Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kapsaicyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kapsaicyna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 stycznia 2016

Najostrzejsze sosy świata. 22 stycznia - Światowy Dzień Ostrych Sosów!


Tak, to dziś – 22 stycznia, święto wszystkich Ostrożerców! Nie wiecie o co chodzi? Powiemy Wam. To właśnie dziś przypada ŚWIATOWY DZIEŃ OSTRYCH SOSÓW. Super sprawa, prawda?

 

Dla Nas to trochę dzień jak co dzień, choć być może dziś na naszym talerzu wyląduje coś super ostrego – na specjalne okazje :)

Ostry sos ostremu sosowi nierówny. Na pewno macie (albo intensywnie szukacie) swoich ulubieńców, ale czy wiecie, że istnieją sosy, o których na samą myśl poci Nam się mózg? 
Zazwyczaj są to edycje mocno limitowane i tzw. 'kolekcjonerskie' – oznacza to, że nie są przeznaczone do SPOŻYCIA (przynajmniej nie dla śmiertelników). Spora część z tych sosów w dużych ilościach mogłaby zwyczajnie Was ZABIĆ (zawał serca na miejscu, mózg ugotowany)
Niektóre z nich ciężko nawet nazwać 'sosami'. Co to za mikstury? 
Zaraz się dowiecie. 
Oto
NAJOSTRZEJSZE SOSY ŚWIATA!

(bardzo chcielibyśmy zrobić ranking, ale jest to niestety niemożliwe. Doszukujemy się skrajnie sprzecznych danych o wartościach SHU poszczególnych sosów – czasem są to wahania rzędu 300 000 – 1 000 0000 SHU...Będzie więc wedle naszego własnego widzi-mi-się. Wybraliśmy najciekawsze - i te najmniej znane!) 


Satan's Blood




MOC: 800 000 SHU

Wypuszczony na rynek w ciemnym i zimnym październiku 2000 roku - i to w piątek trzynastego podczas pełni księżyca.... Trzeba przyznać, ten sos ma pewien uroczy klimat. Zwłaszcza, że producent przekonuje iż „Przerazi Cię na śmierć!”. Idealny dla czarownic i magów, idziemy o zakład że może być przydatnym składnikiem morderczych eliksirów i całkiem niezłym narzędziem przyzywającym demony. Malutka buteleczka sugeruje, że nie trzeba go używać w dużych ilościach. Przy grzaniu na poziomie 800 000 SHU wydaje się nam to całkiem sensowne (przypomnijmy iż klasyczny sos Tabasco ma 2 500 SHU). Ciekawe, jak bardzo boli w drugą stronę....

Frostbite Hot Sauce


MOC: ok. 500 000 – 1 000 000 SHU

Zdradliwy skurczybyk – ten sos jest zupełnie przeźroczysty. W sumie, składa się z octu, cukru, soli i uwodnionej kapsaicyny. Producent zachwala, że z powodzeniem można dodawać go do kawy, czekolady czy alkoholu - „aby dać im lekkiego kopa”. Nie jesteśmy pewni, czy chcielibyśmy AŻ TAK gorący napój, ale brzmi zachęcająco. Nie ma żadnego paprykowego smaku, to po prostu ostrość w płynie. Ot, ciekawostka, choć od razu przychodzi nam na myśl parę osób, którym chętnie wlalibyśmy go do drinka... A potem patrzyli... ;)

Da' Bomb The Final Answer


MOC: 1 500 000 SHU

Prawdziwa bomba atomowa. „Nie jeść prosto ze słoika!” - desperacko krzyczy napis na opakowaniu. Wierzymy na słowo. Ten produkt nadaje się WYŁĄCZNIE do rozcieńczania. Kompozycja smakowa jest dość ciekawa, bo oprócz habanero, ekstraktu z papryki i przypraw – zawiera również nektar morelowy i aromat musztardowy. Dla skręcających się z bólu jelit nie ma to wielkiego znaczenia...


CaJohns Get Bitten Black Mamba 6 Hot Sauce

MOC: ok. 2 000 000 – 4 000 000 SHU (? - niepotwierdzone)

Podejrzewamy, że ugryzienie przez Czarną Mambę boli nieco mniej niż spożycie tego sosu. Skład jest prosty: czekoladowe habanero, ocet.... i 6-cio milionowy ekstrakt kapsaicyny. Zapewne sam zapach sprawia, że ludzie mdleją. Producent pisze: „Rolą tego sosu jest nieść ból i zniszczenie wraz z niekończącą się dawką zatrutego ognia!”. Grunt to poczucie misji u producenta.



Magma Hot Sauce


MOC: ok. 1 000 000 SHU

Pamiętacie lampy z 'magmą'? Ten sos tak właśnie wygląda. Aczkolwiek w tym wypadku 'magma' jest plamą z oleożywicy papryki, praktycznie czystą kapsaicyną, która leniwie pływa sobie w occie – dopóki nią nie potrząśniesz. Wtedy staje się zabójczą bronią o mocy około miliona Scovilli. Producent wypuścił też mocno limitowaną (129 butelek) wersję Magma 4 w której radośnie pływa ekstrakt kapsaicyny o wartości 4 milionów SHU. Pychotka.

Ashley Food Company Inc.,1 Milion Scoville Pepper Extract.


Moc: 1 000 000 SHU (potwierdzona certyfikatem)

A więc, chciałbyś być milionerem? Przemyśl to jeszcze raz...
Na buteleczce widnieje zachęcający napis: „HEAT LEVEL EXTREME - WARNING - DO NOT CONSUME DIRECTLY - FOOD ADDITIVE ONLY”, co w sumie jest całkiem uzasadnione, ponieważ ten sos ma potwierdzoną certyfikatem moc 1 000 000 SHU. Za jedyne $185 dolarów możecie stać się posiadaczami tego cuda, który nie tylko zadba o eksplozję Waszego żołądka i mózgu, ale również skutecznie odstraszy wszystkie zwierzęta, które będą chciały się dobrać do Waszego ogródka (zastosowanie podobno wielokrotnie testowane w amerykańskich programach ogrodniczych).


A teraz coś z kategorii ekstraktów – nie kwalifikują się one jako sosy, ponieważ nie powinno się ich konsumować (a kupujący przed nabyciem musi podpisać specjalne oświadczenie, że jest świadomy ich szkodliwości i bierze na siebie całą odpowiedzialność związaną z nieprawidłowym użyciem produktu. W tym wypadku oznacza to...zjedzenie go!)


Garden Resources Inc., Blair's 16 Milion Reserve

Moc: 16 000 000 SHU


Kiedy wyszedł sos Blair's 6 AM, jego twórcy zarzekali się, że ostrzej się nie da (ten zawodnik osiągał od 10 300 000 - 16 000 0000 SHU). Kłamali. Da się. Na świecie jest tylko 999 sztuk tego ekstraktu z piekła rodem. Każdy z nich jest dokładnie numerowany – edycja kolekcjonerska, obecnie nie do kupienia. Nie jest to produkt przeznaczony do spożycia przez ludzi. Ma stać na półeczce i zachwycać gości. W sumie, nie jesteśmy pewni czy CHCIELIBYŚMY go spróbować. Chyba że miałaby to być forma wyrafinowanego samobójstwa. Jesteście ciekawi składu? Nie jest długi. To dosłownie czysta kapsaicyna zamknięta w bardzo stylowym opakowaniu. To taka Śmierć przewiązana wstążeczką.  

sobota, 16 stycznia 2016

Czy wiesz, dlaczego OSTRE jedzenie jest dla Ciebie dobre? 16 stycznia - Dzień Pikantnych Potraw!


Hurra! Czy wiecie, jaki dziś dzień? NIE?! 16 stycznia to dzień PIKANTNYCH POTRAW! Niby dla Nas dzień jak co dzień, ale nie mogliśmy przepuścić takiej okazji, żeby nie wyprodukować najlepszego na świecie ostrego meksykańskiego farszu do tortilli - z kurczakiem, czerwoną fasolą i papryką Naga Jolokia. Jak już przestanie Nas boleć tu i ówdzie - z rozkoszą zamieścimy przepis.

A teraz chwila refleksji. Kochamy ostre jedzenie. Jest ważnym składnikiem naszego codziennego życia i dodaje mu smaku. Bez niego egzystencja byłaby smutna i nudna - oraz, oczywiście, nie tak zabawna (zwłaszcza, kiedy obserwuje się kogoś męczącego się ze zbyt ostrym kawałkiem pizzy) My to wiemy. Ale czy Wy wiecie
DLACZEGO OSTRE JEDZENIE JEST DLA WAS DOBRE?




Pomińmy oczywiste oczywistości pt. ponieważ jest OSTRE. Skupmy się na faktach. Naukowych!

FAKT 1. Pomaga uśmierzyć ból.

Ostre jedzenie, które zawiera paprykę lub ostry sos, kryje w sobie sporą dawkę kapsaicyny. Ten cudowny składnik oddziałuje na receptory bólowe w Twoich ustach i wywołuje mniej lub bardziej subtelne uczucie pieczenia. Reakcją Twojego mózgu jest uwalnianie endorfin, zwanych inaczej hormonami szczęścia, które pomagają uśmierzyć ból i zapewniają dobre samopoczucie całemu Twojemu organizmowi. Naukowcy nie są do końca pewni jak to działa, ale cała akcja ma również właściwości przeciwzapalne, no i oczywiście – rozgrzewające. Kapsaicyna od wielu lat z powodzeniem jest stosowana we wszelakich maściach na obolałe stawy, stłuczenia czy nawet bóle zębów! Nie jesteśmy pewni, czy powinniście wcierać Ass Reapera w kolana po ciężkim treningu, ale nie zaszkodzi spróbować :)

FAKT 2. Coś dla panów: ostre jedzenie może uratować waszą prostatę.

Szacuje się, że około 14% mężczyzn będzie miało raka prostaty w którymś momencie swojego życia. Jeśli, drodzy panowie, nie chcecie być częścią tej statystyki – regularnie jedzcie ostro! Kapsaicyna atakuje komórki raka prostaty i hamuje ich namnażanie. Istnieje niewielka ilość testów przeprowadzonych na ludziach, ale pierwsze wyniki badań są obiecujące. Wasze tyłki mogą na parę godzin stanąć w ogniu, ale paradoksalnie właśnie to może je ocalić...

FAKT 3. Ostre jedzenie oczyszcza zatoki.

Wydaje się to zupełnie oczywiste, ale zdziwilibyście się, jak wielu ludzi zapomina o tym prostym fakcie. Dla wszystkich, którzy kiedykolwiek przechodzili przez problemy z zatkanymi zatokami może być to jednak wybawieniem: jadanie ostro może oszczędzić Wam sporej ilości pieniędzy wydawanej na różne spraye i tabletki. Wsypcie porządną dawkę ostrego curry do swojego obiadu a od razu poczujecie ulgę (zaopatrzcie się przy okazji w sporą paczkę chusteczek). A buteleczkę ze sprayem do nosa zastąpcie ostrym sosem. Łatwe, zdrowe i przyjemne!

FAKT 4. Pikantne żarcie trzyma twoje ciśnienie w normie.

Wszyscy wiemy, że wysokie ciśnienie jest jednym ze znaczących czynników mogących przyczynić się do zawału serducha i wylewu. Zamiast jednak słuchać zaleceń typu „jedz mniej golonki! Żadnego boczku!” i „od dziś tylko sałata i koktajle ze szpinaku!” warto dostosować się do jednego: jedz więcej rzeczy z kapsaicyną. Wszystko, co ostre sprawi, że staniesz się spokojniejszym człowiekiem. Zostało udowodnione naukowo iż kapsaicyna obniża ciśnienie krwi poprzez szereg skomplikowanych mechanizmów, których nie podejmujemy się tłumaczyć. Działa i już – miej w żyłach zamiast krwi ostry sos, a twoje tętnice będą zdrowsze i zrelaksowane.

FAKT 5. Sławetne antyutleniacze!

Kapsantyna to związek występujący w czerwonej papryce, dzięki któremu ma ona taki ładny, zachęcający niczego nieświadomych ludzi do spożycia jej. To też jeden z najsilniejszych antyutleniaczy! Udowodniono, że znacząco spowalnia wzrost guzów w niektórych typach nowotworów. Chipotle, czyli wędzone jalapeno, ma za to coś, co jest dobre dla Twoich oczu (choć normalnie nigdy nie zalecalibyśmy łączenia papryki i gałek ocznych!) - luteinę i zeaksantynę, dwa związki, które poprawiają kondycję Twojego wzroku i chronią Cię od zwyrodnienia plamki żółtej i katarakty. Żółte papryczki natomiast są bogate w witaminę C i wykręcającą język wiolaksantynę. Super, nie?


Dobra, wszystko pięknie już wiemy - nic, tylko wcinać. A co Nam się WYDAJE, że wiemy?
Oto garść MITÓW na temat ostrego jedzenia:



MIT 1. Ostre żarcie powoduje wrzody.

Przez szereg lat większość lekarzy twierdziła, że duże spożywanie pikantnych przypraw lub ostrych sosów jest jedną z przyczyn powstawania wrzodów żołądka. Błąd! Jajogłowi odkryli jakiś czas temu, że za te mało przyjemne dolegliwości ze strony układu pokarmowego odpowiada Helicobacter pylori, bakteria surfująca po naszym żołądku. Szach mat, lekarze! Spokojnie możecie wrócić do zajadania cholernie ostrego meksykańskiego burrito :)

MIT 2. Ostre jedzenie może wywołać przedwczesny poród.

Totalna bzdura. Oczywiście, kapsaicyna zawarta w ostrym jedzeniu lub papryce może podrażnić żołądek ciężarnej kobiety, ale w takim samym stopniu jak zrobi to w przypadku żołądka każdego dorosłego człowieka. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, by kiedykolwiek doprowadziła do przedwczesnego porodu lub miała negatywny wpływ na rozwój dziecka!

MIT 3. Pewne grupy etniczne są bardziej odporne na działanie ostrych przypraw.

Od jakiegoś czasu pojawiły się spekulacje, że pewne grupy etniczne rodzą się ze znacząco większą odpornością na kapsaicynę. Nie istnieją jednak żadne wiarygodne badania, które miałyby potwierdzać taką tezę. Jest oczywistością, że niektóre ludy są bardziej związane z ostrą kuchnią (np. mieszkańcy Indii czy Tajlandii), aczkolwiek odporność ich przedstawicieli na niewyobrażalne dla przeciętnego Polaka dawki ostrości można łatwo wytłumaczyć faktem zwiększania się tolerancji, którą przecież ćwiczą od dziecka :) (Czyżby curry z ostrą papryką zamiast kaszki mannej?)

MIT 4. Ostre jedzenie uzależnia.

Znacie to uczucie, prawda? Jeden gryz przyjemnie piekącego przysmaku, potem drugi, trzeci, dziesiąty. Ciężko przestać, choć to czasem trochę boli. Robimy to wciąż i wciąż – jemy ostre jedzenie, polewamy wszystko ostrym sosem, wciągamy nosem paprykę. Czy nie stajemy się z czasem po prostu od niego uzależnieni? Otóż, okazuje się, że niekoniecznie. To, że lubimy schrupać coś, co wykręci nasze kiszki na lewą stronę, nie przekona naszego organizmu, że jest nam to niezbędne do życia. Nie można się od ostrego jedzenia uzależnić w taki sposób jak od kofeiny i nikotyny – nasz organizm nigdy sam z siebie nie będzie domagał się kapsaicyny. (choć dalibyśmy głowę, że czasem nam się nieco bez tego rączki trzęsą!) Jedyną rzeczą, która sprawia, że jesteśmy tak przywiązani do subtelnego uczucia bólu w naszym przełyku jest kwestia wydzielania endorfin przy każdym spożyciu ostrego żarcia. Te spryciary działają przeciwbólowo i poprawiają nasz nastrój. Zatem, samo zdrowie :)

MIT 5. Mężczyźni, którzy jedzą ostro, mają więcej testosteronu.

Na koniec mit, który nie jest do końca mitem. Przeprowadzono badania z których wynika, że mężczyźni lubiący pikantne potrawy i ostre sosy mają wyższy poziom testosteronu niż panowie unikający takich przyjemności. Nie jest to jednak ze sobą powiązane w taki sposób, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Jedzenie dużej ilości ostrego jedzenia nie sprawi, że Twój poziom testosteronu pójdzie w górę. Bardziej chodzi o to, że panowie, którzy już posiadają sporo tego męskiego hormonu bardziej lubują się w ryzykownych aktywnościach, do których można spokojnie zaliczyć konsumpcję znacznych ilości ostrości. Sprytne!

Tak więc, drodzy Ostrożercy - jedzcie wszystko, co pikantne! Wyjdzie Wam to na zdrowie :) 


poniedziałek, 30 listopada 2015

Chillout z Misiem. Czarny Kot prezentuje: Bernard z chili.

Tym razem, Proszę Państwa, bierzemy się za zupełnie nowy dział – OSTRE alkohole. Na pierwszy ogień – Bernard z chili. Przez ostatnie lata browary kraftowe wyrastają jak grzyby po deszczu zasypując rynek nowymi wynalazkami, z coraz to ciekawszymi składnikami :) Czarny Kot z Radomia postanowił zaryzykować z dodaniem chili do swojego piwa (niestety, nie pochwalili się, jakiego konkretnie). Bernardy zawsze znane Nam były jako całkiem niezłe piwa, takoż ochoczo przystąpiliśmy do testów.

W RĘCE

Przyjrzyjmy się składowi. Głośni on tak: Piwo jasne pasteryzowane. Skład: woda, słód jęczmienny, chmiel, wyciąg z papryczki chili. Alkohol 5,5% obj. Możliwy osad naturalnego surowca!
Okej. Wyciąg z papryczki chili? Wygląda niewinnie...ale lampka ostrzegawcza w naszych mózgach rozjarza się lekko. Podejrzanie dużo takich 'wyciągów' niezbyt dobrze działa na ostateczny kształt produktu... Nie sądźmy jednak piwa po etykiecie! (całkiem niezłej zresztą). Empiryzm to jedyna słuszna droga poznania, więc chwyćmy za otwieracz i pokal (full profeska, a jak!).


W GĘBIE

Piana utrzymuje się krótko, nie jest gęsta, typowa dla lagerów i innych lekkich jasnych piw. Kolor słomkowy, jasny, lekko mętny. W zapachu absolutnie nie czuć chili, ale też nie jest to typowy zapach piwa; jest w nim coś delikatnie orientalnego. Przejdźmy do smaku.
Na początku piwo jest zaskakująco zwykłe; lekko słodkawe, mało chmielowe, proste i nieskomplikowane – ot, lekki i przyjemny lager. Potem okazuje się jednak, że producent nie pomylił etykiet i mamy do czynienia z piwem z chili. O bogowie. Pieczenie zaczyna się bez ostrzeżenia i utrzymuje się na umiarkowanym, irytującym poziomie. Niestety, na dłuższą metę jest męczące (choć po jakimś czasie człowiek się przyzwyczaja), bo nie niesie ze sobą większego smaku – w końcu 'wyciąg z papryczki chili', który widnieje w składzie – to prawdopodobnie nic innego, jak kapsaicyna, drodzy Państwo. Zabronione jest dodawanie czystej kapsaicyny do produktów (w obrębie UE), ale można ją przemycić w tymże nieszkodliwym 'opakowaniu'. Nie ma to jednak większego sensu, bo najpierw trzeba by zbudować jakiś smak, który można by nią wzmocnić – tutaj mamy łagodność i prostotę, a to słaba podpora. Zdecydowanie lepiej taki dodatek sprawdziłby się w ciemnym piwie typu porter albo dark ale, bo fajnie mógłby wydobyć ich aromat i skomponować się mocą. Naszym zdaniem jednak lepszy efekt dałoby dodanie do procesu produkcji jakiejś ciekawej papryki, np. tabasco lub pimento :)

W GŁOWIE

Jako piwo dla koneserów gatunków i wszelakiego kraftu jest to produkt zupełnie przeciętny i z czystym sumieniem można go sobie odpuścić. Dla Ostrożerców i wszelakich chiliheadów będzie to po prostu ciekawostka. Można spróbować, ale nie oczekujcie fajerwerków. Sama ostrość to przecież nie wszystko :)


Gdzie kupić: spróbujcie we wszelakich Alkoholach Świata. Ten pochodzi z Chmielaków Krasnostawskich. W zwykłym spożywczaku raczej go nie uświadczycie, ale kto wie (no chyba, że jesteście z Radomia :)).


niedziela, 21 czerwca 2015

Dlaczego to tak piecze? Rzecz o kapsaicynie.

Często na opakowaniach różnych sosów czy papryk można odnaleźć liczbę SHU, czyli jednostek skali Scoville’a. Czym jest to ustrojstwo i o co w tym wszystkim chodzi?
Skala Ostrości Scoville’a, w skrócie SHU, od Scoville Hotness Unit, to skala określająca ostrość danej potrawy – choć najczęściej ma zastosowanie w mierzeniu pikantności wszelakiego rodzaju papryk. Określa ona ilość kapsaicyny w produkcie. Przepraszam, czego? – zapytają laicy. Okej, zacznijmy więc od początku, czyli od tego, komu zawdzięczamy bardziej lub mniej błogie uczucie pieczenia w gębie. Tym małym sadystą jest związek chemiczny zwany właśnie kapsaicyną. Zajadając ze smakiem ostrą paprykę sprawiamy, że zawarta w niej kapsaicyna daje kopa w niewymowne naszym receptorom bólowym, które informują organizm o tym fakcie za pomocą uczucia pieczenia. Przy okazji, żeby nas za bardzo nie bolało, uwalniane są endorfiny – potocznie zwane hormonami szczęścia – tak więc piecze jak sam Szatan, ale uśmiechamy się troszkę przez łzy.
            Jest to w sumie ciekawy i dość wszechstronnie używany związek chemiczny. Jest między innymi składnikiem gazu pieprzowego, karm dla drobiu i tabletek na odchudzanie. Ponadto, w dużych stężeniach jest śmiertelnie groźną trucizną. Ale spokojnie! Według różnych źródeł, dawka kapsaicyny, która może wysłać nas na tamten świat to 56 do 512 mg/kg masy ciała. Jak to interpretować? Wróćmy do Skali Scoville’a. Kiedyś ostrość produktu w tej skali sprawdzano czysto organoleptycznie: delikwent dostawał wodę z cukrem plus ekstrakt z danego rodzaju papryki. Za każdym razem zwiększano rozcieńczenie roztworu a biedaczek próbował i próbował,  kiedy przestanie go ta cholera piec. Kiedy już przestała, na podstawie stopnia rozcieńczenia ustalano wartość w jednostkach SHU. Metoda ta była żmudna, trudna i czasochłonna, więc w ostatnich latach wykombinowano coś innego: obecnie bierze się taką papryczkę pod lupkę i metodami analizy chemicznej sprawdza się, jaki procent jej masy stanowi kapsaicyna i tak oblicza się jej SHU. Czysta kapsaicyna ma około 15 000 000–16 000 000 SHU, co oznacza że jej ekstrakt musi zostać rozcieńczony w stosunku 1:15 000 000, zanim przestanie być odczuwalna dla testującego. Dla ciekawostki dodam, że najostrzejsza papryka (na ten moment, dane z 2012 roku), Carolina Reaper, ma, bagatelka, od 1 569 300 do 2 200 000 SHU (15% jej masy całkowitej to czysta kapsaicyna – EKHM, TO TYLE SAMO CO W GAZIE PIEPRZOWYM). Zatrucie więc przeciętnemu smakoszowi nie grozi – bo, po pierwsze, mało który chojrak jest w stanie zjeść tak ostrą paprykę w całości i mieć jeszcze ochotę na dokładkę, po drugie – czysta kapsaicyna została zakazana w handlu detalicznym, więc raczej nie wyląduje ‘przypadkiem’ w naszym burrito (z resztą, podobno mało który żyjący człowiek jest w stanie spożyć coś tak ostrego). Co prawda, w 2007 roku firma Blair’s Death Sauces wypuściła kolekcjonersko czystą kapsaicynę w buteleczkach o objętości 1 ml, aczkolwiek nie jest ona przeznaczona do spożycia (a nawet – do otwierania bez ubrania ochronnego).

Carolina Reaper, aktualnie najostrzejsza papryka świata. Już cieknie nam ślinka!

Naturalnie, nie oznacza to, że każdy może sobie ot tak bezkarnie wcinać paprykę i zapijać ją ostrym sosem. Byłby to bardzo wyrafinowany sposób samobójstwa dla osób z chorobą wrzodową oraz – jeśli spożywają bardzo duże ilości na raz – osób z problemami krążeniowymi (przedawkowanie może doprowadzić nawet do zawału), wątobowymi oraz astmą. Słabo zareagują ludzie z wrażliwymi dziąsłami – kapsaicyna zdecydowanie nie poprawi ich kondycji. Na taryfę ulgową nie mogą również liczyć spryszczeni młodzieńcy – osobom mającym problemy z cerą raczej odradzamy pikantne rozkosze w nadmiarze.

No to jeść, czy nie jeść?

Widząc łzy w oczach miłośników ostrości spieszymy z zapewnieniem – ALEŻ OCZYWIŚCIE, ŻE JEŚĆ. Kapsaicyna świetnie wpływa na pobudzenie metabolizmu, stymuluje procesy trawienne i pomaga w regulacji produkcji hormonów odpowiedzialnych za apetyt. To dlatego jest częstym składnikiem wszelakich cudownych tabletek na odchudzanie. My jednak polecamy ją w wersji raw :). Wszelakie rozgrzewające plastry i kremy również mają ją w swoim składzie. Poza tym, kapsaicyna ma właściwości antyseptyczne i bakteriobójcze, więc zajadając wszelakie ostrości chronimy się przed paskudnymi infekcjami (sami jesteśmy tego przykładem!). Ostatnimi czasy w światku medycznym gruchnęła wieść, że związek ten leczy raka. A i owszem, pobudza ona komórki nowotworowe do samozniszczenia (pewnie trochę dla nich za osto), choć rzecz wymaga badań (co oczywiście nie przeszkadza dziesiątkom paramedycznych firm oferować ją w formie cudownych, leczących raka kapsułek). Kapsaicyna, jak zostało wspomniane wcześniej, wpływa na dobry nastrój, poprawia krążenie – i podobno – działa korzystnie na sprawność seksualną. Moglibyśmy jeszcze długo mnożyć jej zalety, ale jedno nie ulega wątpliwości – można ją kochać lub nienawidzić. My zdecydowanie kochamy, choć jest to miłość trudna i wyciskająca łzy. Największą sztuką w tej miłości jest umiar - który i Wam zalecamy. Delektujcie się!