzo przyjemnie, lekko, ale zdecydowanie to nie jest sam miodek. Papryka jest tutaj obecna - ta pszczółka pokazała żądło. Przez słodycz przebija się też niewielka kwaskowatość, generalnie jednak sos Bee Sting Honey n' Habanero ma wydźwięk słodko-pieprzny. Pieczenie jest na poziomie umiarkowanym w kierunku niewielkiego (co dziwne przy tak nikłym % papryki, jak dla nas nie powinno być jej czuć!), długotrwałe i bardzo przyjemne.

W GŁOWIE

Bee Sting Honey n' Habanero to sos, który ma w sobie potencjał. Miód, papryka i warzywa to bardzo ciekawe i inspirujące połączenie, choć zdecydowanie nie do wszystkiego. Do kanapek czy jako dip Wam się nie przyda, ale my mamy z nim już jednak nieliche fantazje: jako glazura do pieczonego kurczaka albo indyka... solidny dodatek do warzywnych szaszłyków czy podstawa sosu do sałatki z oliwkami i serem feta. Naturalnie, fajnie będzie pasował do dań kuchni azjatyckiej, wszelakich słodkich curry (z rodzynkami!) tofu, krewetek czy też nawet... steków. Fajny sosik, ta kompozycja zdecydowanie wywalczyła sobie u nas plusa, choć jesteśmy fanami intensywnie paprykowych sosów. Z resztą, eksperymenty to podstawa w kuchni każdego Ostrożercy :) W kwestii ostrości jesteśmy całkiem zadowoleni wbrew pozorom – zbyt duży dodatek papryki i zwiększona moc mogłoby zabić ten ciekawy, miodowy posmak.

Jak tylko się uda, z wielką chęcią sprowadzimy go do naszego sklepu BĘDZIE PIEKŁO :)

Ocena ogólna:
Smak:

Ostrość:



środa, 2 marca 2016

Cztery razy OSTRO. Encona West Indian EXTRA HOT!

ENCONA WEST INDIAN EXTRA HOT To kolejny sos angielskiej marki Encona, którą zresztą bardzo sobie cenimy. To dla Nas, Ostrożerców, synonim prostoty i dobrego smaku – nie będziemy owijać w bawełnę, lubimy je. Bo też większość sosów Encony nie leci w kulki. Brytole całkiem nieźle radzą sobie z ostrymi sosami, pewnie z racji bogatej, kolonialnej przeszłości. Nie ukrywamy, że chcielibyśmy podobnej świadomości, chęci i zapału u naszych polskich producentów (a jedyne co nam się dostaje to marnej jakości ketchupy z Jalapeno lub 'jakimś chili' w ilości 0,04% znakowane jako UWAGA, OSTRE! Nasz histeryczny śmiech momentami przechodzi w płacz...), ale to być może zwyczajnie kwestia czasu.

Swoją drogą, TUTAJ możecie przeczytać naszą recenzję ENCONY WEST INDIAN

Koniec smutów o mało ostrej polskiej rzeczywistości, dziś bierzemy na warsztat Enconę West Indian EXTRA HOT, podrasowaną wersję klasyki i podobno największego badassa całej serii (która, swoją droga, liczy sobie 13 różnorodnych pozycji, mniam). Powinno być gorąco i ostro.
Zatem do roboty, nie dajmy jej wystygnąć!


W RĘCE


Lubimy buteleczki Encony. Są całkiem eleganckie, choć sama etykieta nieszczególnie nas powala. Ot, sos, na którym napisano, że jest HOT. Najważniejsze jest wnętrze. Skład Encony Extra Hot potencjalnie oferuje nam cierpienie (w niedalekiej przyszłości). Opiewa on tak: przecier z ostrej papryki (papryka Red Scotch Bonnet, papryka Yellow Scotch Bonnet, papryka Jolokia, sól, kwas octowy) (55%), woda, cebula w proszku, papryka Bird's Eye, czosnek w proszku, gorczyca w proszku, modyfikowana skrobia kukurydzana, stabilizator: guma ksantanowa, konserwant: sorbinian potasu.
O rany, wygląda poważnie, zwłaszcza ta Jolka (Naga Jolokia, trzecia najostrzejsza papryka na świecie, ku przypomnieniu niewinnym w tej materii czytelnikom). Ogólnie sporo papryki – aż cztery rodzaje. Potencjalnie może boleć, choć sam Scotch Bonnet jest papryką na poziomie ostrości Habanero (nic jej nie ujmując, to nie jest rzecz dla dzieci – ale my jesteśmy już nieco spaczeni).
Sos jest bardzo gęsty i ma niejednolitą konsystencję ze sporymi kawałkami papryki i nasionkami. To usprawiedliwia brak dozownika. To raczej produkt, którym można coś polewać, niż odmierzać go po homeopatycznej kropelce.


W GĘBIE

Sos Encona Extra Hot pachnie nieco octowo, bardzo paprykowo. Czujemy też czosnek i gorczycę, całkiem miło. W smaku pierwsze nuty gra słoność, trochę octu i KA BOOM, pali. Ten sos zdecydowanie ma w sobie Nagą Jolokię – metaliczny, specyficzny dla tej piekielnej papryki posmak nas o tym przekonuje. Nie utrzymuje się zbyt długo, zaraz na jego miejsce wskakuje Scotch Bonnet, który aromatycznie kontynuuje dzieło zniszczenia jeszcze przez jakiś czas. Przy większej ilości można się nieco spocić, nie ukrywajmy (nie polecamy na pusty żołądek, boli). Dużo kawałków papryki, można sobie 'pochrupać', choć to tylko wzmaga doznania bólowe. Pieczenie utrzymuje się dość długo na przyjemnym poziomie, choć po większej ilości na raz nieco drętwieje język. Sam poziom ostrości Encony Extra Hot oceniamy na jakieś 10 000 – 13 000 SHU (producent nie zapewnił nam takiej informacji, więc strzelamy 'na język'), czyli całkiem nieźle, jak na sos – powiedzmy – stołowy, którego używa się dużo i często (przypomnijmy, klasyczne Tabasco ma 2 500 SHU).


W GŁOWIE

Sos Encona Extra Hot
to godny i dumny reprezentant marki. To przede wszystkim porządnie skonstruowana kompozycja. Duży plus za porządną ilość papryki w składzie, choć nie za bardzo wiemy, po co tam relatywnie łagodne Bird's Eye, skoro Naga Jolokia i dwa rodzaje Scotch Bonnet całkiem nieźle kopią. Może jako przyprawa.

  Podsumowując – bardzo fajny, prosty w smaku i składzie ostry sos na co dzień. Ma palić – i pali. Przy tym po prostu czuć w nim paprykę, a nie kapsaicynę. To sekret tego sosu. Papryka tutaj pracuje. Napis 'Extra Hot' to nie kłamstwo, przynajmniej w porównaniu do innych sosów Encony. Przy tym Encona Extra Hot jest naprawdę miła w smaku i uniwersalna. Nie zdominuje żadnego dania, raczej je podkręci jeśli chodzi o ostrość.


Gdzie kupić? Oczywiście na BĘDZIE PIEKŁO!



Ocena ogólna:
Smak:

Ostrość


sobota, 6 lutego 2016

Totalnie popieprzony. Sos Gringo Bandito Original Red.


Dziś przed Ostrożercami kolejna, druga już odsłona sosu Gringo Bandito – osobistej marki wokalisty zespołu The Offspring, Dextera Hollanda. Tym razem w łapkach mamy wariant „Original Red”. Tutaj możecie przeczytać o naszym pierwszym spotkaniu – z Gringo Bandito Green. Tym razem już nieco bardziej wiemy czego się spodziewać – zdecydowanie nie będzie to kolejny wabik na kasę dla fanów dokonań muzycznych pana Hollanda. Czy jednak i tym razem kompozycja jest tak dopracowana i ciekawa jak wersja zielona? 
Niczego nie puszczamy na wiarę. Sprawdziliśmy na sobie - jak zwykle.

W RĘCE

Sos jest mocno płynny, dozownik obecny (przy takiej konsystencji to standard – i konieczność!)
Skład wygląda prosto i przyjemnie:


Czerwona japońska papryka chili? No, no, a to ciekawostka. Orientalnie. Ciekawe, jak to wpłynie na smak. Konsystencja dość gładka, widoczne drobinki przypraw. Zapach delikatnie octowy, czuć w nim coś łagodnego, być może to papryka – w każdym razie nie daje Nam po nosie, można się wwąchać bez obawy o zawroty głowy. Podejrzewamy, że podobnie jak poprzednik – Gringo Bandito Green – ten ostry sos ma w sobie niewiele octowości. Dobrze, to miła odmiana od większości sosów dostępnych na rynku – nie lubimy nudy. Degustujmy.




W GĘBIE

Małe ukłucie octu, które zaraz znika – pojawia się ostra, paląca paprykowość – ale na przyjemnym, mocno wysmakowanym poziomie. Czujemy nutę pieprzu. Pali dość długo, ale niezbyt mocno - mniej jednak niż wersja zielona - i bez opóźnionego zapłonu. Przy większej ilości naraz zdarza się zakasłać albo uronić łezkę wzruszenia. Na końcu zostaje fajny, słodkawy posmak papryki i pewna pieprzność (czyżby japońskie chili?) Znów niewielki poziom octowości, to chyba właściwość sosów spod znaku Gringo Bandito. Dzięki zawartości papryki jalapeno jest bardziej kwaskowaty i ciekawszy w smaku, niż gdyby potraktowano nas tylko habanero ( no ileż można?).

W GŁOWIE


Hm, według Ostrożerców jest to mocno uniwersalny sos z całkiem fajnym posmakiem i ciekawym składem. Gdybyśmy mieli użyć jednego słowa do posumowania Gringo Bandito Original Red: jest pieprzny. To jego najbardziej wyrazista cecha. Nie zdominuje smaku żadnej potrawy, ale jest nieco mniej pikantny niż wersja zielona. Fajnie wkomponuje się we wszystko co mięsne, my zdecydowanie widzimy go w marynacie np. dla żeberek czy karkówki. 
Tak naprawdę przyda się wszędzie, gdzie tylko zamarzy Wam się nieco... popieprzyć.


Ocena ogólna:

Ostrość:

Smak:


Więcej o sosach Gringo Bandito dowiecie się tutaj -> KLIK